GPL3 - jedna licencja dla wszystkich

Niektórzy deweloperzy (w tym Daniel Carrera, pracujący przy pakiecie OpenOffice i Matthew Palmer z grupy Debiana) boją się, że mniej ufni programiści zdecydują się na pozostanie przy GPL2, inni przejdą na GPL3 i w związku z tym powstanie niezliczona ilość równolegle rozwijanych odgałęzień. Już teraz jest to zmora programistów open source; jedna aplikacja może istnieć w wielu różniących się wersjach i odmianach przystosowanych do poszczególnych dystrybucji/odmian *niksa.

Uwolnić programy - rozmowa z Richardem Stallmanem

PCWK: Wymień, proszę, trzy główne powody, dla których sprzeciwiasz się wprowadzeniu patentów na oprogramowanie?

Richard Stallman: Ponieważ niesprawiedliwie ograniczają każdego użytkownika komputera, stanowią zagrożenie, że przed sądem mogą stanąć nie tylko producenci oprogramowania, ale i zwykli użytkownicy, a poza tym - jest to system działający w odwrotnym niż powinien kierunku: hamuje, a co najmniej spowalnia postęp.

Dlaczego jednak program komputerowy miałby być traktowany na odmiennych zasadach niż inne produkty?

W tym wypadku nie chodzi o opatentowanie konkretnego produktu, lecz patenty na pomysły, idee. Jak wiadomo, program komputerowy składa się z tysięcy różnych pomysłów, które mogły być już kiedyś przez kogoś wykorzystane. Pisanie programu porównuje często do pisania wielkiego dzieła muzycznego, np. symfonii, która składa się z wielu notatek, pomysłów, zestawów dźwięków, które istniały, ale my wykorzystujemy je w innym, nowym kontekście. Pomyślmy, co by było, gdyby ktoś opatentował np. zestaw 3-4 konkretnych dźwięków? Nawet Beethoven stanąłby przed sądem za wykorzystanie opatentowanej, być może, sekwencji.

Czy nie wydaje Ci się, że istnieje choć jeden pozytywny aspekt wprowadzenia patentów na oprogramowanie?

Nie ma żadnego pozytywnego argumentu przemawiającego za tym. Choć owszem, wszędzie można znaleźć plusy...

Więcej informacji w artykule: "Uwolnić programy! Rozmowa z Richardem Stallmanem"

GPL3, szkic

W tym tygodniu udostępniono szkic GPL3 wraz z 21-stronicowym dokumentem uzasadniającym stanowisko Free Software Foundation (ang. rationale document, do pobrania tutaj); stało się to w trakcie First International Conference for GPLv3, która odbywała się w jednej z najlepszych politechnik na świecie, Massachusetts Institute of Technology (MIT). Spotkali się na niej nie tylko programiści open source, ale również przedstawiciele świata biznesu czy władz państwowych.

Po pierwsze: międzynarodowość

Pierwszym istotnym elementem GPL3 jest położenie nacisku na uniwersalność i ponadnarodowość licencji. Jak mówi Moglen: "Uczynienie licencji zgodną nie tylko z amerykańskim prawem autorskim, w szczególności tym dotyczącym oprogramowania, to spore wyzwanie. Przepisy obowiązujące w innych krajach różnią się od tych, z którymi mamy do czynienia w USA".

Konsekwencje tego faktu mogą być istotniejsze niż wydaje się na pierwszy rzut oka. GPL3 będzie bowiem w stanie pomóc nie tylko niezależnym programistom tworzącym gdzieś w zaciszu domu, lecz również korporacjom operującym na rynkach międzynarodowych. Jeśli zatem w parze z uniwersalnością licencji pójdzie łatwość w jej stosowaniu i brak potrzeby każdorazowego dostosowywania do wymogów danego rynku, korporacje korzystające z open source są w stanie odnieść z jej stosowania naprawdę duże profity.

Niestety, przedstawiciele firm narzekają, że nie wszystko w GPL3 jest jasne. Teoretycznie licencja rozszerza zakres swój zakres obowiązywania: podczas gdy w GPL2 najważniejszy był kod źródłowy (ang. source code), nowa wersja GNU General Public License obejmuje również efekty pracy z kodem (ang. object code), czyli np. skompilowany lub podany obfuskacji program. Niby powoduje to rozszerzenie obowiązywania GPL na Web services, jednak, okazuje się, temat nie został jeszcze w pełni opracowany.