Dlaczego nie ma sensu porównywanie koronawirusa do grypy hiszpanki?

Obecna pandemia koronawirusa jest przez wiele osób porównywana do epidemii grypy hiszpanki, która w latach 1918-1919 spowodowała śmierć co najmniej 21 mln osób.

Światowa Organizacja Zdrowia korzysta ze współczynnika, określanego jako CFR. Jest to skrót od słów case fatality rate, co oznacza wskaźnik śmiertelności przypadków. Po pierwszych przypadkach wykrycia koronawirusa w Chinach wynosił on 2%. Obecnie ustalony jest na 3,4%, co ma oczywiście związek z rozszerzaniem się infekcji i kolejnymi setkami chorych osób. Jednak niektórzy epidemiolodzy nie zgadzają się z tym i twierdzą, że CFR wynosi 1%. W skali procentów to różnica 2,4 punktu, a więc "wizualnie" niewiele, jednak przekładając to na ilość obecnej populacji Ziemi, znacznie zmienia obraz pandemii - zagrożone są setki milionów ludzi. Niektórzy eksperci twierdzą, że oba te wyniki są zaniżone, ponieważ o ilości chorych osób wiemy jedynie na podstawie wykonanych testów (a przecież nie wszyscy je wykonują), ponadto od wykonania testu do śmierci osoby zarażonej mija pewien czas, więc wskaźnik śmiertelności będzie się dynamicznie zmieniać. Wszyscy zgadzają się w jednym - obecnie ok. 2% chorych na koronawirusa to przypadki śmiertelne.

Nie trzeba nikomu wyjaśniać, jakie zmiany na świecie wywołała pandemia - nic zatem dziwnego, że wiele mediów porównuje ją z największą w historii, spowodowaną przez grypę hiszpankę. Według różnych źródeł jej ofiarą padło od 21 do nawet 100 milionów osób, a w pewnym momencie chorowała na nią 1/3 całej ludzkości! Można spotkać się z informacjami, że CFR w przypadku hiszpanki wynosiło 2,5%. To jednak kłóci się z matematyką - jeżeli chorych było 500 milionów osób, a zmarło 100 milionów, CFR wynosiło 20%. W przypadku 50 milionów - 10%, itd. W 1918 roku żyło na świecie 1,8 mld ludzi. Aby CFR wyniosło 2,5%, liczba infekcji musiałaby wynosić dwa miliardy, czyli 200 milionów osób więcej, niż żyło w tym czasie. Mówimy tu o globalnym wskaźniku śmiertelności. Lokalnie mógł być on zarówno znacznie wyższy, jak i znacznie niższy.

Dlaczego nie ma sensu porównywanie koronawirusa do grypy hiszpanki?

Mężczyzna w maseczce rozpyla substancję przeciwko hiszpance

Źródło: Getty Images

Wielu badaczy grypy hiszpanki na świecie posiłkuje się studium opublikowanym w 2006 roku przez czasopismo naukowe Emerging Infectious Diseases (znajduje się ono również na jego stronach online). Na początku opracowania pojawiają się trzy nieprawdziwe, aczkolwiek ważne cyfry, powtarzane potem przez media: 500 milionów zachorowań, 50-100 mln śmierci, ponad 2,5% CFR. Skąd wzięło się to "ponad 2,5%"? Autorzy podają dwa źródła, jednak nie dają one solidnych podstaw do takiego współczynnika. Jedno z nich to podobne opracowanie z 1980 roku, gdzie podawane jest globalne CFR na poziomie 4%, drugie - książka sugerująca wskaźnik infekcji na 28% i podająca 22 miliony ofiar, co daje CFR 4,3%. Autorzy pierwszego opracowania tłumaczą, że nie są to liczby wynikające z ich badań, ale wzięte z innych materiałów naukowych poświęconych hiszpance. Osoby stające za drugim - już odeszły z tego świata, a w nim samym źródeł nie podały, trudno zatem stwierdzić, skąd je wzięły.

Niall Johnson to ekspert do spraw zdrowia publicznego. Opublikował w 2002 roku obszerną racę na temat pandemii hiszpanki, w której podał najwyższe ilości ofiar śmiertelnych, czyli od 50 do 100 mln osób. Ale zaznaczył, że wskaźnik śmiertelności przypadków był znacznie wyższy, niż powszechnie podawany. Historyk John Barry w swojej wydanej w 2004 roku książce "The Great Influenza" również twierdzi, że podawane 2,5% to znacznie za mało. Zaznacza przy tym, że taka liczba - choć bardziej stawia na 2% - była możliwa lokalnie, w USA oraz niektórych rejonach świata, lecz globalnie musiała być znacznie większa. Epidemiolożka z Johns Hopkins University, Jennifer Leigh, powiedziała w wypowiedzi dla The Los Angeles Times, że globalny CFR był bliski 10%.

Możemy policzyć zasięg śmiertelności chorych na hiszpankę, biorąc pod uwagę najmniejsze i największe podawane wartości. Przyjmując za podstawę ilość populacji, założenie, że zachorowało 25-75% ludzkości oraz ilość ofiar wynoszącą od 25 do 100 milionów, otrzymujemy CFR na poziomie 6-8%.

Dlaczego nie ma sensu porównywanie koronawirusa do grypy hiszpanki?

Karetki Czerwonego Krzyża w St. Louis Red podczas epidemii (1918 r.).

Źródło: Universal History Archive/UIG/Getty Images

Pandemia koronawirusa jest często przyrównywana do grypy hiszpanki, która stała się synonimem globalnego przetrzebienia ludzkości. Nikt nie spodziewał się, że kiedykolwiek jeszcze będziemy mieć taką sytuację na świecie. Gdyby Covid-19 powodował taką ilość zgonów, jak hiszpanka, to przy obecnej ilości populacji śmierć poniosłoby 230 milionów osób. Pamiętajmy jednak, że od tamtego wydarzenia dzieli nas ponad 100 lat rozwoju medycyny, do tego hiszpanka działała odwrotnie niż koronawirus, zagrażając przede wszystkim osobom młodym. Ponadto wiele ofiar hiszpanki zmarło na wtórne zakażenie bakteryjne, co w dzisiejszych czasach nie musi być śmiertelne - jednak wówczas nie było masowej produkcji antybiotyków. Dlatego nie można porównywać tych dwóch pandemii - zbyt różne były warunki ich wybuchu.

Dyrektor generalny WHO, Tedros Adhanom Ghebreyesus, podał 3 marca, że globalny wskaźnik śmiertelności przypadków koronawirusa wynosi 3,4%. Taką liczbę ustalono na podstawie znanych przypadków śmierci - głównie w Chinach. Jednak zajmujący się problemem matematyk Adam Kucharski wraz z kolegami wyliczyli, że w Kraju Środka CFR to pomiędzy 0,3 a 2,4%, inni badacze zgadzają się, że podobna rozpiętość dotyczy globalnego wskaźnika śmiertelności przypadków koronawirusa. Jednak nie zapominajmy, że pandemia wciąż trwa i sytuacja będzie się zmienić - choć niektórzy eksperci nie przewidują, aby globalny CFR przekroczył 2%. Czy można im zaufać? Gdy w 2009 roku wybuchła świńska grypa (H1N1), prognozy CFR były 10-krotnie większe od realnych. Z drugiej jednak strony podczas epidemii SARS (200-2004), oszacowano CFR trzykrotnie mniejszy od prawdziwego.

Dlaczego nie ma sensu porównywanie koronawirusa do grypy hiszpanki?

Szczepienia w Australii - chorowało tam 40% populacji

Źródło: DailyMail

Liczby liczbami, ale nie zapominajmy, że nawet CFR 0,5% oznacza śmierć tysięcy ludzi - i mogą to być nasi bliscy lub znajomi. Wiele z tych osób, które przeżyją infekcję koronawirusem, może mieć do końca życia spowodowane nim problemy zdrowotne. Inni, którzy przetrwają zarażenie, mogą na skutek spowodowanych koronawirusem powikłań trafić do szpitala na długie tygodnie. Dlatego jak na razie pandemie koronawirusa można przyrównać bardziej do epidemii ptasiej grypy z 1957 roku, podczas której zmarło od 1 do 4 milionów osób na całym świecie. Ale, podkreślamy - na razie. Poza tym nawet, gdyby epidemia skończyła się w chwili, gdy czytasz ten tekst, jej pojawianie się będzie miało długotrwały wpływ na światową gospodarkę, którą mocno zahamowała (naszym Czytelnikom nie musimy przypominać, o ile zamkniętych fabrykach pisaliśmy), co przełoży się na ekonomię, a także standard życia wielu ludzi.

Żadne liczby nie oddadzą tego, jak bardzo koronawirus zmienił współczesny świat. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że skończy się jak najszybciej - i ucierpi jak najmniej osób.

Zdjęcie główne: Wikipedia

Źródło: Wired.com