Google i Facebook będą musiały płacić za używanie treści ze stron internetowych

Francuski odpowiednik UOKiK zadecydował, że Google oraz Facebook muszą płacić za pokazywanie treści ze stron internetowych - choćby tylko fragmentów. Teraz podobny krok chce wprowadzić Australia.

O co konkretnie chodzi? Google, jak wszyscy wiemy, to wyszukiwarka, w której można znaleźć przydatne linki, a co się z tym wiąże - fragmenty treści publikowanych na stronach internetowych. Dlaczego Google miałoby za to płacić? We Francji związki zawodowe wydawców prasowych uzasadniły to tak: wyszukiwarka wyświetla za darmo treści, za które oni płacą autorom, ponadto zarabia na wyświetlaniu reklam i ogłoszeń umieszczanych wraz z linkami do tych treści. Co mają z tego wydawcy? Nic. Google odpowiedziało na to, że płacić nie zamierza, ale zmieni sposób prezentowania wyników - nie będzie fragmentów artykułów, ale same linki do treści. 9 kwietnia francuski sąd przyznał wydawcom rację i stwierdził, że działania internetowego giganta to strata dla wydawców. Dlatego zobowiązał go do płacenia za udostępnianie treści.

Google i Facebook będą musiały płacić za używanie treści ze stron internetowych

Teraz to samo dzieje się w Australii, gdzie władze zaleciły opracowanie systemu płatności, jaki zostanie zaprezentowany Google. W jego stworzeniu biorą udział firmy technologiczne oraz wydawcy dzienników informacyjnych. W cenniku znajduje się m.in. koszt użytkowania treści, czyli wyświetlania jej fragmentów. Będzie to obowiązywać nie tylko Google i Facebooka, ale również i inne witryny agregujące informacje. Przedstawiciel Facebooka na Australię i Nowa Zelandię jest rozczarowany planami władz. Google z kolei deklaruje, że już od lutego współpracuje z 25 australijskimi wydawcami, aby - w zamian za umieszczanie tekstów z ich stron - pomóc im w promowaniu treści. Co dalej? System opłat ma być opracowany do lipca, wówczas zobaczymy, jak sprawdzi się w praktyce.

A do przeglądania sieci polecamy dobry ruter - Huawei WS5200.