Google kupował wizerunki twarzy - po co?

Google dysponuje potężnymi zasobami, a jednak zdecydowało się płacić po 5 dolarów każdemu, kto zgodzi się sprzedać firmie swój wizerunek. O co chodzi?

Sprawa wyszła na jaw dzięki dwóm niezależnym źródłom - według ich informacji, Google oferował karty podarunkowe wartości 5 USD każdej osobie, która zgodziła się na udostępnienie jej swojego wizerunku. Nie było jednak żadnych oficjalnych ogłoszeń, a pracownicy po prostu proponowali znajomym i znajomym swoich znajomych taką opcję. Jeśli osoba się zgadzała - po podpisaniu odpowiedniej umowy wykonywano jej zdjęcie. Brzmi to dziwnie? Owszem, ponieważ mamy czasy dużego nacisku na ochronę prywatności i RODO. A powszechnie wiadomo, że firmy zbierają wszelkie dane o użytkownikach, aby potem robić z nich ten czy inny użytek - od dopasowywania reklam po sprzedaż. Jak się jednak okazało, powód kupowania wizerunków jest związany ze smartfonem Pixel 4.

Smartfon Google ma posiadać funkcje umożliwiające odblokowanie go za pomocą głosu lub twarzy. W tym celu Google dopracowuje algorytmy związane z jej rozpoznawaniem, do czego potrzebuje olbrzymiej bazy twarzy. Gdy sprawa robienia zdjęć wyciekła do sieci, internetowy gigant nie miał wyjścia i musiał przyznać to publicznie, co zrobił w wywiadzie dla The Verge. Jak widać na powyższej grafice, miejsce na obiektyw służące rozpoznawaniu twarzy znajduje się po lewej stronie w górnej części urządzenia. Ponadto w wywiadzie wyjaśniono, że każda osoba, która zgodziła się na zdjęcie, otrzymała swój unikatowy numer. Może potem z niego skorzystać, aby zwrócić się z żądaniem o usunięcie zdjęcia z bazy Google. Jeśli tego nie zrobi, będzie ono skasowane automatycznie po 18 miesiącach.