Final Fantasy IV: The Complete Collection - recenzja

Ostatnie przeniesienie Final Fantasy IV na współczesne maszyny posiada, oprócz poprawionej grafiki, także mnóstwo zawartości dodatkowej. Pomożemy Wam zdecydować, czy warto powrócić do korzeni serii Square Enix.

Final Fantasy IV nie jest moją ulubioną grą z tej serii (zaszczyt ten nadal przypada Final Fantasy VIII), ale Cecil to fajny gość. Spośród wszystkich bohaterów w Final Fantasy jego historia jest chyba najbliższa klasycznej opowieści o wędrówce bohatera, rzucaniu wyzwania ciemności i wreszcie konfrontacji z tym, co można uznać za zło. Pomaga również to, że występuje w naprawdę dobrym tytule RPG - chyba najczystszym przykładzie ukazującym gatunek jRPG.

Oczywiście Final Fantasy wielokrotnie przenoszono na nowe platformy. Ostatnie wydanie na GameBoy Advance zostało wzbogacone o kontynuację The After Years oraz zupełnie nowy etap łączący obie gry. Oryginalna produkcja nadal trzyma wysoki poziom. Pozostałe dwie... nie bardzo.

W Final Fantasy IV cała przygoda rozgrywa się w zawrotnym tempie, a nowe postacie dołączają do naszej drużyny i opuszczają ją bardzo szybko. Jedynym stałym elementem jest Cecil, którego przygoda w poszukiwaniu odkupienia pozostaje przykładem w jaki sposób dawkować patos w RPG za pomocą kilku dobrze wykonanych scenerii.

Z drugiej strony mechanika rozgrywki Final Fantasy IV jest dość prosta, jak na współczesne standardy i oferuje niewiele możliwości dostosowywania jej pod siebie. Tak naprawdę nie jest nawet możliwe przełączanie się pomiędzy różnymi postaciami.

Jednak przez większość czasu tempo jest na tyle szybkie, że nie ma możliwości testowania różnych kombinacji ustawienia drużyny (kolejne heroiczne wydarzenie czai się niemal za każdym zakrętem). Jest to także dość trudne, jak na RPG, zwłaszcza jeśli zdecydujesz się na zwiększenie prędkości na maksimum.

Takie rozwiązanie sprawia, że bitwy z bossami są szczególnie zabawne i rozrywkowe, ponieważ prowadzimy nieustanny wyścig z czasem przed każdym atakiem przeciwnika.

Do potyczek w Final Fantasy IV dodano nowe efekty wizualne, w szczególności skupiając się na zaklęciach. Czary jak Meteo, Firaga czy Tornad wywołują teraz na ekranie imponujące efekty wizualne, a sprite'y z których zrobiono przeciwników są większe i bardziej szczegółowe.

Niestety, tego samego nie można powiedzieć o animacjach postaci, ponieważ niektórzy bohaterowie, jak na przykład Rosa, są zwyczajnie brzydcy. Nie zawsze pasują również do odpowiedników z mapy świata: Paladin Cecil nosi długie włosy na mapie przygody, ale podczas walki pokazywane są krótkie. Być może się czepiam, ale po ponad 30 godzinach gry drobne szczegóły nie są już takimi małymi.