Drukarki bez kredytu

Drukarki atramentowe tracą marketingowy prymat na rzecz kombajnów wielofunkcyjnych. Z towaru powszechnego użytku powoli przekształcają się w urządzenia dla koneserów.


Drukarki atramentowe tracą marketingowy prymat na rzecz kombajnów wielofunkcyjnych. Z towaru powszechnego użytku powoli przekształcają się w urządzenia dla koneserów.

Przełom nastąpił, gdy urządzenia wielofunkcyjne wyprzedziły drukarki jednofunkcyjne pod względem liczby sprzedanych egzemplarzy. O tej zamianie pozycji zadecydowały nie tylko realne zalety kombajnów, ale i umiejętnie podsycana moda. Dzisiaj urządzenia wielofunkcyjne przynoszą producentom większe dochody niż tradycyjne konstrukcje. Nic dziwnego, skoro drukarka i skaner w jednej obudowie kosztują więcej niż kupowane oddzielnie. Tutaj są prawdziwe konfitury i między innymi dlatego koneserzy powinni zainteresować się raczej urządzeniami jedno-, a nie wielofunkcyjnymi.

Taniej tu i tam

Zmieniają się także same drukarki. Na pierwszy plan wraca klasyczny sposób pracy z komputerem, ale z listy obsługiwanych systemów operacyjnych praktycznie zniknął Windows 98 i Me. Coraz rzadziej spotyka się modele z ekranami graficznymi i gniazdami do odczytu pamięci z aparatów cyfrowych. Jeszcze broni się PictBridge, złącze do sterowania drukiem prosto z aparatu cyfrowego, ale i on, najsłabiej angażujący elektronikę w samej drukarce, zaczyna być w mniejszości. Te gadżety przenoszą się do urządzeń wielofunkcyjnych.

Nic dziwnego, że tak odchudzone drukarki mogą być tanie jak nigdy dotąd. Ale czym wytłumaczyć obniżkę cen atramentu? Jest dość znaczna. Jeszcze rok temu czarny tusz do wydrukowania jednej strony kosztował ponad 21, dzisiaj mniej niż 16 groszy, a przecena kolorowego jest jeszcze większa, z 43 do 32 groszy. Znawcy powiedzą, że powodem jest przejście z liczenia stron z pięcioprocentowym pokryciem na normy ISO, ale to nieprawda. Spadek cen jest autentyczny, chociaż niejednakowy u wszystkich producentów. Pionierem był Epson, który wprowadził jednolitą cenę swoich tuszów. Taniej od średniej wypada drukowanie na Lexmarkach ze starymi nabojami z serii 3x, Canonie iP4500, ale prawdziwą rewolucję w kosztach eksploatacji uczyniło dopiero HP, przy czym przecena jest bardzo wybiórcza, a zasady niezbyt klarowne. Pisaliśmy już o używaniu przez HP nabojów o bardzo zróżnicowanej ilości atramentu, od kilku do kilkudziesięciu mililitrów w jednym, przy czym większe pojemniki, bardziej ekonomiczne w eksploatacji, nie pasują do tańszych modeli. Niedawno Hewlett-Packard wprowadził wielopaki i jeszcze większe zbiorniki, ale tylko do nowych i droższych urządzeń. Dzięki temu dysproporcja w ekonomii jeszcze bardziej się pogłębiła. Dziś na sprzęcie tej firmy można wydrukować stronę monochromatyczną za dziewięć groszy, ale także za trzydzieści. Równie duża rozpiętość charakteryzuje koszty w kolorze.

Do tej pory eksploatacja drukarek z nabojami trójkolorowymi połączonymi z głowicami była droższa niż konstrukcji, w których wymieniano tylko pojemnik z tuszem. Miało to dwie przyczyny - po pierwsze, nierówne zużycie atramentów, więc po wyczerpaniu się jednego koloru trzeba było wymienić cały komplet. Po drugie, w bezużytecznym naboju oprócz resztek tuszu zostawała sprawna głowica drukująca. Za to też płacił użytkownik, chyba że odstępował za grosze naboje firmom, które napełniały je ponownie innym tuszem i sprzedawały dużo taniej. Dzisiaj ta reguła obowiązuje już nie tak ściśle. Coraz częściej umiejętność przeglądania aktualnych cenników przydaje się bardziej niż znajomość zasad.

Nowe stroje w mniejszym gronie

Ocena końcowa

Ocena końcowa

Nie tylko ekonomią zajmowali się producenci drukarek, choć trzeba przyznać, że do technologii przyłożyli się nadzwyczaj skromnie. Jak zwykle w takich wypadkach, na pomoc przybywają specjaliści od wizerunku. W Canonie przejęli wszystkie obowiązki modernizacyjne. Wnętrza ubiegłorocznych modeli przepakowano do nowych obudów. PIXMA iP4500 kryje wnętrze z ubiegłorocznego iP5300, tak jak iP3500 pochodzi od iP3300, a iP2500 i iP1800 od iP1300, iP1700 i iP2000. Kilka produktów znikło z oferty.

Także w HP zmniejszono liczbę modeli, chociaż nie tak radykalnie. Dwie drukarki i jeden kombajn z sześciokolorowym zestawem zastąpiono odpowiednio jednym i trzema modelami. Podobne ubytki jednych i przyrosty liczby drugich modeli cechują resztę oferty. Tańsze Photosmarty zostały zastąpione Deskjetami bez ekranów i czytników kart. Niemniej jednak nawet po zmianie nazwy te modele zachowały swój uniwersalny charakter i po zastąpieniu czerni pigmentowej zestawem foto radzą sobie ze zdjęciami tak samo dobrze, jak poprzednicy.

Opłacalność

Opłacalność

Lexmark wyróżnił się podwójnie. Przede wszystkim pokazał nowy system druku, przeskalowany na większą liczbę dysz. Nowinka nosi nazwę Evercolor 2, a składają się na nią głowice z powiększoną z 640 (i 480 w kolorze) do 936 liczbą dysz, inną recepturą atramentów, opartych już w całości na osnowie pigmentowej. Do kompletu jest papier PerfectFinish, dostosowany do receptury tuszu. Producent obiecuje wodoodporność, stuletnią wytrzymałość na płowienie w zwykłym świetle i dwustuletnią w albumie, pod warunkiem swobodnego wysychania wydruku przez całą dobę. Poza nabojem z czarnym atramentem w skład kompletu wchodzi jeszcze kolorowy i fotograficzny. W nowy system druku wyposażono tylko jeden model, Z1520. Drugą nowością w ofercie Amerykanów jest łącze bezprzewodowe Wi-Fi, i to wprowadzone jednocześnie w kilku modelach. Z części "Drukujemy bezprzewodowo" wynika, że połączenie nawiązuje się bez większych problemów, ale transfer jest znacznie wolniejszy niż przez USB i nie wystarcza do pracy drukarki z pełną szybkością. Inna sprawa, że Z1520 jest szybsze od pozostałych Lexmarków, a interfejs pracował w trybie ad hoc, w którym nie zawsze można się rozpędzić.

Podwójny czarny

Czas druku w sekundach. Połączenie przez Wi-Fi z transferem 11 Mb/s zwalnia tempo druku.

Czas druku w sekundach. Połączenie przez Wi-Fi z transferem 11 Mb/s zwalnia tempo druku.

Oferta Epsona składa się z trzech nowości: modelu fotograficznego, ale ascetycznie wyposażonego, bez ekranu, oraz dwóch drukarek uniwersalnych z oryginalnie rozłożonymi akcentami. Obie, D92 i D120, wyróżniają się stosunkowo dużym udziałem dysz do obsługi czarnego tuszu. W pierwszej mamy 90 do czerni oraz po 29 do każdego z trzech kolorów podstawowych. Pod tym względem przypomina bardziej modele z serii D68 niż D88 i drukuje w podobnie żółwim tempie. Zwłaszcza druk z kolorowymi akcentami trwa niemiłosiernie długo - dziesięć stron w dwadzieścia minut. Jednym słowem, model wyróżniający się tylko elegancką sylwetką.

W ciekawy sposób powstała D120. To przeróbka D88, w której segment do czarnego druku podwojono - ze wszystkimi elementami, w tym kanałami w głowicy. W konsekwencji drukarka ma pięć pojemników z atramentem, z czego dwa z kolorem czarnym, 360 dysz do tego koloru i po 60 do trójki CMY. Taka struktura zapewnia bardzo szybką czerń, ale średnie tempo drukowania z udziałem koloru. Trzeci model, R285, pracuje nieco szybciej od ubiegłorocznego R265 i jak tamten wyróżnia się niskimi kosztami druku. Ta drukarka oraz D92 mają swoje odpowiedniki wśród urządzeń wielofunkcyjnych, w przeciwieństwie do D120 i kombajnowych X7400 i X8400, które są wzorami samymi dla siebie. Z konfiguracji dysz tych samotników wynika, że Epson prace biurowe rezerwuje dla drukarek, a kolory dla kombajnów.