First to Fight - Marines walczą w Libanie

Każdy z żołnierzy dysponuje przydzielonym z góry ekwipunkiem. Lider, oprócz karabinu z celownikiem optycznym i zmiennym trybem prowadzenia ognia, dysponuje jeszcze granatami oraz apteczkami przywracającymi w tempie ekspresowym zdrowie. W czasie gry możesz podnosić uzbrojenie i amunicję po zabitych wrogach. Najpopularniejszy wśród nieprzyjaciół Kałasznikow przydaje się w chwili gdy skończą ci się własne pociski, a zdarza się to nierzadko.

Terroryści z uniwerku

First to Fight - Marines walczą w Libanie

First to Fight

Sztuczna inteligencja kierująca poczynaniami postaci kontrolowanych przez komputer jest całkiem dobra. Co prawda dowodzeni przez ciebie żołnierze radzą sobie nieźle, ale zdarzają im się wpadki. Najczęściej ma to miejsce podczas starć na krótkim dystansie. Komandos strzelający do przeciwnika znajdującego bardzo blisko potrafi mieć problemy z trafieniem.

Wrogowie natomiast, poza zwyczajowymi już frontalnymi atakami skazanymi z góry na porażkę, czasami wykazują dziwną obojętność. Bywa że ranny oponent zamiast rzucać się do ucieczki lub walczyć aż do śmierci, zaczyna poruszać się bez większego sensu.

Poza tymi niedopatrzeniami posunięcia taktyczne adwersarzy sprawiają wrażenie przemyślanych. Strzelanie po wychyleniu się zza rogu i wykorzystywanie pojazdów oraz przeszkód terenowych zdecydowanie utrudnia eksterminację wrogów.

First to Fight - Marines walczą w Libanie

First to Fight

Grafika w First To Fight nieco odstaje od czołówki, ale zbytnio nie razi gustów estetycznych. Trudno wymagać jakichś wodotrysków podczas mozolnego przedzierania się poprzez kanały, zniszczone fabryki, czy też wąskie uliczki miasta. Miłą odmianę stanowią wyposażenia z rzadka napotykanych barów oraz kolorowe perskie dywany widywane tu i ówdzie. Całość wykonana jest na solidnym poziomie.

Jedynym większym mankamentem są sztucznie poruszające się postacie w filmach oraz nieprawidłowo rzucane cienie.

Pierwszy z błędów nie ma wpływu na rozgrywkę, natomiast drugi może już wpłynąć i to niekorzystnie, na jej przebieg. Wyobraź sobie, że widząc cień spodziewasz się wroga po lewej stronie drzwi, a tymczasem wbiegając do pokoju ze zdziwieniem zauważasz, iż twoje przewidywania się nie sprawdziły i lądujesz na glebie z kulką w potylicy.

Niewiele można także zarzucić oprawie audio. Jej jedynym niedopatrzeniem są głośne rozmowy przeciwników, co sprawia że ich zlokalizowanie nie jest tak trudne, jak być powinno.

Marines w sieci

Ocena: 6+

Tytuł: Close Combat: First To Fight

Gatunek: Taktyczny shooter

Wymagania: CPU 1,3 GHz;

RAM 256 MB; grafika 32 MB

Producent: Destineer Studios

Polski wydawca: Cenega

Cena: 29,90 PLN

Wersja: EN

Strona WWW

Plusy:

+przyzwoita realizacja i grafika

+niezla grywalnosc

+cooperative

+pomocne tutoriale

Minusy:

-błędnie rzucane cienie

-dziwne multi dla małej ilosci osób

-animacje postaci w filmach

-zbyt krótka

FTF daje także możliwość pogrania z żywymi przeciwnikami. Wśród trybów multiplayer znajdują się standardowy deathmatch, niestety z racji uwarunkowań rozmiarów oddziału tylko dla ośmiu osób, oraz czteroosobowa gra kooperatywna. Ten drugi sposób pozwala na przechodzenie etapów gry po kolei, albo po prostu wybranie jednego z nich.

Close Combat: First To Fight jest grą całkiem dobrą, aczkolwiek do czołówki na pewno bym jej nie zaliczył. Gra się miło i nie ma problemów ze sterowaniem. Irytuje nieco pompatyczność z jaką opisywani są amerykańscy wojacy oraz ich dokonania na polu niesienia wolności gdzie tylko się da. W podjęciu decyzji o jej zakupie z pewnością pomoże niska cena.