ERM w praktyce polskiej

Wracając do dyrektyw Unii Europejskiej, prawie wszystkie dyrektywy tzw. "nowego podejścia" znalazły odzwierciedlenie w polskim prawie. Fakt ten spowodował, że producenci działający w obszarze nowego prawa stanęli przed widmem spełnienia nowych wymagań dotyczących produkcji i zarządzania, zawartych w odpowiednich aktach prawnych w Polsce. Do takich spektakularnych dyrektyw należy Dyrektywa Medyczna czy Dyrektywa Maszynowa. Ze względu na specyfikę wymagań odnośnie przedmiotów będących podmiotem ich zakresu, obie dyrektywy przywołują analizę ryzyka, będącą, jak wiemy, podstawową częścią składową szeroko pojętego zarządzania ryzykiem. Rzeczone dyrektywy wręcz precyzują odpowiednie standardy zawierające techniki i metody analizy ryzyka, którymi producent powinien się posługiwać.

Patrz ramka nr 6.

Patrz ramka nr 7.

Na zakończenie należałoby zadać pytania: Co powstrzymuje polskie firmy przed stosowaniem procedur zarządzania ryzykiem? Na jakie bariery napotykają?

RAMKA 6

Producent działający w obszarze Dyrektywy Maszynowej powinien przed wprowadzeniem wyrobu do obrotu przeprowadzić analizę ryzyka związanego z zagrożeniami niesionymi przez eksploatacje takiego urządzenia (maszyny). Producent produkuje kosiarki spalinowe. Przed wprowadzeniem wyrobu przeprowadza badania typu w odpowiedniej jednostce notyfikowanej w tym zakresie. Okazuje się, że pomimo zastosowanych osłon dla operatora producent nie przewidział incydentu związanego ze złą jakością noży tnących, które po kilkugodzinnej eksploatacji ulegały pęknięciu i rozerwaniu, narażając operatora i niszcząc kosiarkę. Potencjalne straty finansowe związane z ww. incydentem dotyczą nie tylko zmiany noży tnących, ale również wypłaty odszkodowania osobom poszkodowanym. Powstaje pytanie: co bardziej się opłaca? Odpowiedż pozostawiamy producentowi po przeprowadzeniu rzetelnej analizy ryzyka.

Według aktywnie pracujących i promujących jednocześnie zarządzanie ryzykiem menedżerów powody są następujące:

  • bariery merytoryczne (brak specjalistycznej wiedzy o ryzyku i zarządzaniu ryzykiem w firmach);
  • bariery związane z mentalnością (np. problem współpracy z menedżerem ryzyka i wskazanie na problemy firmy, bo być może spowoduje to wyrzucenie z pracy osoby, która wskazała problem);
  • bariery finansowe, gdyż:- kadra menedżerska ze specjalizacją z zarządzania ryzykiem powinna być dobrze opłacana i niezależna, bo tylko wtedy jest obiektywna,- często duże koszty niesie ze sobą proces postępowania z ryzykiem,- zła decyzja kierownictwa firmy dotycząca akceptacji ryzyka może pociągnąć za sobą duże konsekwencje finansowe dla firmy,- inne;
  • brak dostatecznej znajomości nomenklatury związanej z tym obszarem w języku angielskim i jednocześnie brak tłumaczeń literatury fachowej;
  • nie ma szkół, szkoleń z zakresu zarządzania ryzykiem, brakuje specjalistycznych przedmiotów na studiach z zakresu zarządzania w tym obszarze; niewielka liczba szkoleniowców;
  • zbyt małe nagłośnienie medialne tematyki zarządzania ryzykiem w czasopismach specjalistycznych dla menedżerów i w innych środkach przekazu;
  • stosowanie przez firmy zasady "mądry Polak po szkodzie", czyli wprowadzenie procedur dopiero po ocenie skutków już zrealizowanego ryzyka.

Patrz ramka nr 4 - ponowne odwołanie.

Czy więc mamy szansę coś zmienić w Polsce w przedmiotowym zakresie?

Oczywiście, że tak, bo:

  • medialnie zarządzanie ryzykiem zaczęło się często pojawiać na różnych konferencjach branżowych dla menedżerów;
  • istnieje możliwość wykorzystania środków Unii Europejskiej na szkolenia i na wprowadzanie procedur zarządzania ryzykiem w firmach;
  • następuje widoczny wzrost zainteresowania problemem zarządzania ryzykiem wśród firm szkoleniowych oraz wśród firm wdrażających systemy zarządzania;
  • właściciele firm coraz częściej cedują decyzje i funkcje kierownicze na osoby młode, dobrze wykształcone, kreatywne i szukające nowych technologii, które zwykle znają języki obce zapewniające dostęp do literatury i szkoleń zagranicznych.

RAMKA 7

Zakład produkcji sprzętu medycznego produkujący strzykawki kupuje materiał u podwykonawcy. Nigdy nie przeprowadził audytu u poddostawcy. Rocznie wprowadza kilkaset tysięcy strzykawek do szpitali. Po kilku incydentach medycznych w szpitalu A, szpital zlecił badania bakteriologiczne rzeczonych strzykawek. Okazało się, że końcówki silikonowe tłoków strzykawek zawierają bakterie salmonelli. Po inspekcji u producenta okazało się, że ma on przeprowadzoną prawidłowo analizę ryzyka produkowanego wyrobu pod kątem technicznym, jednak inspektor zwrócił uwagę na fakt, że brakuje w niej elementów związanych z zagrożeniem biologicznym. Producent nie zwracał uwagi na zagrożenia biologiczne, ale na zagrożenia konstrukcyjne. W efekcie zostało zarażonych kilkadziesiąt osób, a partia kilkudziesięciu strzykawek wycofana z magazynów szpitali oraz producenta. Jak zwykle powstaje pytanie: czy bardziej opłacało się przeprowadzić badania półproduktów od poddostawcy, czy zapłacić odszkodowanie osobom poszkodowanym oraz wycofać feralny silikon z produkcji? Odpowiedź zostawmy producentowi po skalkulowaniu poniesionych kosztów.