Google wszechwiedzący


Google Trends to narzędzie do porównywania popularności słów kluczowych. Na ilustracji widać, że słowa "Grecja" i "Hiszpania" są dużo częściej wpisywane niż "Bułgaria". Stąd można wysnuć wniosek, że więcej osób planuje odwiedzenie tych dwóch pierwszych krajów.

Google Trends to narzędzie do porównywania popularności słów kluczowych. Na ilustracji widać, że słowa "Grecja" i "Hiszpania" są dużo częściej wpisywane niż "Bułgaria". Stąd można wysnuć wniosek, że więcej osób planuje odwiedzenie tych dwóch pierwszych krajów.

Poza tym za każdym razem, gdy korzystasz z wyszukiwarki, zostaje odnotowany twój adres IP oraz wpisywane słowa kluczowe. Analiza tych zapytań może być zaskakująca. Kilka lat temu koncern AOL zdecydował się na udostępnienie naukowcom kilkuset tysięcy rekordów ze swojej wyszukiwarki, zmieniając jedynie oryginalne adresy IP. Prosta analiza - sprawdzano, jakie słowa kluczowe wpisywano z danego adresu IP - dostarczyła bardzo ciekawych informacji. Ponieważ użytkownicy mają skłonność do regularnego wpisywania w wyszukiwarce swojego imienia i nazwiska, dało się łatwo ustalić, kto chce "otruć koty", "złagodzić wyrok za morderstwo" czy po prostu pojechać na "wczasy na Majorce".

Google musi stosować się do nakazów sądowych i w sprawach karnych i cywilnych dostarczać żądane informacje o wynikach wyszukiwania, tak jak ty musiałbyś je dostarczyć, gdyby były zapisane na twoim dysku. Różnica polega na tym, że Google nie jest zobowiązany do informowania cię, że otrzymał nakaz dotyczący twoich danych i przekazał je władzom. W ten sposób tracisz faktyczną i prawną kontrolę nad swoimi dokumentami, jeśli korzystasz z webowych aplikacji. Google Apps tylko pogarsza sytuację, bo nie przechowuje wyłącznie korespondencji, ale także dokumenty czy tabele, które mogą stać się przedmiotem nakazu sądowego. A instytucje, które wystawiają nakazy, często zabraniają Google informować podejrzanych o całej sprawie.

Google Apps to zestaw aplikacji biurowych, które możesz umieścić we własnej domenie, po spersonalizowaniu ich wyglądu. Jednak pliki będą przechowywane na serwerach Google.

Google Apps to zestaw aplikacji biurowych, które możesz umieścić we własnej domenie, po spersonalizowaniu ich wyglądu. Jednak pliki będą przechowywane na serwerach Google.

Nie masz wpływu na tego typu dostęp do danych, ale może spoczywać na tobie duża odpowiedzialność, jeśli pliki zawierają poufne dane twoich klientów. Przykładowo, prawnik mający dostęp do takich informacji swoich interesantów, może zapisać je na swoim koncie Gmail. Gdy władza zajrzy do takiego konta i przejrzy pliki, prawnik musi dostarczyć upoważnienia od klienta, żeby wykazać, skąd ma określone dane. A jeśli Google postanowi nie informować cię o takim zdarzeniu, możesz wówczas stracić dostęp do swoich zasobów. Tylko zaawansowane szyfrowanie - technologia, której Google na razie nie obsługuje - zapewnia realną ochronę prywatności i danych przechowywanych w dokumentach na serwerach internetowych.

Google Gears to wtyczka do przeglądarki WWW, która pozwoli uruchamiać aplikacje webowe bez połączenia z Internetem.

Google Gears to wtyczka do przeglądarki WWW, która pozwoli uruchamiać aplikacje webowe bez połączenia z Internetem.

W wypadku korporacji najlepiej ograniczyć korzystanie z webowych aplikacji do określonych celów, np. gdy do dokumentów muszą mieć dostęp osoby pracujące w różnych, oddalonych od siebie miejscach. Resztę lepiej przechowywać na własnych dyskach. Google Apps i podobne usługi z pewnością powstały z myślą o małych i średnich firmach. Administratorzy, mając do wyboru aplikacje wymagające instalacji, np. Microsoft Exchange, mogą zdecydować się na Google Apps, np. pozbawioną reklam, płatną wersję Google Apps Premier Edition, ze względu na dobrą reputację Google i znajomość Gmaila przez wielu pracowników. Przy okazji firma nie musi troszczyć się o kupno odpowiedniego sprzętu, np. serwera, który dodatkowo wymaga administrowania.

Sekretne życie plików

Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o nowo poznanej osobie, warto wpisać jej imię i nazwisko w Google.

Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o nowo poznanej osobie, warto wpisać jej imię i nazwisko w Google.

Skarbnica prywatnych i firmowych danych zebrana przez Google jest pokusą dla instytucji odpowiedzialnych za przestrzeganie prawa. W 2006 roku do Google zwrócił się amerykański Department of Justice z nakazem dostarczenia milionów zapytań. Firma z powodzeniem odrzuciła ten nakaz, argumentując, że żądanie dostarczenia takich informacji jest przesadne i narusza prywatność użytkowników. Ogłosiła również, że będzie przechowywać w swoich bazach danych adresy IP zarejestrowane w ciągu ostatnich 18 miesięcy, a starsze będą kasowane. To jednak może nie wystarczyć, żeby uspokoić tych użytkowników aplikacji Google, którzy zwracają szczególną uwagę na bezpieczeństwo.

Jeśli nawet masz zaufanie do firmy takiej jak Google, że nie wykorzysta w niewłaściwy sposób twoich danych, może się zdarzyć, że ktoś z zewnątrz uzyska do nich dostęp. Taka rzecz nie miałaby miejsca, jeśli zapisywałbyś pliki na swoich dyskach. Jeśli duże korporacje nie będą bardziej zdecydowanie walczyć o ochronę prywatności użytkowników, władza może zapewnić sobie swobodny dostęp do prywatnych danych przechowywanych w serwisach internetowych. Nie wystarczy trzymać się sloganu "Don't Be Evil". Trzeba jeszcze chronić zgromadzone przez siebie dane przed zakusami innych.