Google wraz z Chinami znów bawią się w wojnę podjazdową

Kolejny raz zaczyna wrzeć na froncie pomiędzy potentatem na rynku wyszukiwarek internetowych, a Chińską Republiką Ludową. Doskonale pamiętamy zeszłoroczne domniemania o ataku chińskich hackerów na serwisy należące do Google oraz zablokowanie tej najpopularniejszej na świecie (przynajmniej tym zachodnim) wyszukiwarki na chińskim rynku… a tutaj pojawia się kolejna sensacja.

By Cory M. Grenier, Flickr

By Cory M. Grenier, Flickr

Gazeta, która służy reżimowi za głos państwa wytknęła firmie z Mountain View publiczne ostatnie oskarżenia o hackowanie jej serwerów przez osoby związane z Chińskim rządem. Włamanie miało dotyczyć kont mailowych kilku wysoko postawionych urzędników USA i południowej Azji, a także dziennikarzy oraz chińskich działaczy politycznych. Jako źródło ataku wskazano miasto Jinan w Chinach, co ma nie małe znaczenie - mają tam miejsce chińskie operacje wywiadowcze, więc podejrzenie, że za atakami stoi chiński rząd nasuwa się w tym momencie samo.

Chińskie władze nigdy nie przyznają się do czegoś takiego i są oczywiście oburzone stanowiskiem Google. Mimo że nie wystosowano na razie żadnych oficjalnych gróźb, to znając wydarzenia historii najnowszej można się ich niedługo spodziewać. Relacje między tymi dwoma podmiotami nigdy nie były tak bardzo napięte jak teraz, a wzajemne oskarżenia eskalują coraz bardziej, nawet gdy Google zaprzestało cenzurowania chińskiej wersji swojej wyszukiwarki. Wszystko to nie wróży świetlanej przyszłości Google na tamtym rynku, a marzenia o załagodzeniu stosunków znów legły w gruzach.

Chociaż brzmi to niewiarygodnie dla Europejczyka, Internet w Chinach jest pod ścisłą cenzurą, a partia rządząca ma pełne prawo blokady usług Google według własnego widzimisię (jak każdej innej strony czy też treści, np. słowa "Egipt"). Inaczej sprawa ma się oczywiście w przypadku włamań na konta użytkowników Gmaila o obywatelstwie innym niż Chińskie. Nie posiadamy jeszcze informacji jakie dane mogły zostać wykradzione, ale jest mało prawdopodobne, że taka informacja trafi kiedykolwiek do opinii publicznej. Pewne jest jednak, że Google nie powinno tej sprawy puścić płazem, nawet kosztem własnych interesów. W końcu motto "don’t be evil" zobowiązuje, prawda?

Będziemy śledzić rozwój wypadków i na bieżąco informować czytelników gdy pojawią się jakieś nowe fakty i doniesienia w tej sprawie.