Inne oblicze fontów


Carlos Segura

Firma Segury, T-26, była w czołówce eksperymentatorskiego zamieszania, tak charakterystycznego dla pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. Oprócz przełamywania tradycyjnych ograniczeń dla symboli pisma, T-26 wyprodukowała pierwsze fonty "animowane" - takie, które pokazują litery w ruchu - i wykorzystała je w materiałach reklamowych. Sam Segura nie zamierza ograniczać swojej twórczości do typografii. - To tylko jeden z poziomów ekspresji artystycznej. Mówi że podobnie jak większość artystów, pracuje na kilku poziomach.

Segura utworzył także studio graficzne (Segura Inc.), wytwórnię płytową (Thickface Records), a we wrześniu ub.r. także firmę zajmującą się nowymi mediami, w szczególności Internetem. Segura ma szczególnie wysokie mniemanie o tym nowym przedsięwzięciu, noszącym nazwę 37 Signals. - Chcemy robić tylko takie rzeczy, które zmienią przyszłość, i skoncentrujemy się na nowych technologiach. Segura wierzy, że jego wcześniejsze otoczenie ukształtowało jego artystyczną duszę. - Pochodzę z Kuby, która wówczas była w stanie permanentnej wojny domowej. Dorastałem w świadomości, że aby przeżyć, trzeba zwracać uwagę na wszystko. Potem przeniosłem się do Miami, wówczas miasta z silnymi podziałami rasowymi. Z tego powodu pamiętaliśmy, by stale oglądać się za siebie. W konsekwencji wszystko dookoła mnie jest dla mnie równie ważne.

Nic zatem dziwnego, że ostatnie inspiracje Segury przypominają trochę sztukę kreolską, włącznie z wzorami wziętymi jakby wprost z dawnej odlewni. Jeden z jego krojów, nazwany Tools, zawiera nieobrobione, zeskanowane zdjęcia prawdziwych narzędzi. Inny znów krój powstał po wycieczce Carlosa Segury do Brazylii, gdzie zafascynowały go amatorskie napisy. - Próbujemy stworzyć krój wywodzący się z pierwotnych idei - takich, które pochodzą od ogółu ludzi - mówi Segura. - W nadchodzący weekend przejdę się po okolicy z kamerą cyfrową i z Polaroidem, żeby zebrać kolejne pomysły na kroje pisma.

Choć te projekty mają coś z dawnej sztuki zdobniczej, Segura uważa, że ogólna tendencja w projektowaniu dzisiejszych krojów pisma to klasyka, ale z nowoczesnymi szczegółami. - Projektowanie pisma i grafiki ma dziś chwilę oddechu, można ją nazwać oddechem ulgi. Po tych wszystkich niesamowitych eksperymentach lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych mówimy: "O Boże, muszę trochę odpocząć".

- We wczesnych latach dziewięćdziesiątych - ciągnie Segura - uwagę poświęcano przede wszystkim krojom. Patrzyłeś na tekst i najpierw widziałeś, jakiego kroju użyto do składu. Dziś zwracasz uwagę na treść.

Tobias Frere-Jones

The Font Bureau zaproponowało pracę Frere-Jonesowi natychmiast po ukończeniu przez niego studiów w Rhode Island School of Design w 1992 r. W ciągu tych minionych siedmiu lat Frere-Jones uczestniczył w projektowaniu 18 ogólnodostępnych i 21 specjalnie zamówionych krojów pisma.

Te rodziny krojów pisma są bardzo różnorodne stylistycznie, od kroju FB Reactor (mającego odmiany Derelict i Degrading), aż do tradycyjnych "łamowych" szeryfowych krojów, takich jak np. Hightower. Najbardziej znanym spośród nich jest najprawdopodobniej Interstate, krój, który Carlos Segura nazywa wzorem piękności: - To był jeden z pierwszych czystych, klasycznych krojów po latach mody na grunge. To jest kierunek, w którym będziemy podążać w najbliższym czasie. Apetyt grafików na kompleksowe rodziny krojów zapewnia, że Interstate będzie długo jeszcze w użyciu. Frere-Jones opracował ostatnio 20 nowych odmian, w tym kursywę i bardziej pogrubione wersje.

Frere-Jones ma wielki szacunek dla typografii sprzed ery cyfrowej. - Mam pięć regałów starych przykładów liternictwa - mówi. - Moje badania celowo opierają się na dokumentacji papierowej. Frere-Jones wierzy także, iż typografowie muszą być zaznajomieni z tradycyjnymi metodami druku aż do prasy ręcznej. - W przeciwieństwie do dzisiejszych programów, w prasach nie ma żadnych wartości domyślnych. Nie ma czegoś takiego jak kaszta, która automatycznie podsuwa ołowiane czcionki w określonym rozmiarze. Taka praca wymaga znacznie wyższego poziomu umiejętności twórczych. I przy okazji trzeba pamiętać o wszystkich drobiazgach; żeby złożyć wiersz, trzeba samemu dobrać i rozmieścić odpowiednie odstępy czy znaki. To wyrabia właściwe wyczucie.

Zamiłowanie Frere-Jonesa do przeszłości jest także widoczne w jego projektach opartych na historii, jak Eldorado czy Epitaph, a także w najnowszym projekcie, Grand Central. - Architekt dostał zadanie przygotowania nowych napisów na stacji Grand Central w Nowym Jorku - wspomina Frere-Jones. - Nowe znaki miały być oparte na starych napisach, które wykonywano ręcznie wiele lat temu. Ponieważ wyrosłem w Nowym Jorku, znam te napisy i uwielbiam je. Ale firma, która miała to zrobić, straciła zlecenie, a nowy wykonawca po prostu kazał usunąć stare napisy ze ścian i zastąpił je zwykłym Garamondem. Wydawało mi się, że jedną z niewielu rzeczy, jaką można jeszcze zrobić, to udostępnić te znaki (Grand Central) publicznie, w postaci fontów. Font Bureau zamierza wypuścić na rynek krój Grand Central w tym roku.

Obok zainteresowania historią Frere-Jones zastanawia się nad przyszłością typografii. Jego zdaniem, OpenType otwiera przed typografami interesujące możliwości. - Chciałbym zrobić mnóstwo rzeczy w oparciu o możliwość wpisania tablicy substytucji znaków w format OpenType - mówi. - Daje to szansę używania nie tylko bardzo dopracowanych znaków i ligatur, ale także bardziej eksperymentalnych form.

Ambicje Frere-Jonesa sięgają jeszcze dalej. - Od dawna chciałem mieć font, który ma własności programów - wyjaśnia. - Typografowie z pewnością doceniliby to, że font może działać w sieci, tak jak QuarkXPress czy Photoshop, i sprawdzać legalność licencji czy numerów rejestracyjnych. Ale dzisiejsze systemy operacyjne nie widzą miejsca na coś takiego w fontach. Bardzo przygnębiający jest fakt, że o takich sprawach decydują prezesi i udziałowcy takich firm, jak Microsoft czy Apple. Font z kodem wykonywalnym? Szykuje się mała rewolucja...