Kto zarabia na kontraktach walutowych?

Na razie trwa spór i przeciąganie liny między bankami a przedsiębiorstwami, choć rzeczywiste rozliczenie strat i korzyści będzie bardziej skomplikowane. A że temat nośny i medialny, do dyskusji chętnie dołączyli politycy. Skutków praktycznych jeszcze nie widać, z wyjątkiem narastania problemów z rozliczaniem zawartych (lub kwestionowanych) kontraktów. Te zaś mogą się jeszcze spotęgować bądź zmniejszyć - głównie w zależności od tego, jak w przyszłości będzie kształtował się kurs złotego. Z czasem da się to jednak łatwo ocenić po strumieniu gotówki, która w ślad za rozliczaniem kontraktów popłynęła i jeszcze popłynie. Bo gdzie jeden zarobi, to drugi straci. Taka jest logika każdego kontraktu walutowego, i to niezależnie od celu, w jakim został wystawiony lub przyjęty. Chyba że to cudzy kontrakt. Wtedy pozostanie zadowolić się prowizją, a zysk przekazać komuś innemu, jakkolwiek z transferem straty może być już pewien problem.

Ale jeśli ta gra ma cokolwiek z hazardu, to rodzi się bardziej fundamentalne pytanie: kto i gdzie jest właścicielem tego biznesu i czy dochód z niego jest właściwie opodatkowany? Wszak wynik gry jest w dużej mierze losowy, tyle że odsunięty w czasie. Obstawiać można małą częścią stawki, o którą toczy się gra. By zagrać o milion wystarczy nawet kilkanaście tysięcy. Wygląda na to, że ograniczeń mniej niż w kasynie.