Internet na cenzurowanym


Najpopularniejsze programy

Internet na cenzurowanym

Strażnik Ucznia skupia się głównie na ochronie dzieci przed narkotykami. Mimo to słownik slangu narkomanów otwiera się bez problemów.

Najbardziej znanym polskim programem do kontroli dostępu do Internetu jest Emilek (dawniej Beniamin), który blokuje dostęp do zakazanych stron na podstawie czarnej listy i słów kluczowych. Administrator może dodawać własne kryteria blokowania, ma też do dyspozycji białą listę, na którą wpisuje strony zaufane. Emilek ma rozbudowane funkcje zarządzania czasem połączeń: można swobodnie definiować, jak długo i kiedy dostęp do Internetu będzie możliwy. Ponadto generuje logi oraz blokuje porty USB i nagrywanie CD/DVD. Niestety, wbrew informacji producenta, Emilka można odinstalować bez podawania hasła zabezpieczającego. Poza tym program zupełnie ignoruje mniej popularne przeglądarki (np. Chrome), a niektóre opcje (np. blokowanie e-maili) po prostu nie działają.

Opiekun Ucznia pozwala na utworzenie kont użytkowników o różnych uprawnieniach, wykonywanie zrzutów ekranu co określony czas i blokowanie dostępu do Sieci w ustalonych godzinach. W swoim działaniu opiera się na czarnej liście, która jest aktualizowana na bieżąco przez Internet i zawiera kilkaset tysięcy wpisów, podzielonych na cztery główne kategorie: pornografia, sekty, przemoc, narkotyki. Nie ma możliwości filtrowania stron względem słów kluczowych. Na uwagę zasługuje rozbudowany moduł zbierający logi. Istnieje wersja sieciowa tego programu - OpiekunNET, która wyróżnia się możliwością zdalnego zarządzania poszczególnymi komputerami w sieci lokalnej z jednego miejsca. Dzięki temu nauczyciel może m.in. na bieżąco kontrolować co robią uczniowie, sprawdzić konfigurację sprzętową wybranej maszyny, a nawet sterować z własnego stanowiska wskaźnikiem myszy i klawiaturą komputerów uczniowskich.

Motyl 2008 bazuje na czarnej i białej liście. Domyślnie listy te zawierają jednak bardzo niewiele wpisów, zatem aby program mógł skutecznie działać, trzeba je bezwzględnie uzupełnić. Typowe filtrowanie wsparte jest wyszukiwaniem na stronach określonych wyrazów. Po wykryciu większej ich liczby strony są blokowane. Podobnie jak w przypadku czarnej listy, zbiór niedozwolonych słów wymaga rozbudowania. Z innych funkcji Motyla warto wymienić kontrolę treści wprowadzanych z klawiatury oraz automatyczne wyłączanie określonych aplikacji, co pozwala na powstrzymanie uczniów przed uruchomieniem komunikatora lub gier. Szkoda że gdy program wykryje próbę załadowania zakazanej strony, reaguje dosyć dziwnie: okno przeglądarki po prostu znika z ekranu bez jakiejkolwiek informacji.

Strażnik Ucznia oferuje komplet funkcji standardowych - filtrowanie stron, kontrolę czasu spędzonego przy komputerze, zbieranie logów - oraz wiele zaawansowanych. Należą do nich m.in. automatyczne wykonywanie zrzutów ekranu, przeglądanie historii działań użytkownika, blokowanie narzędzi do wymiany plików P2P, kontrola komunikatorów, klawiatury i schowka, praca w trybie ukrytym. W przeciwieństwie do pozostałych programów Strażnik Ucznia pozwala na wybór akcji, która zostanie wykonana po wykryciu niepożądanego zdarzenia: może to być np. wylogowanie z systemu lub wyłączenie komputera. Niestety, skuteczność programu pozostawia wiele do życzenia - podczas prostego testu nie zablokował internetowego słownika slangu związanego z narkotykami, który jest nasycony podejrzanymi słowami.

Kontrola w Linuksie

Internet na cenzurowanym

Programy do kontroli dostępu do Internetu

Przedstawione programy działają pod kontrolą systemu Windows. W przypadku komputerów wyposażonych w Linuksa rozwiązaniem może być skorzystanie z wbudowanego w system firewalla (iptables). Oprócz tego zaleca się korzystanie z programu DansGuardian. Najważniejszą jego cechą jest to, że działa na poziomie lokalnego serwera pośredniczącego, więc rodzaj używanej przeglądarki nie ma znaczenia dla procesu filtrowania.

Jego autorzy postawili przede wszystkim na zaawansowaną analizę fraz znajdujących się na przeglądanych stronach. Brane są pod uwagę nie tylko znane zwroty, ale też grupy wyrazów, ich układ i miejsce występowania: bezpośrednio w treści witryny, w adresach URL, nazwach i rozszerzeniach plików itp. W ten sposób udało się stworzyć bardzo skuteczne narzędzie, które działa szybko i niezależnie od wiecznie niekompletnych, a za to coraz bardziej rozrastających się czarnych list z zakazanymi stronami. Co prawda, DansGuardian dysponuje własną bazą danych tego typu, jednak pełni ona jedynie rolę uzupełniającą.

Program spełnia założenia amerykańskiej Ustawy o Ochronie Dzieci w Internecie. Filtruje ok. 90% materiałów pornograficznych, rasistowskich itp. Jego wadą jest skomplikowany proces instalacji oraz przystosowanie jak na razie tylko do języka angielskiego, przez co w polskich realiach nie osiąga pełnej skuteczności. Ponadto jest płatny, jeśli pobierzemy go ze strony producenta (89-490 USD w zależności od liczby stanowisk). Na szczęście można go zainstalować za darmo prosto z repozytorium. W niektórych dystrybucjach, np. Mandriva Linux, dostępny jest od razu po instalacji systemu.

Do pełnego bezpieczeństwa daleka droga

Każde zabezpieczenie można złamać. Dotyczy to również programów do kontroli dostępu. Najprostszym i najczęściej stosowanym sposobem dostania się do zabronionych treści jest skorzystanie z serwera, który koduje podejrzane treści w taki sposób, że programy nie są w stanie jej wykryć za pomocą filtru.

Nie wolno również zapominać o zmianie ustawień domyślnych. Wielu administratorów pozostawia np. domyślne hasło - znający je uczniowie mają wówczas swobodny dostęp do zakazanych stron.

W niektórych programach występuje wręcz szkolny błąd: jeśli uczeń zamiast adresu URL wpisze adres IP serwera, filtry blokujące wybrane domeny nie zadziałają, gdyż zostały zaprojektowane do rozpoznawania witryn tylko na podstawie nazw domenowych (!).

Zwykle programy kontrolujące dostęp do Internetu są chronione przed wyłączeniem poprzez uruchomienie dwóch procesów, które nawzajem się pilnują. To zabezpieczenie można jednak obejść z poziomu konsoli systemowej, stosując odpowiednie zabiegi.

Na obecnym etapie rozwoju polskich programów do kontroli dostępu do Internetu trudno więc mówić o stuprocentowej ochronie. Minie jeszcze dużo czasu, nim same osiągną i zapewnią innym aplikacjom naprawdę wysoki stopień bezpieczeństwa.