Longhorn - chcę czy nie?

Swoje lata już mam, ale nowinki ciągle jeszcze mnie kręcą. W chwili, kiedy Microsoft zmienił nazwę swego najnowszego systemu operacyjnego, zacząłem się po raz kolejny zastanawiać nad tym, czy byłbym nim zainteresowany. Czy za dwa-trzy lata zechcę wydać kolejne 400 zł na domową wersję systemu? Kupowanie OS-a raz na mniej więcej cztery lata nie jest jakimś strasznym wydatkiem - zwłaszcza, jeśli dzięki tej wersji Windows mam mieć łatwiej, wygodniej i bezpieczniej...

MSH

Lubicie się rozerwać grając w pomidora (dzięki, Sobol, za inspirację)?

echo "Gra w pomidora"; while read var; do echo "pomidor"; done

Ja nie (chyba że wygrywam :), ale takie tasiemce wpisywane w linii poleceń czasem ułatwiają życie i umożliwiają szybkie wykonanie kilku operacji, których zrobienie w Windows oznaczałoby zaklikanie się na śmierć. W Longhornie miał się pojawić shell z prawdziwego zdarzenia, MSH. Nie korzystałbym z niego za często, ale podejrzewam, że gotów byłbym dla niego tylko samego zrezygnować z innych systemów operacyjnych na rzecz Windows. Gdyby jego obsługa znalazła się tylko w wersji serwerowej OS-a... nooo, byłbym rozczarowany. :/

Swoją drogą ciekaw jestem, czy gdy w Longhornie pojawi się MSH, linuksowi krzykacze zaczną narzekać na Windows, bo fork-bomba rzuci go na kolana. Że "taki miało stabilny i że większości dystrybucji fork-bomba nie jest w stanie zaszkodzić, a u mnie się zawiesiło przypadkiem, bo akurat iksy miałem odpalone..."

Indigo

Pod Windows nie programuję, dotNET średnio mnie kręci. Słowo "Indigo" brzmi dla mnie dużo seksowniej, kiedy wyobrażę sobie niebieściutką stację roboczą SGI. Ujednolicony interfejs programistyczny? E, nie czuję się przekonany. Dodatkowo zniechęcają mnie .NET-owe aplikacje, które do zrobienia jednej głupiej funkcji wymagają instalowania kilkudziesięciomegabajtowej kobyły.

Avalon

Kolejne "Raczej nie, Winetu" z mojej strony. Zgadzam się, że ładny interfejs znaczy wiele - wie o tym i Gates, i twórcy KDE, i Jobs ze swoim OS X - jednak osobiście preferuję umiarkowaną ilość wodotrysków i szybką pracę. Jak dla mnie GDI jest w zupełności wystarczające; zwłaszcza, że jest obsługiwane sprzętowo przez wszystkie istniejące na rynku karty. Pchanie tutaj DirectX i potrzeba ładowania dodatkowych olbrzymich bibliotek odrobinę mnie tu zniechęca.

WinFS

Sorry, MS, tutaj też odpadam. Powiedzmy, że dodatkowa warstwa abstrakcji pomiędzy systemem plików a OS-em pasuje do komputera desktop jak pięść do nosa. Szybsze wyszukiwanie i wygodne składowanie dokumentów? Tylko po co? Żeby użytkownik miał śmietnik na dysku (mówię o warstwie systemu plików) i nie poradził sobie w przypadku awarii?

Szybszy start

Ostatni z elementów, który ani mnie grzeje, ani ziębi. Ileż ja razy w tygodniu system startuję? Raz? Pół? Naprawdę, kilkanaście sekund mnie nie zbawia, również w przypadku uruchamiania się programów. Kiedy odpalę kilka swoich standardowych aplikacji (Kadu, Operę, OOffice, urxvt, urxvt, XMMS-a, Anjutę i DDD), to zwykle więcej mi nie potrzeba. Rzadko cokolwiek restartuję. No, Anjuta lubi niespodziewanie paść trupem, ale powiedzmy, że w tym przypadku sekunda w tę czy wewtę mnie nie obchodzi.

Obniżenie uprawnień uruchamianych programów

Fenomenalna sprawa, czekam jak na Armię Zbawienia! Niestety, Microsoft jeszcze długo będzie płacił za błędy przeszłości i za wyszkolenie rzeszy marnych programistów - jeśli gigant z Redmond nie zdoła przekonać innych firm, że aplikacje wcale nie muszą być uruchamiane na koncie z pełnymi uprawnieniami, to nie wiem, co je przekona.

Na świecie istnieją tysiące topornie, niewłaściwie, źle napisanych programów. Spróbujcie kiedyś na koncie z ograniczonymi uprawnieniami uruchomić Total Commandera, Photoshopa czy InDesigna. Spróbowaliście? To już wiecie o czym mówię. "Developers! Developers! Developers!" krzyczał Ballmer - dochrapał się. Za programowanie biorą się nie tylko profesjonaliści, ale również ludzie początkujący, nie zastanawiający się nad możliwością uruchamiania ich programów w środowiskach wielodostępnych i zróżnicowanych względem uprawnień.

IPv6

Takie moje małe zboczenie - tutaj czekam najbardziej. Kto próbował uruchomić sieć na IPv6 (na przykład w domu) i zgrać w niej kilka różnych systemów operacyjnych, wie, że nie jest to zabawa na 10 minut. Dużo prościej byłoby, gdyby Microsoft - na przykład w aliansie z Intelem, Cisco i może innymi firmami - wymusił na dostawcach Internetu implementację szóstej wersji protokołu. A później na pozostałych firmach. Stałby się on wtedy takim samym standardem, jakim w tej chwili jest IP4.

Podsumowanie

Kiedy próbuję spojrzeć całościowo na problem uaktualnienia do nadchodzącej wersji Windows - mimo wrodzonego optymizmu - mam dość mieszane uczucia. Liczę na to, że Microsoft weźmie sobie do serca bezpieczeństwo i stworzy dodatkowe grupy przeprowadzające audyty kodu - które jednak za bardzo go nie popsują i nie spowolnią.

Zresztą, z pewnością pomyślano o takich niezdecydowanych jak ja. Przecież premiera Longhorna, przepraszam, Visty zbiegnie się końcem podstawowego wsparcia dla Windows XP.

Czyli problem z głowy?


Zobacz również