Komu warstwy?

Google Earth imponuje zmianą skali obserwacji - od widoku całej planety aż do niewielkiej plamy na jej powierzchni, a to wszystko dzięki fotografiom satelitarnym. Powiększanie obrazu nie jest specjalnym wyczynem, bardziej interesuje sposób gromadzenia tak ogromnej ilości informacji.


Google Earth imponuje zmianą skali obserwacji - od widoku całej planety aż do niewielkiej plamy na jej powierzchni, a to wszystko dzięki fotografiom satelitarnym. Powiększanie obrazu nie jest specjalnym wyczynem, bardziej interesuje sposób gromadzenia tak ogromnej ilości informacji.

Rozwiązanie, w którym każdy może udostępnić szczegóły umeblowania swego mieszkania razem z fotografiami z dzieciństwa obiecuje niespotykany potencjał, który jeszcze nie doczekał się szczegółowego zbadania, a tym bardziej wykorzystania. Możesz to wszystko i wiele więcej zrobić sam albo skorzystać z pracy innych. Wyrusz w podróż za pomocą symulatora lotów gdzieś do gwiazd czy na zwiedzanie Wielkiego Kanionu.

Usługi związane z Google Earth rozprzestrzeniają się niezwykle szybko i nie tylko dzięki wysiłkowi jego pracowników. Udział w tym mają również największe w Internecie firmy trzecie. W Google'u zauważono, że udostępnienie kodu sterującego pracą Earth pozwoli każdemu wykorzystać go jako podstawę do zbudowania własnego wizerunku, prezentacji czy apletu. Setki osób, firm i organizacji właśnie zaczęło to robić. Za pomocą Earth nie tylko znajdziesz najbliższego McDonalda, ale będziesz mógł śledzić konsekwencje ludobójstwa w zachodnim Sudanie, odwiedzić miejsca, gdzie widziano UFO, albo wybrać się na wirtualną wycieczkę po Chinach. Kod, który uczynił z Earth najpotężniejszy interfejs programowy na świecie, jest odmianą XML-u o nazwie KML.

Przypięte do mapy

Google Earth jest czymś więcej niż wymyślną mapą w trzech wymiarach. Oczywiście może służyć do znalezienia budynków albo wytyczenia drogi z A do B, ale to nie wyczerpuje nawet ułamka jego możliwości. Aby uruchomić pełny potencjał programu, należy związać go z innymi źródłami informacji. Kluczem jest widoczny po uruchomieniu stos okien z prawej części ekranu, a w szczególności jedno z nich, o nazwie Warstwy.

W Earth warstwa jest w istocie rzeczy informacją, która może być umieszczona na powierzchni trójwymiarowego globu. Nie muszą to być dane pochodzące z Google'a. Wręcz przeciwnie, siła Earth bierze się z możliwości dołożenia swoich informacji przez innych. Robią to firmy, lokalne społeczności czy pojedyncze osoby. Warstwy są pogrupowane w strukturę drzewiastą według swego tematu, ze zwijającymi się lub rozkładającymi gałęziami. Można włączyć lub wyłączyć całą grupę bądź indywidualną warstwę pojedynczo. Ta opcja dobierania treści ma kluczowe znaczenie. Mając włączonych za mało warstw, można zagubić ważne dane. I przeciwnie, gdy uaktywnisz za wiele, może powstać informacyjne przeładowanie obrazu i chaos.

Dla jasności wyróżnijmy cztery podstawowe rodzaje warstw: Podstawowy, Rozrywkowy, Zainteresowań i Międzynarodowy. Widoki Alp czy Wielkiego Kanionu zrobione ze zdjęć satelitarnych nie będą tak wspaniałe, jeśli nie zostaną osadzone w terenie. Do tego jest potrzebna warstwa Terenu, tworząca z jego rzeźby podstawową powierzchnię, swego rodzaju wirtualny krajobraz.

Miasta wyglądają o wiele lepiej po włączeniu warstwy Budynki 3D. Do płaskiego modelu budowli dodawany jest cień, który daje złudzenie trójwymiarowości. Na razie funkcjonuje tylko w najważniejszych urbanistycznie rejonach globu, takich jak Manhattan czy śródmieście Tokio. Jeszcze wyższy stopień realizmu nadaje się niektórym znanym budynkom, pokrywając ich ściany teksturą.

Dla kolekcjonowania nakładek na podstawowy zasób budynków autorstwa innych firm i osób służy hurtownia 3D (występująca w drzewie warstw jako 3D Warehouse). Dostęp do tych zasobów uzyskuje się po załadowaniu linku sieciowego ze stronyhttp://earth.google.com/3d.htm . Zgromadzono tam budynki, rzeźby i inne obiekty architektury, a nawet inne modele, np. samolotu albo młynka do mięsa, opisane, a raczej obrysowane. Korzysta się z nich w ten sam sposób, co z oryginalnych zasobów Google'a.

Kolejne warstwy

Jedną z warstw, która prawie zawsze pozostaje włączona, są Drogi. Zalicza się do niech nie tylko autostrady i miejskie dwupasmówki, ale także drogi osiedlowe. Większość z nich jest prawidłowo nazwana i wytrasowana.

Wielka grupa warstw znalazła się w gałęzi Ciekawe miejsca. Restauracje zostały podzielone na jedenaście kategorii, osobno np. dla amatorów steków i owoców morza, sklepy na cztery, a miejsca zakwaterowania tylko na dwie. Część warstw nawet z puli obowiązkowej jest jeszcze w trakcie tworzenia, pewnie dlatego w stolicy tramwaje już jeżdżą, a autobusy jeszcze nie.

Witryna Geograficzna pewnie stanie się faworytką odwiedzających. Są tam warstwy miejsc najlepszych we wspólnocie Google Earth, miejsca opisane w Wikipedii i następne, których zdjęcia zostały umieszczone na serwisie Panoramio, stowarzyszonym z Google'm. Gałąź Podgląd sprawia wrażenie najbardziej komercyjnej części serwisu, z dużą ilością treści dostarczanej przede wszystkim przez Amerykanów, "National Geografic", NASA czy Amerykański Instytut Architektów. Ale wystarczy kliknąć Wspólnotę Google Earth, żeby trafić na informacje przygotowane dla ogółu przez takich samych użytkowników.

Inne kraje

Zagraniczne warstwy mogą stać się zarówno powodem frustracji, jak i źródłem inspiracji. Dwadzieścia lat po zakończeniu zimnej wojny na mapie Google'a dalej widać żelazną kurtynę. Wystarczy przesunąć mapę w stronę zachodnich sąsiadów, żeby zauważyć przepaść w ilości informacji. Z kolei oni powinni wpaść w kompleksy, porównując się z Amerykanami. Kiedy zaoceaniczne fragmenty mapy należy zubażać o kilka warstw, żeby stały się czytelne - u nas nie ma takiego problemu. Branża turystyczna jest z reguły nieobecna, szkoły, szpitale - pustka, kościoły - nieobecne, nawet bankomaty, wszechobecne na innych mapach w Google Earth, znaleźć chyba trudniej niż w rzeczywistym terenie. Aby zdać sobie sprawę z możliwości, wybierz się na Manhattan na wirtualne zakupy, poszukaj miejsca do zjedzenia czy spania. Będziesz zachwycony rozmaitością wyboru. I porównaj z naszą stolicą, która na tamtym tle wyda się pustynią. Zachodnia Europa wygląda lepiej, ale gdzie jej do Stanów. Ta przepaść zmusza do przypomnienia, skąd się biorą te wpisy, których gęstość jest aż tak różna. Pewna część pochodzi z samego Google'a, z jego bazy danych Maps and Search. Dużo więcej jest skutkiem współpracy z władzami, oficjalnymi instytucjami oraz korporacjami medialnymi.

Google i członkowie społeczności użytkowników są zdecydowani powiększyć zasoby europejskie, ale bez większego zainteresowania firm i urzędów zawsze nasze warstwy będą uboższe nie tylko od amerykańskich, ale także od wielu miast europejskich, w tym uchodzących za wzorce Barcelony, Amsterdamu, Paryża i Florencji.