Gniew cyfrowych pikseli

Jak każde ujęcia generowane na podstawie symulacji fizycznej, także te opracowywane na potrzeby "Gniewu oceanu" wymagały dopasowania wielu parametrów fizycznych oraz wielokrotnego przeliczania każdej sceny. Złożoność obliczeniowa symulacji była tak duża, że kilka lat temu podobny film nie mógłby powstać. ILM wykorzystał bowiem 435 procesorów, z których 115 pracowało w stacjach graficznych O2 firmy SGI, a 320 w serwerach Origin 2000.

Gniew cyfrowych pikseli

Elementy pierwszego planu zostały sfilmowane na planie, tło to grafika komputerowa. Połączenie cyfrowej wody drugiego planu z rzeczywistą w pierwszym planie było poważnym wyzwaniem.

W filmie nie użyto żadnych miniatur. Zarówno kuter "Andrea Gail", jacht "Mistral", statek ratowniczy, tankowiec i transportowiec wypełniony kontenerami zmywanymi w pewnym momencie do wody - są to obiekty całkowicie cyfrowe. Podobnie zresztą jak helikopter służb ratowniczych oraz samolot obserwacyjny C-130. W wielu ujęciach pojawiła się także konieczność zastąpienia aktorów cyfrowymi postaciami, tak więc na ekranie widać blisko 20 różnych ludzi, którzy w rzeczywistości są obiektami 3D. Ich animacją zajmował się odrębny zespół pracowników ILM.

W filmie zastosowano także szereg efektów 2D, na przykład wymieniając tła w niektórych ujęciach czy usuwając wyspy widoczne na niektórych zdjęciach z planu filmowego. Dzięki grafikom znikły także tatuaże Marka Wahlberga.

Oprócz efektów cyfrowych używano także standardowych technik. Ciekawe, że wszystkie mieczniki widoczne w filmie to modele - w żadnym ujęciu nie są zastępowane grafiką komputerową. Były one do tego stopnia perfekcyjne, że Stefen Fangmeier widząc gotowe ujęcia stwierdził, iż jest to prawdopodobnie to, z czym w niedalekiej przyszłości będą walczyć wędkarze...

Sam reżyser "Gniewu oceanu" przyznał, że wbrew utartej opinii współczesne efekty specjalne znacznie rozszerzają możliwości reżyserskie. Wszystko zależy jednak od sposobu ich użycia. Petersen stwierdził: "Gdy stosuję efekty specjalne, w większości przypadków widz nawet nie zdaje sobie sprawy, że ogląda efekty specjalne". Gdy efekt specjalny jest użyty po to, by wspomóc fabułę, a nie dla samego efektu, staje się nieocenionym narzędziem w rękach reżysera.

Rola cyfrowych efektów specjalnych we współczesnych produkcjach filmowych zmienia się w radykalny sposób. Kiedyś traktowane jako swoiste ozdóbki, obecnie stają się kolejnym z wielu narzędzi w rękach twórców. Niekiedy zaś, jak w przypadku "Gniewu oceanu", są wręcz bohaterami - i doprawdy nie widać, żeby wartość filmu na tym w jakimkolwiek stopniu ucierpiała. Wręcz przeciwnie.