Google - twój przyjaciel czy wróg?

Przykazanie III: "Szybko" jest lepsze niż "wolno"

O skuteczności wyszukiwarki Google mówi Mariusz Kuziak, dyrektor marketingu potralu Interia.pl

W naszej ocenie, przynajmniej jak na razie opracowana przez Google technologia tworzenia indeksów stron internetowych nie ma sobie równych, co znajduje odzwierciedlenie w rosnącej pozycji firmy i popularności wyszukiwarki. Silnik Google'a napędzający wyszukiwarkę INTERIA.PL jest dla nas elementem przewagi konkurencyjnej nad pozostałymi polskimi portalami. Cieszymy się, że jako jedyni możemy użytkownikom Internetu zaproponować korzystanie z najlepszego na świecie search-engine'u bezpośrednio na stronach portalu. Już od dłuższego czasu na bazie mechanizmu wyszukiwawczego proponujemy też naszym klientom tanią i skuteczną reklamę, bazującą na zapytaniach do wyszukiwarki. A potencjalne możliwości współpracy INTERIA.PL z Google na tym się nie kończą.

Jakkolwiek można mieć moralne zarzuty co do niektórych działań koncernu, jedno nie ulega wątpliwości - serwis rzeczywiście działa szybko i sprawnie. Udostępniane narzędzia, takie jak Google Talk (w wersji beta), dzięki wręcz ascetycznej (acz bardzo przyjemnej) oprawie wizualnej oraz dobremu zaprojektowaniu przewyższają wiele konkurencyjnych rozwiązań szybkością i bezawaryjnością działania. Wyszukiwarka jest bezsprzecznie najwygodniejszą metodą znalezienia żądanej informacji. Ciężko znaleźć internautę, dla którego pierwszym krokiem po napotkaniu problemu nie będzie wpisanie w oknie przeglądarki adresu www.google.com.

Łatwo natomiast spotkać takiego, który nie ma świadomości, że wszystkie jego zapytania są indeksowane, dostarczając "życzliwym" łatwego łupu. Należy tu przypomnieć, że skuteczność Google'a zdołała już obrócić się na jego niekorzyść. Dziennikarze popularnego serwisu internetowego CNet wykorzystali wyszukiwarkę i dzięki niej odnaleźli w sieci prywatne dane CEO Google'a, Erica Schmidta. Gigant zareagował natychmiast, wymierzając CNetowi karę w postaci blokady informacyjnej. Ogłoszono, że aż do połowy 2006 roku, jego pracownicy nie uzyskają od Google Inc. żadnych, nawet najdrobniejszych informacji. Obrońcy wolności szybko spostrzegli, że taka reakcja wyraźnie kłóci się z kolejną zasadą korporacji.

Przykazanie IV: Demokracja w sieci działa

i

Przykazanie VIII: Potrzeba informacji jest ponad granicami państw

Google Image Search

Google Image Search

Omawiana sprawa nie jest jedynym przypadkiem, gdy działania koncernu są co najmniej wątpliwe moralnie. Jak inaczej ocenić bowiem przypadek chińskiego wydania Google? Mimo szczytnych deklaracji, pochodzący z Państwa Środka użytkownicy otrzymali mocno ograniczony dostęp do materiałów dotyczących swobody wypowiedzi, wolności wyznania czy demokracji. Choć początkowo przedstawiciele firmy zaprzeczali, szybko stało się jasne, że Google poszedł z władzami Chińskiej Republiki Ludowej na duży kompromis. Trudno się zresztą dziwić, inni gracze robią to samo (autocenzurę wprowadził zarówno Microsoft, jak i Yahoo). Rynek jest ogromny, potencjalne możliwości niemal nieograniczone. A że czasami trzeba przymknąć oko na niektóre nieprzyjemne działania władz? Cóż, biznes to biznes, a pieniądze nie śmierdzą. Jak tylko ma się to do demokracji w sieci?

Kolejnym przypadkiem dosyć swobodnego podejścia do zasad są reklamy tekstowe w systemie AdSense. Zdarzały się przypadki, że blokowane były one na prywatnych stronach internetowych, których właściciele krytykowali Google'a lub zamieszczali niepoprawne politycznie bądź niewygodne treści. Oczywiście, koncern zezwalał na ponowne korzystanie z systemu, kiedy tylko właściciele usuwali nieprawomyślne materiały. Pytanie wraca więc jak bumerang - jak ma się to do demokracji w sieci?