Fotorelacja: smutek i łzy na ulicach Warszawy

"Nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Nie umiem powstrzymać łez. Przepraszam, ale nie ma już więcej zniczy" - reakcja kobiety pracującej w jednym z kiosków na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie doskonale oddaje nastrój panujący na terenie całego kraju. Ulice wokół Pałacu Prezydenckiego, Parlamentu, Belwederu są po brzegi wypełnione chcącymi uczcić pamięć tragicznie zmarłych w katastrofie pod Smoleńskiem.

Zobacz też: Galeria zdjęć z ulic Warszawy w dniu katastrofy lotniczej TU-154 pod Smoleńskiem (19 zdjęć).

Okolice godziny 9:30 - w jednym z wagonów warszawskiego metra kilkanaście zaspanych, znudzonych podróżą osób obserwuje leniwie panele LCD z materiałami reklamowymi. Kilka chwil później, zawartość ekranu wypełnia się szokującym komunikatem. Wszyscy z niedowierzaniem patrzą na wiadomość o katastrofie rządowego samolotu i tragicznej śmierci prezydenta wraz z najważniejszymi osobami w państwie. Jedna ze starszych pań zaczyna płakać, w tle słychać rozmawiające osoby, które nie mogą uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszały. Na kolejnej stacji w samym centrum Warszawy, tłum pasażerów opuszcza wagony i nerwowo sięga po telefony komórkowe.

Stojąc na ruchomych schodach prowadzących na zewnątrz stacji metra, szybko wpisałem adres jednego z serwisów informacyjnych - natychmiast minęła nadzieja, że odczytany parę chwil wcześniej komunikat nie jest prawdą lub nadużyciem nieodpowiedzialnego dziennikarza. Idąc podziemiem pod ulicą Marszałkowską, wyrazy twarzy przechodniów wyrażały jedną emocję: wielki smutek. Na około widać było wiele osób, które sfrustrowane, bezskutecznie próbowały nawiązać połączenie telefoniczne ze swoimi najbliższymi - sieci komórkowe były przeciążone, wszelkie próby wysłania SMS-a czy rozmowy kończyły się komunikatem o niepowodzeniu.

Na chwilę przystanąłem pod Rotundą, oczekując na godzinę 10 i umówione spotkanie. Scenariusz zasłyszanych w tym czasie rozmów był podobny: "Słyszałeś co się stało? Tak, nie wiem, co powiedzieć". Kilkanaście minut później, niewiele ponad godzinę od katastrofy, przed Pałacem Prezydenckim można było spotkać dziesiątki osób i usłyszeć niespotykaną w dużych grupach ciszę. Większość osób, pomimo deszczu i zimna, z rozżaleniem patrzyła na opuszczone do połowy masztu flagi.

Relacje mediów

Kilkunastu dziennikarzy chaotycznie przemieszczało się, fotografując i zaczepiając przechodniów z prośbą o słowo komentarza. Jednym z reporterów był obcokrajowiec pracujący dla jednej z izraelskich stacji telewizyjnych, który łamaną angielszczyzną zadawał pytania o Lecha Kaczyńskiego. "Nie kochałam pana prezydenta, jednak nie mogłam nie przyjść tu, złożyć hołdu zmarłym. To wielka tragedia, kolejny już raz Katyń jest wielkim ciosem dla naszego narodu" - kilka chwil później, ta sama kobieta ze łzami w oczach w skupieniu zapaliła znicz, który znalazł się wśród białych i czerwonych róż oraz innych symboli żałoby.

Tłum przed Pałacem Prezydenckim gęstniał, a kupienie zniczy w okolicznych kioskach graniczyło z cudem. Tuż obok Placu Zamkowego, w kolejce do kwiaciarni stała kilkunastometrowa kolejka. Po około 20 minutach zakupiłem ostatnie znicze oraz kwiaty. Po wyjściu ze sklepu, kolejka powiększyła się kilkakrotnie, jednak chęć zapalenia lampki pod Pałacem była silniejsza od zimna i niesprzyjającej aury.

Kilkanaście minut później, w drodze do Parlamentu, widać było osoby skupione pod siedzibą Sojuszu Lewicy Demokratycznej na ul. Rozbrat. Żegnali oni zmarłego wicemarszałka Jerzego Szmajdzińskiego oraz posłanki Izabelę Jarugę-Nowacką i Jolantę Szymanek-Deresz - były to ważne postacie w tej partii politycznej.

Zginęło wielu posłów

Pod samym Parlamentem ustawiła się kilkunastoosobowa grupa osób, które ustawiały znicze na marmurowym murze ustawionym na przeciwko sali Sejmu. Kilka chwil później podszedł do nas pracownik ochrony budynku na Wiejskiej - łamiącym się głosem poprosił, by przenieść znicze i zaprosił wszystkich do specjalnego miejsca, pod masztami z flagą Polski, NATO i Unii Europejskiej. Wszystkie zgromadzone osoby w ciszy patrzyły na świecące lampki - tuż obok, z Sejmu wyłoniła się grupa czterech osób w garniturach, którzy bez słowa, trzymając w drżących rękach papierosy, stali patrząc ze smutkiem w ziemię. Inne ołtarze ku czci zmarłych rozrzucone były po całej stolicy. Belweder, Pałac Kultury, Zamek Królewski - również tam zbierały się grupy zszokowanych osób.

Zobacz też: Galeria zdjęć z ulic Warszawy w dniu katastrofy lotniczej TU-154 pod Smoleńskiem (19 zdjęć).

Popołudniu Krakowskie Przedmieście w niczym nie przypominało bulwaru spacerowego, którym jest na codzień. Kilkaset osób wypełniło po brzegi okolice Pałacu Prezydenckiego, a liczne grupy harcerzy i policjantów dbało o ich bezpieczeństwo. Podobnie, jak w pierwsze ciepłe dni bieżącego roku, całe rodziny tłumnie zgromadziły się na Starówce. Niestety, tym razem bez uśmiechów na twarzy, a z kwiatami i zniczami...