Komputerowe koszmary - lista przebojów dekady


Internet Explorer 9 - wreszcie dobra przeglądarka Microsoftu

Julian Assange, założyciel WikiLeaks, jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci Internetu

Internet Explorer 6 (od 2001 r. do dziś)

Microsoft od kilku lat robi co w jego mocy, by zachęcić użytkowników Windows do korzystania z nowych wersji Internet Explorera - a mimo to znaczna część internautów wciąż korzysta z przestarzałego i dziurawego jak rzeszoto IE6. Program ten w 2011 r. będzie obchodził 10. urodziny! W kategorii przeglądarek internetowych to cała wieczność.

Zła reputacja "szóstki" ciąży na kolejnych wersjach aplikacji. Internauci do tego stopnia stracili zaufanie do przeglądarki Microsoftu, że nawet jej ostatniej - udanej - edycji 9 beta nie jest łatwo zyskać uznania użytkowników.

Mydoom (2004 - 2009)

Najszybciej propagujący się robak pocztowy w historii. Pojawił się w Sieci w styczniu 2004 r. i od początku był niezwykle aktywny. Mydoom rozprzestrzeniał się za pośrednictwem poczty elektronicznej, jednak, w odróżnieniu od wielu podobnych szkodników, nie wykorzystywał do tego celu żadnego błędu w systemie - użytkownik musiał go własnoręcznie uruchomić, to znaczy otworzyć załącznik e-maila.

Mydoom rozsyłał się na wszystkie adresy, jakie zainfekowany użytkownik miał w książce adresowej. Rozprzestrzeniał się również dzięki sieciom P2P i programom takim jak KaZaA. Dodatkowym zagrożeniem ze strony robaka był backdoor, który wyczekiwał na komendy z sieci na kilku portach TCP, co w rezultacie mogło być wykorzystane przez hackera do przejęcia kontroli nad zainfekowanym komputerem i wykorzystanie go do ataku na inne maszyny.

Przez kilka lat pojawiały się kolejne wariacje robaka, jedną z nich wykorzystano nawet w 2009 r. do przeprowadzenia cyberataków na Koreę Południową. Autora oryginalnego Mydooma nigdy nie zidentyfikowano, chociaż za jego głowę wyznaczono ćwierć miliona USD nagrody.

WikiLeaks (od 2006 do dziś)

Ten serwis jest raczej koszmarem dla amerykańskiej administracji niż dla zwykłych internautów. Portal zajmujący się publikowaniem tajnych dokumentów, np. wojskowych raportów z wojen w Iraku i Afganistanie, a ostatnio - poufnych depesz dyplomatycznych - stał się solą w oku USA i państw sojuszniczych.

W ciągu kilku dni od rozpoczęcia publikowania dokumentów amerykańskiego MSZ administratorzy WikiLeaks musieli poradzić sobie m.in. z: usunięciem strony z serwisów hostingowych we Francji i Szwecji, kilkoma zmasowanymi atakami hakerskimi (głównie DDoS - Distributed Denial of Service), usunięciem domeny WikiLeaks.org z systemu DNS i wypowiedzeniem umowy na obsługę płatności elektronicznych przez PayPal, MasterCard oraz Visę.

Cyberterroryzm (od 2007 r. do dziś)

Trudno jednoznacznie określić, kiedy wkroczyliśmy w erę cyberterroryzmu, informatycznego szpiegostwa, sabotażu i ataków wymierzonych w infrastrukturę całego państwa. Od czasu, gdy w maju 2007 r. estońskie serwisy informacyjne i rządowe (a także główny serwer DNS .ee) stały się celem zmasowanych cyberataków, słyszymy o aktach "e-terroryzmu" coraz częściej. W 2008 r. towarzyszyły one wojnie rosyjsko-gruzińskiej, na przełomie 2009 i 2010 r. zaatakowano kilkadziesiąt dużych koncernów, w tym Google (operacja Aurora), wreszcie w połowie ubiegłego roku wykryto Stuxnet - bardzo zaawansowanego robaka, którego celem był najprawdopodobniej irański program atomowy.

Nic dziwnego, że rządy wielu państw dostrzegają coraz pilniejszą potrzebę wdrożenia systemów ochrony cyberprzestrzeni (należy do nich również Polska). Efektem tego są m.in. ćwiczenia i symulacje na wypadek rozpoczęcia cyberwojny.