Konkurs piękności

Poza dalszym spadkiem cen samych urządzeń na uwagę zasługują przeceny atramentów do niektórych z nich. Wbudowane skanery praktycznie zdominowała technologia CIS.


Poza dalszym spadkiem cen samych urządzeń na uwagę zasługują przeceny atramentów do niektórych z nich. Wbudowane skanery praktycznie zdominowała technologia CIS.

Coraz bardziej imponuje pomysłowość projektantów, którzy dodając różne komponenty do jednego mechanizmu drukowania, potrafią zbudować całą półkę rozmaitych urządzeń. Kiedyś pierwszeństwo pod tym względem miało HP, w tym roku chyba wygrał Canon. Z jego najnowszej oferty aż pięć urządzeń wielofunkcyjnych ma ten sam system druku. Czym się różnią? Nawet projektanci najtańszego modelu mają wiele możliwości wyboru: uzupełnienie skanera o automatyczny podajnik dokumentów, wbudowanie karty do kablowej i bezprzewodowej sieci, dodanie obsługi kart pamięci aparatów cyfrowych i - niezbędne w tym wypadku - uzupełnienie urządzenia o ekran ciekłokrystaliczny. Same skanery mogą być różnej jakości, co również umożliwia skonstruowanie dwóch modeli odmiennych jedynie pod tym względem. Oczywiście lista opcji w grupie droższych urządzeń zdecydowanie się wydłuża.

Błądzenie w ciemno

Nowa głowica piezoeletryczna Epsona

Nowa głowica piezoeletryczna Epsona

Jednym słowem, modele kombajnów mnożą się w tempie australijskich królików i biednemu klientowi coraz trudniej wybrać ten jeden, najlepszy, z długich półek wypełnionych sprzętem. Niektórzy kierują się estetyką i dla nich Canon ma dwa bardzo udane stylistycznie modele z wbudowanym automatycznym podajnikiem do skanera. Element, który dotąd wyglądał jak sztucznie przyklejony, w MX310 i MX700 jest zharmonizowany z resztą obudowy. Jednak osoby zwabione niewątpliwą estetyką mogą wpaść w pułapkę. To na pewno nie są najlepsze modele Canona.

Inni będą wybierać urządzenie, kierując się sympatią do firmy, co również jest kryterium zwodniczym. Prawie każdy producent oferuje niewątpliwe hity obok narzędzi do dojenia klientów. Chodzi, oczywiście, o atrament. Pułapki mogą być gęsto rozstawione i czasem trzeba niemałej wiedzy, by je ominąć. Weźmy za przykład urządzenia Hewlett-Packarda. O tym, że w części z nich kałamarze z tuszem są zintegrowane z głowicami drukującymi, wie prawie każdy. Natomiast tylko nieliczni wiedzą, że takie systemy są dwa, niewymienne między sobą i bardzo różniące się ekonomią używania.

Strona za grosze

W systemach skanowania CIS każda komórka ma swój własny układ optyczny.

W systemach skanowania CIS każda komórka ma swój własny układ optyczny.

Unikać należy urządzeń ze starszym szeregiem nabojów, wyposażonych w 416 dysz do czerni i trzy sekcje po 100 do kolorów. Kiedyś mieściły po kilkanaście mililitrów tuszu i wystarczały na setki stron. Każdego roku kilka najtańszych drukarek i kombajnów z listy nowości miało naboje z tamtej serii. Mieściły coraz mniej tuszu i były coraz droższe w eksploatacji. Dzisiaj pięć mililitrów czarnego atramentu z naboju HP21, kupionego za 56 zł, wystarcza na 150 stron. Taka ekonomia obowiązuje na przykład w modelu F2180 za 249 zł, ale już w następnym, F4180 (299 zł) można się wyratować z opresji, gdyż pasują do niego także większe naboje, HP54. Sześćset stron za 110 złotych to tylko połowa poprzednich kosztów.

Dzisiaj Hewlett-Packard wreszcie zauważył, że wysokie ceny atramentów kierują się przeciw niemu. Gigant zmienia politykę, wprowadza większe pojemniki, oznaczone symbolem XL, ale w wypadku urządzeń z koszami starszej generacji niewiele może zrobić. Praktycznie korzyść z tej cenowej rewolucji, którą właśnie przechodzi HP, a w której chodzi o stronę A4 za 10 gorszy i zdjęcie 10x15 cm za złotówkę (z papierem), odniosą tylko właściciele systemów nowszej generacji.

Jak wielkie mogą być dysproporcje z tego powodu, pokazują wyniki F2180, F4180 i F4280. O pierwszej dwójce była już mowa, trzeci model ma podobny system druku, ale nowszej generacji. Pierwsze dwa zamykają stawkę, trzeci prawie wygrał test w grupie tańszych i został wicemistrzem opłacalności. Ten sam producent, a jakie różnice!

200 lat w albumie

Wracając do problemu wyboru. W segmencie konsumenckim Hewlett-Packard ma cztery różne systemy drukowania, Canon także czwórkę, Epson i Lexmark niewiele mniej. Nawet Brother, wydawałoby się atramentowy beniaminek, także dorobił się co najmniej dwójki.

Co nowego proponują wspomniane firmy? Hewlett-Packard i Canon ograniczyły się raczej do kosmetyki. Szukają możliwości rozwoju poza systemem druku - w ekranach dotykowych, usprawnieniach nawigacji przez menu, udoskonaleniu pracy bez pośrednictwa komputera, rozwoju oprogramowania, Web 2.0 itp.

Lexmark, poza bardzo mocną promocją połączenia bezprzewodowego, pozytywnie zaskoczył nową kompozycją głowic i atramentów. Nowinka nosi nazwę Evercolor 2, a składa się z trzech elementów: zmodernizowanej głowicy z powiększoną liczbą dysz - z 640 (i 480 w kolorze) do 936 - zmienioną recepturą atramentów, opartych już w całości na osnowie pigmentowej oraz nowego papieru PerfectFinish. Poza nabojem z czarnym atramentem w skład kompletu wchodzi kolorowy i fotograficzny.

Mieliśmy w testach oba pokolenia Lexmarków, ale nowsze (w modelu X6570) bez naboju fotograficznego. Dlatego możemy mówić o rzeczywistym przyśpieszeniu druku nawet o jedną trzecią, ale o samej jakości - niewiele.

Wygibas

Ostatnio Epson robi miłe niespodzianki. Od kilku lat jego drukarki były w krytycznej sytuacji. Konkurencja powiększała liczbę dysz, przyśpieszała dzięki temu pracę, a Epson nie mógł powtórzyć tego manewru ze względu na wyższy koszt produkcji dyszy piezoelektrycznej (dysze termiczne są wytwarzane w technologii litograficznej na liniach wyłączonych z produkcji procesorów po ich kolejnej miniaturyzacji, a więc bardzo tanio). Pomógł rozwój technologii. Zastosowano nowy, bardziej elastyczny piezoelektryk, dzięki czemu dysza może pobrać więcej atramentu i precyzyjniej go dawkować. Warto przypomnieć, że ta precyzja i umiejętność wystrzeliwania kropli różnych rozmiarów pozwala jednej dyszy piezoelektrycznej zastąpić kilka termicznych. Dodatkowym bonusem jest dwu-trzykrotnie wyższa częstotliwość pracy piezoelektryku. Jednym słowem, drukowanie piezoelektryczne jest wolniejsze od termicznego, ale nie aż tak bardzo, jak sugerowałoby porównanie liczby dysz.

Nowy piezoelektryk został wykorzystany w kombajnach Stylus DX8400 i DX7400. Poprawiono także strukturę podziału dysz na część monochromatyczną i kolorową. Efekt okazał się znakomity, można powiedzieć, że Epson po okresie zastoju wraca do gry.

W tej wygranej swój udział ma także skaner. Firma, którą w ubiegłych latach krytykowaliśmy za stosowanie w kombajnach skanerów o bardzo niskiej jakości, chyba zmieniła politykę. Obecnie te elementy urządzenia nie imponują parametrami, ale wykonują swoje zadanie, jak należy. Ich dynamika powinna wystarczać do pracy z papierowymi zdjęciami i tak jest. Kolory są na swoich miejscach, a intensywnością dorównują oryginałowi. W efekcie trzy najlepsze oceny za jakość skanowania zdobyły modele Epsona.