Gdzie chowają się bogaci podczas wojny?

Wojna lub wielka katastrofa to duży problem także dla najbogatszych. Jak sobie radzą z zagrożeniem?


Na lotnisku czekała na mnie limuzyna. Gdy słońce zaczęło chować się za horyzontem, zdałem sobie sprawę, że siedziałem w samochodzie od trzech godzin. Któremu z bardzo zamożnych Amerykanów chciałoby się jechać tak daleko od lotniska na spotkanie? Wtedy zobaczyłem mały odrzutowiec lądujący na prywatnym lotnisku równoległym do autostrady. Okazał się środkiem lokomocji, który dowiózł mnie na miejsce spotkania.

Następnego ranka dwóch mężczyzn w identycznych polarach marki Patagonia przyjechało po mnie wózkiem golfowym i przewiozło mnie wśród skał i zarośli do budynku z salą konferencyjną. Zostawili mnie, żebym napił się kawy i przygotował do rozmowy. Po pewnym czasie do pomieszczenia weszło pięciu mężczyzn. Usiedli przy stole i przedstawili się: wszyscy superbogaci, z wyższych szczebli świata inwestycji technologicznych i funduszy hedgingowych. Co najmniej dwóch z nich było miliarderami. Po krótkiej rozmowie zdałem sobie sprawę, że nie są zainteresowani przygotowanym przeze mnie wystąpieniem na temat przyszłości technologii. Przyszli zadawać pytania.

Zobacz również:

  • Nowoczesna technologia i gadżety: poszerzają możliwości czy zniewalają?

Zaczęli niewinnie i dość przewidywalnie. Bitcoin czy ethereum? Rzeczywistość wirtualna czy rzeczywistość rozszerzona? Kto pierwszy stworzy komputer kwantowy – Chiny czy Google? W końcu przeszli do tematu, który naprawdę ich niepokoił: Nowa Zelandia czy Alaska? Który region będzie mniej dotknięty nadchodzącym kryzysem klimatycznym?

Od tego momentu pytania były coraz trudniejsze. Co jest większym zagrożeniem: globalne ocieplenie czy wojna biologiczna? Jak zaplanować schronienie, aby przetrwać bez pomocy z zewnątrz? Czy schron powinien mieć własny dopływ powietrza? Jakie jest prawdopodobieństwo zanieczyszczenia wód gruntowych?

Wreszcie dyrektor generalny domu maklerskiego zdradził, że prawie ukończył budowę własnego systemu podziemnych bunkrów. – Jak zachować władzę nad moimi ochroniarzami po „zdarzeniu”? – zapytał.

Czy bogaci ludzie mogą bać się o swoje życie?

"Zdarzenie". Takie było ich eufemistyczne określenie na katastrofę w przyrodzie, masowe niepokoje społeczne, eksplozję nuklearną, rozprzestrzenienie się wirusa, z którym nie można sobie poradzić lub powszechną utratę danych w systemach komputerowych.

Omówienie kwestii kontroli nad służbami ochrony zajęło nam około godziny. Moi rozmówcy uważali, że po „zdarzeniu” uzbrojeni strażnicy będą potrzebni do ochrony kompleksu przed intruzami, czyli na przykład wściekłymi tłumami. Jeden z nich postarał się już o dwunastu Navy Seals, aby mogli dostać się do jego kompleksu na podstawie przekazanych instrukcji i zająć się ochroną. Jak jednak podczas kryzysu przekonać strażników do lojalności? Czym im zapłacić, gdy pieniądze i kryptowaluty staną się bezwartościowe? Co powstrzyma strażników przed wyborem nowego przywódcy?

Miliarderzy rozważali użycie specjalnych zamków szyfrowych blokujących dostęp do zapasów żywności za pomocą im tylko znanego kodu. Zastanawiali się także nad zmuszeniem ochroniarzy do noszenia jakiegoś rodzaju obroży dyscyplinujących w zamian za przeżycie. Pytali: a może sprawdziłoby się budowanie robotów służących jako strażnicy i pracownicy – gdyby ta technologia została rozwinięta „na czas”?

Najbogatsi chcą mieć swoje bezpieczne enklawy

Próbowałem się z nimi porozumieć. Przedstawiłem prospołeczne argumenty za partnerstwem i solidarnością jako najlepszym podejściem do naszych wspólnych, długofalowych wyzwań. Wyjaśniłem, że sposobem na skłonienie strażników do okazywania lojalności w przyszłości jest traktowanie ich teraz jak przyjaciół. Nie inwestujcie tylko w amunicję i ogrodzenia elektryczne, inwestujcie w ludzi i relacje. Przewrócili oczami w reakcji na coś, co musiało dla nich zabrzmieć jak hipisowska filozofia.

To była prawdopodobnie najbogatsza, najpotężniejsza grupa, jaką kiedykolwiek spotkałem. A jednak przybyli, prosząc teoretyka mediów o radę, gdzie i jak skonfigurować swoje bunkry na wypadek zagłady. I wtedy do mnie dotarło: w przypadku tych panów była to rozmowa o przyszłości technologii.

Ich ekstremalne bogactwo i przywileje sprawiły, że mieli obsesję na punkcie ucieczki od niebezpieczeństwa zmiany klimatu, podnoszącego się poziomu mórz, masowych migracji, pandemii i wyczerpywania się zasobów. Dla nich przyszłość technologii to tylko jedno: możliwość odizolowania się od niebezpiecznego świata.

Ci ludzie zaproponowali kiedyś światu szalenie optymistyczne wizje dotyczące tego, w jaki sposób technologia może przynieść korzyści rodzajowi ludzkiemu. Teraz zredukowali w swoich głowach postęp technologiczny do gry wideo, którą wygrywa tylko jeden z nich, znajdując wyłaz ewakuacyjny. Czy będzie to Jeff Bezos migrujący w kosmos, Peter Thiel udający się do swojego "bunkra" w Nowej Zelandii, czy Mark Zuckerberg znikający w swoim wirtualnym metaverse?

Zdałem sobie sprawę, że ci mężczyźni są w rzeczywistości przegranymi. Miliarderzy, którzy wezwali mnie na pustynię, aby ocenić swoje "strategie bunkrowe", nie tyle są zwycięzcami gry ekonomicznej, ile ofiarami jej przewrotnie ograniczonych zasad. Przede wszystkim nabrali przekonania, że „wygrywanie” oznacza zarabianie wystarczającej ilości pieniędzy, aby uchronić się przed szkodami, które są kosztem tegoż zarabiania. Jednak ten eskapizm z Doliny Krzemowej – nazwijmy go The Mindset – zachęca swoich zwolenników do uwierzenia, że zwycięzcy mogą jakoś odizolować się od reszty ludzi.

Gdzie chowają się bogaci podczas wojny?

Fot. Pixabay

Nigdy wcześniej najpotężniejsi gracze w naszym społeczeństwie nie zakładali, że skutkiem ubocznym ich działań będzie uczynienie świata bardzo trudnym do życia. Ani też nigdy wcześniej nie mieli technologii, za pomocą których mogliby spróbować uciec spod tego „miecza Damoklesa”. Świat jest teraz pełen technologicznych możliwości aktywnie wspierających te egoistyczne i izolacjonistyczne poglądy. To twórcy tego systemu pełnego zagrożeń, posiadają największy majątek, który może dać im możliwość ucieczki z tej pułapki. To samowzmacniająca się pętla sprzężenia zwrotnego. Tego jeszcze nie było.

Miliarderzy na szczytach, zamiast po prostu władać nami na zawsze, aktywnie szukają "rozwiązania końcowego", tak jakby czegoś się obawiali. W rzeczywistości sama struktura The Mindset wymaga takiego rozwiązania. Rzekomo wszystko musi być jedynką lub zerem, zwycięzcą lub przegranym, zbawionym lub potępionym. Rzeczywiste katastrofy, od kryzysu klimatycznego po masowe migracje, wspierają tę mitologię, oferując tym niedoszłym superbohaterom możliwość rozegrania finału pod swoje dyktando. The Mindset zawiera również opartą na wierze pewność baronów Doliny Krzemowej, że mogą opracować technologię, która w jakiś sposób złamie prawa fizyki, ekonomii i moralności oraz da im coś lepszego od sposobu na ratowanie świata: sposób na ucieczkę przed apokalipsą.

Zanim wszedłem na pokład lotu powrotnego do Nowego Jorku, mój umysł wirował od implikacji The Mindset. Jakie były jego główne założenia? Kim byli jego prawdziwi wyznawcy? Co, jeśli w ogóle coś, możemy zrobić, aby się temu przeciwstawic? Zanim wylądowałem, opublikowałem artykuł o moim dziwnym spotkaniu – z zaskakującym efektem.

Bezpieczne farmy w USA

Niemal natychmiast zacząłem otrzymywać zapytania od firm zajmujących się cateringiem dla miliarderów, które miały nadzieję, że zarekomenduję ich usługi pięciu mężczyznom, o których napisałem. Odebrałem wiadomość od agenta nieruchomości, który specjalizuje się w projektach odpornych na katastrofy, od firmy oferującej zapisy na swój trzeci projekt podziemnego budownictwa mieszkaniowego oraz od firmy ochroniarskiej oferującej różne formy „zarządzania ryzykiem”.

Jednak wiadomość, która zwróciła moją uwagę, pochodziła od byłego prezesa amerykańskiej izby handlowej na Łotwie. JC Cole był świadkiem upadku imperium sowieckiego, a także tego, w jaki sposób odbudowano społeczeństwo, pracując niemal od zera. Pracował również w ambasadach USA i państw Unii Europejskiej, dzięki czemu wiele się nauczył o systemach bezpieczeństwa i planach ewakuacji.

– Z pewnością włożyłeś kij w mrowisko – zaczął swojego pierwszego e-maila do mnie. – To całkiem słuszne – bogaci ukrywający się w swoich bunkrach będą mieli problem ze swoimi ochroniarzami… Wierzę, że masz rację, jeśli chodzi o Twoją radę, aby „traktować tych ludzi naprawdę dobrze teraz”, ale ta koncepcja może zostać rozszerzona i wierzę, że może istnieć jeszcze lepszy system, dający znacznie lepsze efekty.

W pewnych kręgach istnieje przekonanie, że „zdarzenie” – jako przewidywalna katastrofa wywołana przez naszych wrogów, Matkę Naturę lub po prostu przez przypadek – jest nieuniknione. JC Cole przeprowadził analizę SWOT – porównał mocne i słabe strony, szanse i zagrożenia – i doszedł do wniosku, że przygotowanie się na to nieszczęście wymaga od nas zaangażowania podobnych środków, co próba niedopuszczenia do niego.

– Planuję budowę bezpiecznych farm w rejonie Nowego Jorku. Są one zaprojektowane tak, aby jak najlepiej radzić sobie ze „zdarzeniami”, a także przynosić korzyści społeczeństwu jako gospodarstwa częściowo ekologiczne – mówi JC Cole. – Powinny być zbudowane w odległości trzech godzin jazdy od miasta, czyli wystarczająco blisko, aby dotrzeć do nich, kiedy „to” się stanie.

Oto „prepper” z poświadczeniem bezpieczeństwa, doświadczeniem w terenie i wiedzą na temat zrównoważonej produkcji żywności. Wierzy, że najlepszym sposobem radzenia sobie z nadchodzącą katastrofą jest zmiana sposobu, w jaki traktujemy siebie nawzajem, gospodarkę i planetę – jednocześnie rozwijając sieć ukrytych, całkowicie samowystarczalnych wspólnot mieszkaniowych dla milionerów, strzeżonych przez uzbrojonych po zęby żołnierzy Navy Seals.

JC obecnie rozwija dwie farmy w ramach swojego projektu „bezpiecznej przystani”. Farm One w okolicy Princeton jest modelem pokazowym. Druga, gdzieś w Poconos, musi pozostać tajemnicą. – Im mniej osób zna lokalizację, tym lepiej – wyjaśnił i przesłał link do odcinka Twilight Zone, w którym spanikowani sąsiedzi włamują się podczas alarmu jądrowego do schronu u sąsiadów. – Podstawową wartością bezpiecznego schronienia jest bezpieczeństwo operacyjne, nazywane przez wojsko OpSec. Jeśli łańcuchy dostaw zostaną przerwane, ludzie nie będą mieli żywności. Covid-19 spowodował otrzeźwienie, gdy walczyli o papier toaletowy. Brak żywności będzie o wiele bardziej dotkliwy i może wywoływać gwałtowne reakcje. Dlatego ci, którzy zabezpieczają się przed „zdarzeniem”, muszą robić to ukradkiem.

JC zaprosił mnie do New Jersey, żebym zobaczył prawdziwą farmę. – Weź ze sobą dobre buty – powiedział – ziemia jest wciąż mokra. Potem zapytał, czy potrafię posługiwać się bronią?

Gdzie chowają się bogaci podczas wojny?

Sama farma, oprócz hodowli kóz i kur, służyła jako ośrodek jeździecki i centrum szkolenia taktycznego. JC pokazał mi, jak strzelać z Glocka do tarcz w kształcie „złych facetów”, jednocześnie narzekając na sposób, w jaki senator Dianne Feinstein ograniczyła dozwoloną liczbę nabojów w magazynkach pistoletów.

Pytałem go o różne scenariusze walki. – Jedynym sposobem na ochronę rodziny jest grupa – powiedział. Na tym właśnie polegał cel jego projektu – zebranie zespołu zdolnego do schronienia się w jednym miejscu przez rok lub dłużej, jednocześnie broniąc się przed tymi, którzy nie byli przygotowani. JC miał również nadzieję, że przeszkoli młodych rolników w zakresie zrównoważonego rolnictwa i zapewni co najmniej jednego lekarza i dentystę w każdej lokalizacji.

W drodze powrotnej do głównego budynku JC pokazał mi protokoły „ochrony warstwowej”, których nauczył się przy projektowaniu budynków ambasad: ogrodzenie, znaki „zakaz wstępu”, psy, kamery monitorujące… wszystko to miało zniechęcić do brutalnej konfrontacji. Zatrzymał się na minutę, wpatrując się w podjazd. – Szczerze mówiąc, mniej przejmuję się gangami z bronią niż kobietą na końcu podjazdu trzymającą dziecko i proszącą o jedzenie. Nie chciałbym być zmuszony do rozstrzygania takiego dylematu…

Dlatego prawdziwą pasją JC nie było tylko zbudowanie kilku odizolowanych, zmilitaryzowanych obiektów obronnych dla milionerów, ale stworzenie prototypów lokalnych, zrównoważonych farm, które mogą być modelowane przez innych i ostatecznie pomóc w przywróceniu regionalnego bezpieczeństwa żywnościowego w Ameryce. Preferowany przez konglomeraty rolnicze system dostaw „dokładnie na czas” sprawia, że większość ludzi jest wrażliwa na tak niewielkie zakłócenia dostaw, jak przerwa w dostawie prądu lub wstrzymanie transportu. Centralizacja przemysłu rolnego sprawiła, że większość gospodarstw rolnych jest całkowicie zależna od tych samych długich łańcuchów dostaw, co konsumenci w miastach. – Większość producentów jaj nie potrafi hodować kurczaków – zauważył JC, pokazując mi swoje kurniki.

JC nie jest „hipisowskim ekologiem”, ale jego model biznesowy opiera się na tym samym duchu wspólnotowym, który próbowałem przekazać miliarderom: sposobem na powstrzymanie głodnych hord przed szturmowaniem bram jest zapewnienie im teraz bezpieczeństwa żywnościowego. Tak więc za 3 miliony dolarów inwestorzy nie tylko otrzymują kompleks o maksymalnym bezpieczeństwie, w którym mogą przetrwać nadchodzącą zarazę, długotrwałą awarię sieci energetycznej czy inną poważną katastrofę. Dostają również udziały w potencjalnie dochodowej sieci lokalnych franczyz rolniczych, które w pierwszej kolejności mogą zmniejszyć prawdopodobieństwo katastrofy. Jego firma zrobi wszystko, aby zapewnić jak najmniejszą liczbę głodnych dzieci przy bramach farm, gdy nadejdzie czas ich zamknięcia.

Jak dotąd JC Cole nie był w stanie przekonać nikogo do zainwestowania w American Heritage Farms. To nie znaczy, że nikt nie chce w nie inwestować. Tyle że farmy, które przyciągają więcej uwagi i gotówki, na ogół nie są wyposażone w elementy umożliwiające współpracę. Są bardziej dla ludzi, którzy chcą iść sami. Większość bogatych preppersów nie chce się uczyć, jak radzić sobie ze społecznością rolników i nie chce przeznaczać swoich majątków na finansowanie krajowego programu bezpieczeństwa żywnościowego. Postawa, z której wynika potrzeba posiadania bezpiecznego schronienia, często nie zawiera w sobie przekonania o konieczności rozwiązywania dylematów moralnych, a raczej tylko ich ukrywania.

Bunkry zakopane w ziemi

Wielu z tych, którzy poważnie szukają bezpiecznego schronienia, po prostu wynajmuje jedną z wielu firm budowlanych przygotowujących do zakopania prefabrykowany stalowy bunkier gdzieś na jednej z istniejących nieruchomości. Rising S. Company w Teksasie buduje i instaluje bunkry i schrony przeciw tornadom za jedyne 40 000 dolarów za kryjówkę ratunkową o wymiarach 8 na 12 stóp lub w luksusowej wersji „Aristocrat” za 8,3 mln dolarów, wraz z basenem i kręgielnią. Przedsiębiorstwo pierwotnie zaspokajało potrzeby rodzin szukających tymczasowych schronień przed burzą, zanim przeszło do budowania schronień przed apokalipsą. Logo firmy z trzema krucyfiksami, sugeruje, że ich usługi są bardziej skierowane do chrześcijańskich wiernych przygotowujących się na nadejście końca świata niż do miliarderów, którzy tworzą scenariusze science fiction.

Jest wiele luksusu w obiektach, w które inwestuje większość miliarderów – a najczęściej – osób dopiero aspirujących na miliarderów. Firma o nazwie Vivos sprzedaje luksusowe podziemne apartamenty w przebudowanych magazynach amunicji z czasów zimnej wojny, silosach rakietowych i innych ufortyfikowanych miejscach na całym świecie. Są to niewielkie, prywatne miejsca zamieszkania dla osób indywidualnych lub rodzin oraz większe wspólne obszary z basenami, salami do gier, kinami i restauracjami. Producenci elitarnych schronisk, tacy jak Oppidum w Czechach, twierdzą, że zaspokajają potrzeby klasy miliarderów i zwracają większą uwagę na długoterminowe zdrowie psychiczne mieszkańców. Zapewniają imitację naturalnego światła, takiego jak basen z symulowanym nasłonecznionym ogrodem, piwnice na wino i inne udogodnienia, dzięki którym ludzie zamożni mogą poczuć się jak w domu.

Jednak po bliższej analizie prawdopodobieństwo, że ufortyfikowany bunkier faktycznie ochroni jego mieszkańców przed rzeczywistością, jest bardzo małe. Po pierwsze, zamknięte ekosystemy podziemnych obiektów są bardzo nietrwałe. Na przykład zamknięty ogród hydroponiczny jest podatny na skażenie. Farmy z czujnikami wilgoci, wentylacją, naświetlaniem i sterowanymi komputerowo systemami nawadniania świetnie prezentują się w biznesplanach i w obiektach, które nie są odizolowane od świata zewnętrznego. Jednak gdy wierzchnia warstwa gleby lub rząd upraw zacznie się psuć, można je po prostu wymienić. Hermetycznie zamknięty „growroom” w bunkrze chroniącym przed apokalipsą nie pozwala na takie przeróbki.

Być może nie przetrwamy wielkiej katastrofy

Tylko znane czynniki wystarczą, aby zniweczyć jakąkolwiek rozsądną nadzieję na przetrwanie, a przecież jest jeszcze tyle niewiadomych. Jednak to zdaje się nie powstrzymywać bogatych preppersów przed próbami ucieczki przed światem zewnętrznym. The New York Times doniósł, że podczas pandemii Covid-19 agenci nieruchomości specjalizujący się w prywatnych wyspach zostali przytłoczeni zapytaniami. Potencjalni klienci pytali nawet, czy poza instalacją lądowiska dla helikopterów jest wystarczająco dużo terenu, aby uprawiać ziemię. Jednak gdy prywatna wyspa może być dobrym miejscem na przeczekanie tymczasowej zarazy, przekształcenie jej w samowystarczalną, możliwą do obrony fortecę na środku oceanu jest trudniejsze, niż się wydaje.

Małe wyspy są całkowicie uzależnione od dostaw podstawowych artykułów drogą lotniczą i morską. Panele słoneczne i sprzęt do filtracji wody należy regularnie wymieniać i serwisować. Miliarderzy mieszkający w takich lokalizacjach są bardziej, a nie mniej zależni od złożonych łańcuchów dostaw niż ludzie z terenów cywilizacji przemysłowej.

Bogacze czują się lepsi?

Z pewnością bogacze, którzy poprosili mnie o radę na temat strategii ucieczki, byli świadomi tych ograniczeń. Czy to wszystko mogło być jakąś grą? Gdyby była to tylko zabawa, nie wzywaliby mnie. Gdyby chcieli przetestować swoje plany bunkrów, zatrudniliby eksperta ds. bezpieczeństwa z Blackwater lub Pentagonu. Wydawało się, że chcą czegoś więcej. Ich język wykraczał daleko poza kwestie gotowości na wypadek katastrofy i graniczył z polityką i filozofią: padały słowa takie jak indywidualność, suwerenność, zarządzanie i autonomia.

Gdzie chowają się bogaci podczas wojny?

Fot. Pixabay

Działo się tak dlatego, że to nie ich materialne „strategie bunkrowe” zostały mi przedstawione do oceny, tylko filozofia i matematyka, których używali, aby uzasadnić swoje zaangażowanie w ewentualną ucieczkę od świata. Pracowali nad tym, co nazwałem równaniem izolacji: czy mogliby zarobić wystarczająco dużo pieniędzy, aby odizolować się od rzeczywistości, którą współtworzyli? Czy jest jakieś uzasadnione usprawiedliwienie dla dążenia do sukcesu w postaci uniknięcia apokalipsy, przy jednoczesnym poświęceniu innych?

A może to było ich zamiarem przez cały czas? Może apokalipsa jest nie tyle czymś, od czego próbują uciec, ile wymówką, by zrealizować prawdziwy cel The Mindset: wznieść się ponad zwykłych śmiertelników i opracować ostateczną „strategię wyjścia”?

Źródło: The Guardian