Iran i Rosja wykradły dane amerykańskich wyborców i wysyłają groźby

Iran oraz Rosja w nielegalny sposób weszły w posiadanie informacji dotyczących amerykańskich wyborców. Od kilku dni niektórzy z nich otrzymują pogróżki. Co się dokładnie stało?

Już za niecałe 2 tygodnie, 3 listopada, będą miały miejsce wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Strony dzielą się na demokratów oraz republikanów i niektórzy z nich są adresatami gróźb. Amerykański rząd uważa, że akcja jest zorganizowana przez rząd Iranu.

Wyborcy demokratów ze stanów Alaska i Floryda w ciągu dwóch ostatnich dni otrzymali e-maile z pogróżkami mającymi wymusić głosowanie na Trumpa. Autorzy wiadomości podają się za przedstawicieli skrajnej prawicy grupy Proud Boys.

„Wiemy o tobie wszystko, posiadamy twój e-mail, adres zamieszkania, numer telefonu. Obecnie jesteś zarejestrowany jako wyborca demokratów. Wiemy o tym, ponieważ włamaliśmy się do bazy danych amerykańskich wyborców. Będziesz za Trumpem w dniu wyborów lub przyjdziemy po ciebie. Zmień przynależność partyjną i dołącz do republikanów. W ten sposób dasz nam znać, że otrzymałeś wiadomość i spełnisz żądanie. Na twoim miejscu poważnie potraktowalibyśmy to ostrzeżenie.” - czytamy w e-mailu.

Większość wiadomości wyglądało tak samo, jednak niektóre z nich zawierały dodatkowo szczegółowe informacje dotyczące adresata. Zdarzało się, że osoby były wymieniane z imienia i nazwiska, oraz podawano ich dokładne adresy zamieszkania, co miało wzbudzić jeszcze większy niepokój. Prawdopodobnie dane wrażliwe zostały pozyskane ze zhakowanych wcześniej witryn internetowych rejestrujących wyborców.

Dyrektor agencji wywiadu USA, John Ratcliffe, poinformował na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, że Iran oraz Rosja w nielegalny sposób uzyskały informacje o listach wyborców. Jego zdaniem te dane mogą zostać wykorzystane przez osoby niepowołane do podejmowania prób przekazywania fałszywych informacji wyborczych.

Trudno powiedzieć na ile akcja, za którą rzekomo stoi rząd w Teheranie, zaszkodzi Donaldowi Trumpowi. Jednak na pewno nie pomoże osobom odpowiedzialnym za organizację wyborów w USA, a zwłaszcza administratorom odpowiedzialnym za bezpieczeństwo danych. Na uwagę zasługuje też chaos informacyjny. Wprawdzie John Ratcliffe twierdzi, że filmy ilustrujące włamania do systemu są nieprawdziwe, ale z drugiej strony The Washington Post donosi, iż jeden z urzędników Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego przyznał, że istnieją luki w zabezpieczeniach internetowych systemów wyborczych i należy je usunąć. - tłumaczy Mariusz Politowicz z firmy Marken, dystrybutora rozwiązań Bitdefender w Polsce.

Zobacz również: A jednak się da - Windows 10 20H2 praktycznie bez wad i błędów