Haker - gatunek pod ochroną

Czy ze wzrostem zainteresowania komercyjnych firm środowiskiem open source nie wiąże się ryzyko wprowadzania przez nie różnorakich barier i ograniczeń lub tzw. "forkingu" [termin ten, oznaczający w jęz. angielskim "rozwidlanie" odnosi się do niezależnej pracy nad tym samym projektem przez kilka grup developerów. Więcej na ten temat możecie przeczytać tutaj - red.]?

Musimy rozpatrzyć tutaj dwie kwestie. Jednym z wielkich celów środowiska open source i wolnego oprogramowania jest doprowadzenie do sytuacji, w której wszelakie istniejące bariery nie stanowią dla developerów przeszkody w tworzeniu indywidualnego wkładu w rozwój oprogramowania, w byciu zdolnym do jego poprawy. Wierzę, że licencje GPL w wersjach 2. i 3. zapewniają ten rodzaj ochrony.

"Rozwidlanie" to wolność i demokracja. Jeżeli więc developer A stwierdzi, że nie ufa już developerowi B i zamierza skierować tok swoich prac na odrębne tory, możliwość "rozwidlenia" staje się w istocie realizacją procesów demokratycznych. W społeczności open source ludzie mają możliwość wyboru, w jaki sposób chcą uczestniczyć w procesie rozwoju oprogramowania, czy jest to wybór licencji czy też gałęzi kodu. I nie stracimy tej wolności.

Więcej informacji: "Hakujcie dla sportu!"

Jaki jest pana pogląd na nową wersję licencji GPL3, promowaną przez Free Software Foundation?

Z pozycji firmy Red Hat uczestniczymy w panelach dyskusyjnych nad formą licencji GPL. Udzielamy się zarówno w dyskusjach toczonych w łonie społeczności, jak i w panelach rozstrzygających kwestie prawne. Uważam, że FSF jest świadoma opinii i komentarzy dochodzących do niej z obu stron. Jako prezes OSI, jestem zainteresowany tym, aby w środowisku wolnego oprogramowania toczyła się dyskusja nad kształtem licencji GPL, która dostarczyłaby nam informacji niezbędnych do podjęcia decyzji, czy powinniśmy zaakceptować licencję GPL3 i czy spełnia ona kryteria Definicji Otwartego Źródła (ang. OSD, open source definition).

Jako członek społeczności open source, ale nie przewodniczący OSI i nie wiceprezes Red Hata ds. open source, osobiście z chęcią ujrzałbym masową popularyzację licencji GPL3. Moim zdaniem jest ona odpowiednia dla osób doceniających rolę wolności w przyszłości oprogramowania, dlatego też jestem zainteresowany tym, aby GPL3 uzyskała pozytywny odzew w środowisku.

Wydaje się, że debata nad trzecią wersją licencji GPL odzwierciedla rozbieżność pomiędzy FSF i społecznością open source, dotyczącą postrzegania oprogramowania. Środowisko developerów wolnego oprogramowania kładzie nacisk na wydajność, a Free Software Foundation skupia się na wolności w procesie rozwoju projektów.

Można żyć w obu tych światach. To prawda, że na świecie żyje kilka osób, którym zależy wyłącznie na jednym z nich, ale uważam, że te dwa światy mogą koegzystować. Ludzie mogą myśleć o wolności i ekonomii jednocześnie. Nie lubię wybierać którejkolwiek ze stron i mówić o drugiej, że jest zła.

GPL3 - nie wszystkim się podoba

Stanowisko M. Tiemanna na temat licencji GPL3, której jest on entuzjastą, w oczywisty sposób sprzeczne jest z opinią Linusa Torvaldsa, twórcy systemu operacyjnego Linuks. Ten ostatni uważa bowiem, że "GPL3 jest dobra dla ekstremistów i deweloperów, którzy ze swej pracy czynią obiekt kultu, a spycha na bok najważniejszy aspekt idei otwartych źródeł - możliwość dzielenia się kodem."

Free Software Foundation chce zaś przekonać świat do przejścia na dużo nowocześniejszą, lepiej przystosowaną do realiów XXI wieku trzecią wersję licencji. Czy środowisku open source grozi rozłam?

Co na to wszystko Red Hat?

Nie uważam, aby Red Hat, jak firma, zajęła stanowisko, iż jedna ze stron tego konfliktu jest gorsza od drugiej. Red Hat wierzy, że model rozwoju środowiska open source jest doskonalszą metodą tworzenia oprogramowania, lepszym sposobem na stworzenie ekonomicznego silnika na miarę XXI wieku.