Dwa światy: Polska i Tajwan 40 lat temu

40 lat to wystarczająco dużo czasu, by maleńki startup przekształcić w globalną korporację. Jak bardzo przez te lata zmienił się świat i rzeczywistość, w której żyjemy?

Polska, 1976 r.

Zegarek Poljot (z 11 kamieniami!) na nadgarstku pracowicie odmierzał kolejne sekundy. Do „Wieczoru z Dziennikiem” pozostało jeszcze kilka minut, ale nie było wyboru: przełączenie kanału na jeden z dwóch od niedawna dostępnych wymagało wstania z fotela i wciśnięcia przycisku na obudowie 24-calowego, czarno-białego telewizora Neptun.

Po wolnej sobocie, spędzonej w kolejce do mięsnego, trudno było zebrać się na taki wysiłek. Na szczęście popołudnie spędzone w towarzystwie Studia 2, nadawanego - przekornie – w programie pierwszym, nastrajało pozytywnie.

Puste półki w sklepie i odrzucony wniosek o telefon przestawały przeszkadzać, gdy na ekranie pojawiała się niezrównana „Samochodowa gala”, z rozśpiewaną Danutą Rinn i Urszulą Sipińską.

Technologiczne serce świata

Gdzie bije technologiczne serce świata? Entuzjaści gadżetów i zmian, jakie w naszym życiu wprowadził Internet, wskażą bez wątpienia na Kalifornię. Nic dziwnego - wśród słonecznych dolin i brzoskwiniowych sadów przez kilkadziesiąt lat rozwinęła się kolebka startupów, które – jeśli przetrwają – potrafią wywrócić świat do góry nogami.

Dla innych – tych bardziej zainteresowanych rozwojem technologii – sercem technologicznego świata będą rozproszone po obu stronach Atlantyku instytuty badawcze, gdzie z dala od medialnego zgiełku najmądrzejsi ludzie na planecie mozolnie powołują do życia kolejne, przełomowe technologie albo weryfikują naukowe hipotezy.

Azjatycki czempion

Jeszcze inni wskażą południowo-wschodnią Azję, gdzie kilka sąsiadujących państw było w stanie w ciągu kilkudziesięciu lat zmienić się z rolniczego zagłębia w światową fabrykę najnowocześniejszych technologii.

„Amerykańskie komputery, rosyjskie komputery – i tak wszystkie składają na Tajwanie” - Lev Andropov, rosyjski kosmonauta w filmie „Armageddon”

Los jednego z nich to świetny przykład tego, jak determinacją, wiedzą i ciężką pracą można osiągnąć sukces na skalę całego globu. Jednym z nich jest Tajwan, a właściwie – bo Tajwan to nazwa wyspy – Republika Chińska.

38 lat stanu wojennego

Jak w latach 70. biegłego wieku mogło wyglądać życie przeciętnego Tajwańczyka? Wbrew pozorom nie było usłane różami – historyczne uwarunkowania sprawiły, że przez długie lata władzę sprawował legendarny przywódca chińskich antykomunistów, Czang Kaj-szek.

Kliknij, aby powiększyć

„Rewolucja nie jest łatwą rzeczą. Dla jej przeprowadzenia trzeba silnego impulsu. Jakie impulsy posiada rewolucja chińska? To mądrość, miłość i odwaga. Chciałbym zwrócić uwagę, że najistotniejszy jest ten drugi czynnik. Miłość oznacza, między innymi: ratuj swój kraj, nawet za cenę swego życia!” - Czang Kaj-szek

Ceną za uchronienie wyspy przed losem kontynentalnych Chin był m.in. trwający 38 lat stan wojenny i życie w poczuciu zagrożenia, które w każdej chwili mogło nadejść z kontynentu. Mimo ograniczenia swobód obywatelskich, dynamicznie rozwijała się gospodarka wyspy.

Polski Komitet Obrony Robotników

W tym samym czasie w Polsce do głosu doszła legendarna dzisiaj, antykomunistyczna opozycja. Rok 1976 to czas powstania KOR-u, czyli Komitetu Obrony Robotników, broniącego pracowników państwowych zakładów przed nadużyciami władzy.

„Byli wśród nas ludzie różnych pokoleń, tradycji, orientacji ideowych. Łączyła nas troska o wszystkich skrzywdzonych i bitych. Pragnęliśmy dawać temu świadectwo – bez względu na zagrożenie osobiste, bez względu na polityczną taktykę, bez względu na to, kim jest prześladowany. Kierowaliśmy się przekonaniem, że przestrzeganie praw człowieka i obywatela jest warunkiem pokoju między ludźmi i narodami” - Edward Lipiński, jeden z założycieli KOR-u

Technologia jest sprawiedliwa: każdemu daje szansę

Mniej więcej raz na pokolenie pojawia się wynalazek, który całkowicie zmienia oblicze świata. Kto trafnie wytypuje, co to będzie i odpowiednio wcześnie zajmie się kluczową branżą, ten ma szansę zdominować ją na długie lata.

W latach 50. taką nowinką był tranzystor, wokół którego wyrosła potęga wielu amerykańskich koncernów. Lata 90. to czas burzliwego rozwoju Internetu: kto wykorzystał szasnę i postawił właśnie na tę branżę, do dzisiaj może korzystać z owoców tamtej decyzji. Współcześnie podobnym wynalazkiem wydaje się branża wearables, jednak czy tak będzie w istocie – pokaże czas.

„Trzeba się śpieszyć, bo w ciągu dekady nastąpi rewolucja. W latach 80. świat opanują mikrokomputery” - Jacek Karpiński, polski konstruktor komputerów, lata 70.

Tajwan, 1976 r.

Powietrze było przepełnione wilgocią. Ktoś nieprzyzwyczajony do letniego monsunu mógłby na to narzekać, ale tłum cieszących się wolnym popołudniem Tajwańczyków zdawał się nie zwracać uwagi na tę niedogodność.

Niektórzy z zapałem pałaszowali oferowane przez ulicznych sprzedawców, herbaciane jajka, inni wpatrywali się w niebo, gdzie można było dostrzec klucz dostarczonych niedawno przez Stany Zjednoczone myśliwców F-5.

Na rękach przechodniów można było zauważyć ostatni krzyk mody – zegarki elektroniczne, w tym legendarne Casiotrony. Plotki głosiły, że japoński potentat już niebawem ma przenieść na Tajwan część swojej produkcji, budując pierwszą, poza Japonią, fabrykę zegarków elektronicznych.

Czas mikrokomputerów

W latach 70. gorącym tematem były mikrokomputery. Jak świat długi i szeroki, mądrzy ludzie spod każdej szerokości geograficznej korzystali z technologicznej rewolucji, która sprawiła, że komputer przestawał kojarzyć się z wielką maszyną, zajmującą całe pomieszczenia i zmalał na tyle, by – poprzez etap wielkich mebli – osiągnąć gabaryty, pozwalające umieścić go na biurku.

Kto potrafił go zbudować, nie musiał martwić się o przyszłość.

„Rzeczywiście, przyjmowano mnie jak króla. Byłem tym zresztą bardzo onieśmielony. Miałem zaledwie trzydzieści kilka lat. Po studiach poprosiłem o możliwość odwiedzenia całej długiej listy firm i uczelni. UNESCO zgodziło się. W Caltechu witał mnie rektor ze wszystkimi dziekanami, w Dallas – burmistrz miasta. I wszyscy chcieli, żebym dla nich pracował, począwszy od IBM, a skończywszy na uniwersytecie w Berkeley. W San Francisco proponowano mi nawet stworzenie własnego instytutu” - Jacek Karpiński, polski konstruktor komputerów

1976 – otwarcie „Gierkówki”

Błyszczące chromem zderzaki, nowoczesna sylwetka i przestronne wnętrze. Oto on – Polski Fiat 125p, czyli auto, które przyniosło powiew motoryzacyjnej świeżości w kraju, gdzie produkowano wcześniej Warszawy i Syreny. Gdzie można było przetestować osiągi tego, produkowanego na włoskiej licencji, cuda motoryzacji?

W połowie lat 70. zaczął się spełniać sen o polskich autostradach, a raczej drogach szybkiego ruchu, bo tak należy sklasyfikować oddaną do użytku w 1976 roku „Gierkówkę” – drogę, łączącą Warszawę z Katowicami.

Polska, 1976 r.

Grupa podróżnych, wsiadająca do autobusu, nie kryła entuzjazmu. Nic dziwnego - nowe, specjalnie zamówione na tę okazję w bratniej Czechosłowacji Skody miło kontrastowały z maszynami, obsługującymi do tej pory połączenia międzymiastowe.

Ta trasa miała być inna. Ekspresowa linia autobusowa z Katowic do Warszawy otrzymała od władz wysoki priorytet. Nie szczędzono środków nie tylko na same autobusy, ale i na renowację dworców, a także na personel.

Wsiadając w Katowicach do pospiesznego autobusu jadącego do stolicy można było poczuć się jak w samolocie. Po odprawie biletowej pasażerów witała uśmiechnięta stewardessa, a podróż umilał drobny poczęstunek – cukierki i woda mineralna.

A mogło być tak pięknie…

Komputer K-202 polskiego konstruktora Jacka Karpińskiego jest oceniany po latach bardzo wysoko – jako konstrukcja co najmniej porównywalna, o ile nie przewyższająca to, co tworzyli w tamtym czasie inżynierowie z Krzemowej Doliny.

K-202 doczekał się nawet krótkoseryjnej produkcji, ale niesnaski twórcy sprzętu z władzami i inwestorami doprowadziły – niestety – do zakończenia obiecującego projektu.

Kliknij, aby powiększyć

Po K-202 pozostała legenda i żal kolejnych pokoleń, zastanawiających się, jak mogłyby wyglądać losy polskiej branży komputerowej, gdyby obiecujący sprzęt doczekał się czegoś więcej, niż kilku pokazów, słów uznania od decydentów i – ostatecznie – cichego zakończenia produkcji.

„Gdyby nie towarzysz Łarionow, generalny konstruktor radzieckiego komputera RIAD, kto wie, czy to nie w PRL-u zaczęłaby się rewolucja informatyczna, która dała światu komputery osobiste. (…) Po K-202 Jacka Karpińskiego w Polsce nie pojawiła się już nigdy żadna genialna konstrukcja w dziedzinie elektroniki. (…) Moskwa zdecydowała, że powstanie jeden typ komputera dla całego Układu Warszawskiego – RIAD. Nikomu nie przeszkadza, że to projekt ściągnięty z przestarzałego już IBM 360” - Bożena Aksamit, Zduszona rewolucja inżyniera Karpińskiego

Tajwan 1976 r.

Honda N360 zatrzymała się, piszcząc hamulcami. To niewielkie, zaprojektowane przez Japończyków auto było na Tajwanie od niedawna symbolem nowoczesności i postępującej modernizacji.

Na gwarnych ulicach, do niedawna wypełnionych rowerami i motocyklami, wśród których dominowały maszyny montowane przez lokalną wytwórnię Sanyang Industry, zaczęły pojawiać się niewielkie, produkowane na wyspie w kooperacji z Hondą samochody.

Nic dziwnego, że władze stolicy, patrząc z niepokojem na coraz bardziej korkujące się miasto, zaczęły rozważać budowę szybkich kolei. Na pierwsze projekty, nakreślone we współpracy z Arabią Saudyjską, trzeba było jednak trochę poczekać – wstępne koncepcje tajwańskich, szybkich kolei z lat 70. nabrały realnych kształtów dopiero dekadę później.

Załóżmy Acera!

Mniej więcej w tym samym czasie co Karpiński, ale po drugiej stronie Ziemi, w szranki z technologią stanęła grupka ambitnych przedsiębiorców. Jednym z nich był 32-latek, absolwent National Chiao Tung University, Stan Shih, który w 1976 roku został zaliczony na Tajwanie do dziesięciu najwybitniejszych młodych osób.

1976 – porwanie radzieckiego MiG-a 25

Gdy w 1976 roku mieszkańcy Republiki Chińskiej spoglądali w niebo, często mogli dostrzec przemykające po niebie sylwetki samolotów tajwańskiego lotnictwa.

Nic dziwnego – pełne napięć stosunki z rosnącym w siłę, wielkim sąsiadem były tylko jednym z problemów, trapiących w tamtym czasie wojskowych. Drugim była ucieczka do Japonii radzieckiego pilota, który uciekając porwał przy okazji samolot MiG-25.

Analiza możliwości porwanego MiG-a była dla Amerykanów i ich sojuszników szokiem – nikt nie spodziewał się, że Rosjanie są w stanie zbudować tak zaawansowaną maszynę.

Stan wraz z żoną i kilkoma współpracownikami założył – mając w kieszeni 25 tys. dolarów - startup Multitech, który niedługo potem wypłynął na szerokie wody, oferując sprzęt o nazwie Micro-Professor MPF-I – prawdopodobnie najdłużej w historii produkowany komputer.

Pierwszy komputer Acera: Micro-Professor MPF-I

Jego zadaniem była nauka programowania, a oferowany od początku lat 80. MPF-I wyróżniał się nietypowym wyglądem – całość urządzenia, łącznie z klawiaturą, mieściła się bowiem w plastikowej wytłoczce, która po złożeniu miała kształt książki. Edukacyjny mikrokomputer można zatem było postawić – razem z innymi książkami – na półce.

Kliknij, aby powiększyć

„Kto liczy na tygodnie, sieje trawę; kto liczy na lata, sadzi drzewa, ale kto liczy na stulecia, ten wychowuje i kształci ludzi” - Seneka

Co ciekawe, ten niemal czterdziestoletni sprzęt nadal jest produkowany, choć zajmuje się tym inna, niż początkowo firma.

A Multitech? W 1987 roku zmienił nazwę na Acer i pod tym szyldem z niewielkiego startupu stał się jednym z gigantów branży technologicznej i czołowym producentem komputerów na świecie.