Konsole, o których wszyscy już zapomnieli

Mówisz "konsola", myślisz... No właśnie, co? Zapewne Xbox lub PlayStation, ewentualnie Nintendo. Na pewno nie przyjdzie Ci do głowy żadna z konsol, które prezentujemy w tym zestawieniu.


Ouya - Android pomógł, Android zabił

Konsole, o których wszyscy już zapomnieli

Gdybyśmy cofnęli się w czasie do roku 2013, konsola Ouya byłaby prawdziwie gorącym tematem, o którym obszernie pisały strony branżowe i poświęcone elektronicznym gadżetom. Jej pomysłodawcy potrzebowali na realizację 950 tys. dolarów, a zebrali na platformie Kickstarter ponad 8,5 mln. Z takimi pieniędzmi można wiele - niestety, ludzie nie rzucili się tłumnie do jej zakupu, a dodatkowo pojawiła konkurencja w postaci smartfonów z Androidem. Sama Ouya także go używała - w wersji 4.1. Zestaw, na który składała się konsola i kontroler, kosztował wówczas 109 dolarów, za dodatkowy kontroler należało dopłacić 30 dolarów. Cenowo była więc bardzo przystępna, dlaczego więc padła? Odpowiedź jest prosta - rozwój gier smartfonowych sprawił, że nie było sensu kupować konsoli podpinanej do telewizora. Każdy miał dziesiątki produkcji na własnym telefonie i mógł grać, gdzie i kiedy chciał. Ouya została przejęta przez firmę Razer, która nie zdołała zrobić z konsolą nic pozytywnego i w 2019 roku ostatecznie zamknięto sklep z grami na tę platformę. A Ouya... Cóż, zakończy żywot w jakimś muzeum konsol.

Atari Lynx - dobry start, ale...

A teraz cofamy się jeszcze dalej w czasie, do początku lat 90-tych. W Polsce mieliśmy wówczas wciąż bardzo silną pozycję 8-bitowców, jak Commodore 64, nieliczni posiadali Amigę 500, a jeszcze mniej liczni - komputer PC. Tymczasem na świecie Atari przegrywało rywalizację z wyrosłą z Commodore Amigą, dlatego postanowiło spróbować sił na rynku konsol przenośnych. Tak powstało Atari Lynx - handheld z rewolucyjnym jak na owe czasy, kolorowym wyświetlaczem LCD i obsługujący gry 8- oraz 16-bitowe, ładowane z kartridży. Początkowo sprzedaż była niezła, ale Atari stanęło w szranki z Game Boyem, gdzie poniosło porażkę. Choć Lynx początkowo sprzedawał się nieźle - w sumie sprzedano ponad 3 mln egzemplarzy - szybko wypadł z rynku. Powodem Game Boy, który był o połowę tańszy i po prostu wygodniejszy. Choć wydano Atari Lynx II, cała rodzina została porzucona w 1995 roku ma rzecz konsoli Atari Jaguar... która również okazała się porażką, ale to inna historia.

Nintendo Virtual Boy - za wcześnie na VR

Konsole, o których wszyscy już zapomnieli

Po sukcesie Game Boya Nintendo postanowiło pójść za ciosem i wprowadzić rynek gier w pełen trójwymiar. Miał posłużyć temu zestaw Nintendo Virtual Boy - wirtualne gogle wraz z kontrolerem. Konsola weszła na rynek w 1995 roku i można było na niej pograć w tenisa jako Mario, a także skorzystać z 21 innych gier. Więcej nigdy nie powstało. Zabawa wyglądała w ten sposób:

Ale... Jak możemy przeczytać w Wikipedii: "Używanie konsoli wymagało ciągłego patrzenia w ekran, który odświeżany był z częstotliwością 50 Hz i oferował tylko kilkanaście odcieni koloru czerwonego. Dłuższe korzystanie z urządzenia mogło powodować bóle głowy i inne dolegliwości (osobom, u których stwierdzono padaczkę, zalecano w ogóle nie korzystać z Virtual Boya). Ze względu na to gry na tę konsolę były wyposażone w funkcję automatycznej pauzy aktywowanej co 15-30 minut". Nieco to odstrasza. Ponadto konsola nigdy nie wyszła poza Japonię, gdzie rozeszło się ok. 800 tysięcy egzemplarzy. Było to pierwsze urządzenie, oferujące pseudo-VR, jednak nie oferowało technologii, która skłaniałaby do jego zakupu.

Sega Nomad - po prostu gniot

Konsole, o których wszyscy już zapomnieli

Jak dzisiaj podobałyby się graczom takie oto parametry techniczne: procesor Motorola MC68000 7,67 MHz z koprocesorem Zilog [email protected] MHz, 64 KB RAM, 64KB VRAM, 8KB RAM przeznaczonej na dźwięk, 20 KB ROM na dane, kolory: 512, ale jednocześnie maksymalnie 64, dźwięk stereo, wyświetlacz LCD o rozdzielczości 320 x 224? Poza dźwiękiem wszystko wydaje się przestarzałe o lata świetlne. Mająca taką specyfikację techniczną konsolka Sega Nomad ukazała się w 1995 roku. Powstała jako pomniejszona wersja 16-bitowej konsoli Sega Genesis i była ostatnim urządzeniem tego typu, jakie stworzyła Sega. Od początku narzekano na jej dużą cenę i spore rozmiar, przez które była po prostu niewygodna w użyciu. Nie ukazywały się na nią nowe gry, a ponadto nie wyszła poza Japonię oraz USA. Z kolei osoby, które ją nabyły, narzekały na szybkie zużycie baterii. Wszystko to sprawiało, że klienci woleli wydawać swoje pieniądze na inne urządzenia.

Nokia N-Gage - albo telefon, albo konsola

Konsole, o których wszyscy już zapomnieli

Niegdyś Nokia rządziła na rynku telefonów, więc postanowiła przy okazji wbić się mocno na rynek gier. Efektem N-Gage, połączenie handheldu z telefonem (konkretnie - powstała na bazie telefonu Nokia 7650/3650). Stworzono dla niej specjalne określenie - konsolofon. Nie przyjęło się, podobnie jak i samo N-Gage. A dlaczego? Otóż nie dało się sprawnie połączyć jednej funkcji z drugą, zaś niektóre rozwiązania były absurdalne. Na przykład w celu wymiany kartridża z grą należało wyjąć baterię, zaś rozmowy telefoniczne można było prowadzić, trzymając urządzenie bokiem. Do tego konsolofon kosztował sporo. Czegóż trzeba więcej, aby osiągnąć wielką porażkę? Praktycznie niczego i o N-Gage szybko słuch zaginął. Dodam jeszcze, że urządzenie zadebiutowało w 2003 roku.

Gizmondo - zanim pojawiły się Pokemony

Konsole, o których wszyscy już zapomnieli

Gizmondo to zapomniana konsolka, aczkolwiek jej twórcy - firma Niantic, jest cały czas aktywna i doskonale znana dzięki flagowemu dzieło. Jest nim gra Pokemon GO, a rozwiązania, przez które stała hitem, zostały po raz pierwszy zastosowane właśnie w Gizmondo. To właśnie w tej konsolce po raz pierwszy zastosowano system GPS do ustalania prawdziwej lokalizacji użytkownika, a także możliwość interakcji z otoczeniem. Jedna z wydanych na urządzenie gier nazywała się Colors. Można w nij było strzec wyznaczonego obszaru, nie dopuszczając innych graczy do wejścia na niego. Obszar ten był oczywiście prawdziwą lokalizacją. Poza konsolą stały inne ciekawe wydarzenia - jeden z szefów Niantic rozbił się samochodem, pędząc ponad 200 km/h, a policja odkryła przy okazji, że jest on powiązany ze szwedzkimi organizacjami przestępczymi. Nie była to dobra reklama. Sprzedano 25 tysięcy egzemplarzy Gizmondo, po czym wstrzymano jej produkcję i wsparcie techniczne.

Bandai Pippin - zła decyzja Apple

Konsole, o których wszyscy już zapomnieli

Konsola powstała w 1996 roku i była wspólnym dziełem Bandai oraz Apple. Miała być nie tylko zwykłą konsolą do gier, ale "konsolą multimedialną". Czyli - chodziło o stworzenie urządzenia do gier i oglądania filmów na płytach CD oraz DVD. Wyprodukowano 100 tys. egzemplarzy, z czego sprzedało się mniej, niż połowa - 42 tysiące. Dlaczego? Kiepski procesor 66 MHz, kiepski modem do raczkującego wówczas internetu, kiepska biblioteka gier... Wszystko było kiepskie, a serwis Macworld umieścił Bandai Pippin na trzecim miejscu zestawienia "Największe porażki Apple". I to powinna być cała recenzja. A do tego doszła kolosalna cena konsoli - 600 dolarów. Była jak na owe czasy odstraszająca. Rok po premierze zaprzestano jej sprzedaży.

Nintendo 64DD - drugie życie nie wyszło

Konsole, o których wszyscy już zapomnieli

Druga produkcja Nintendo w naszym zestawieniu. Powstała cztery lata po poprzedniej, w 1999 roku, a żywot zakończyła oficjalnie w... 2000. Nie jest samodzielną konsolą, a dodatkiem, mającym wznieść Nintendo 64 na wyższy poziom. W czasach debiutu gry na płytach CD były już powszechne, a 64DD miało dać N64 możliwości, o jakich nie śniło się wcześniej, w tym tworzenie modeli 3D oraz przechwytywanie obrazu z telewizora. Zaplanowano także funkcję połączenia pomiędzy dwoma 64DD w celu wymiany danych. Jednak na konsolę z DD64 wydano w ciągu roku tylko...dziewięć gier. Sprzedało się jej łącznie 15 tys. egzemplarzy, a pozostałe 85 tys. zostało zutylizowanych. Przyczyny? GameCube oraz Game Boy Advance, które w tamtym czasie zdobyły rynek. Po co wydawać pieniądze na rozszerzenie do konsoli przestarzałej generacji, skoro za te same pieniądze można mieć nową z mnóstwem gier? No właśnie - po co?

Philips CD-i - pioniersko, ale wykonanie fatalne

Konsole, o których wszyscy już zapomnieli

Starsi użytkownicy z pewnością po obejrzeniu powyższego zdjęcia dojdą do wniosku, że przypomina ono poczciwy magnetowid, w którym wejście na kasetę zostało zastąpione talerzem CD. W roku 1991, kiedy konsola wchodziła na rynek, robiła wrażenie - zwłaszcza w Polsce, gdzie dominowały 8-bitowce. Jest to zarazem pierwsza konsola do gier wspierająca płyta CD w historii! Reklamowano ją jako "domowy system rozrywki", jednak trzy lata później pojawiło się pierwsze Sony PlayStation, które pozamiatało w tym obszarze. Co ciekawe, jest to jedyna konsola nie należąca do Nintendo, która pozwalała na granie w takie ekskluzywne tytuły, jak "Link: The Faces of Evil," "Zelda: The Wand of Gamelon," czy "Hotel Mario". Co zabiło konsolę Philipsa? Niewielka ilość gier, toporne sterowanie, a także daleka od doskonałości jakość obrazu.

Na liście mogłoby znaleźć się jeszcze kilka urządzeń, o których w Polsce praktycznie nie słyszano, jak RCA Studio II (1977 rok!), Memorex VIS (1992), Gakken TV Boy (1983) czy Tiger Game (1997). Jednak ich zasięg był tak znikomy, że praktycznie przemknęły przez rynek niezauważalnie i wiedzą o ich istnieniu tylko nieliczne osoby.

Zdjęcia: WikipediaŹródła: Bussiness Insider, Wikipedia, Ranker