Google wydaje setki milionów na sprawdzanie treści

Google poinformowało, że inwestuje miesięcznie setki milionów dolarów na weryfikowanie przez pracowników treści, jakie są wrzucane do sieci. Efekty? Około 90 000 zablokowanych materiałów wideo w pierwszych trzech miesiącach 2019.

Jeśli komuś działania Google kojarzą się z cenzurą, to nieco mylne skojarzenie - wszystkie zablokowane treści powiązane były w ten czy inny sposób z terroryzmem, a po wydarzeniach w Nowej Zelandii jeszcze bardziej zaostrzono kurs. Filtrowanie treści tego typu nie jest możliwe przez żadne algorytmy, dlatego firma zatrudnia na całym świecie ponad 10 000 osób, które dzień w dzień sprawdzają, co jest wrzucane na YouTube. W ciągu miesiąca ludzkiej kontroli poddawanych jest około miliona nagrań. Koszty tych praktyk - jak zdradzamy w tytule - idą w setki milionów dolarów, ale Alphabet - czyli spółka, do której należy Google - spokojnie może sobie na to pozwolić. Po pierwszym kwartale 2019 roku może pochwalić się 29,7 miliardami USD zysku. W publicznym liście poinformowano, że wydatki rosną szybciej niż dochody, a niektórzy inwestorzy domagają się lepszych praktyk dotyczących prywatności.

Google nie jest jedynym gigantem cenzurującym treści. U.S. House Committee on Homeland Security wezwał w marcu do szefów Google, Facebooka, Twittera i Microsoftu do zwiększenia nacisku wyszukiwanie i usuwanie niebezpiecznych treści, zwłaszcza związanych z terroryzmem i polityką. Skrytykowano również Facebook za dopuszczenie do transmisji na żywo zamachu w Christchurch. Twitter poinformował, że zatrudnia do sprawdzania treści 4100 osób.