Gry niezależne #6 - Capsized

W dzisiejszym odcinku przeniesiemy się do innego świata. Dwójka Kanadyjczyków za pomocą Capsized udowadnia, że podejście retro połączone z nowoczesnością może dać świetne efekty. Zobaczmy jak powinien wyglądać porządny side-scroller.

W Capsized przeciwnicy chcą nas wkomponować w krajobraz, zupełnie jak tego pana po prawej.

W Capsized przeciwnicy chcą nas wkomponować w krajobraz, zupełnie jak tego pana po prawej.

Polecamy:

Capsized w języku angielskim oznacza statek znajdujący się aktualnie w stanie nachylenia grożącego unieruchomieniem. Jako tytuł gry pojęcie to spisuje się całkiem nieźle w odniesieniu do fabularnej oprawy gry. Ale po kolei i od początku.

Gra, którą dziś biorę, jak to się ślicznie mówi - "na tapetę" - po raz kolejny udowadnia, że warto się uczyć. Wystarczy odrobina kreatywności, moment na dogadanie się z promotorami i okazuje się, że można zrobić dobrą grę w ramach studiów. Capsized, zupełnie jak flOw, o którym kiedyś pisałem w ramach zestawienia gier flashowych, jest po prostu pracą magisterską dwóch panów - Lee Vermeulena oraz Jesse McGibneya.

Jesse i Lee przenoszą w inny świat. Zaznaczam, że celowo o tym mówię, bo choć ciężko porównywać tę produkcję do wspaniałego Another World, to pozostaje takie charakterystyczne uczucie, które miałem podczas badania świata w Capsized.

Fani retro mogą się również przygotować na pewną niespodziankę. Otóż Capsized wydaje się mocno czerpać z gry, którą część z nas pamięta ze starych maszyn pokroju ZX Spectrum, Amstrad czy też Commodore 64. Mówię oczywiście o Nodes of Yesod, od niedawna dostępnej na iOS w ramach edycji uświęcającej 25 lecie produktu. Nie o tym jednak.

W Capsized nie będziesz czcił idoli...

W Capsized nie będziesz czcił idoli...