Lustrowane kadry

Od ostatniego testu tanich lustrzanek minęło pół roku. Czy coś ciekawego pojawiło się w tym czasie wśród cyfrowych modeli SLR? Owszem, dwa aparaty Nikona, zastępujące udany i popularny model D50, oraz malutka lustrzanka Olympusa, która tak jak kompakt, umożliwia podgląd kadru na ekranie LCD. Dla osób zainteresowanych zakupem cyfrówki z lustrem nie bez znaczenia jest także to, że nadal spadają ceny tych urządzeń.


Od ostatniego testu tanich lustrzanek minęło pół roku. Czy coś ciekawego pojawiło się w tym czasie wśród cyfrowych modeli SLR? Owszem, dwa aparaty Nikona, zastępujące udany i popularny model D50, oraz malutka lustrzanka Olympusa, która tak jak kompakt, umożliwia podgląd kadru na ekranie LCD. Dla osób zainteresowanych zakupem cyfrówki z lustrem nie bez znaczenia jest także to, że nadal spadają ceny tych urządzeń.

Wnumerze grudniowym, kiedy publikowaliśmy drugą część ubiegłorocznego testu lustrzanek, pisałem, że producenci prawdopodobnie postawią na aparaty SLR, bo ta grupa będzie się cieszyć coraz większym zainteresowaniem. Z satysfakcją stwierdzam, że prognozy okazały się słuszne. Z informacji dystrybutorów wynika, że nastąpił niebywały wzrost sprzedaży cyfrówek z lustrami, w wypadku Nikona 83,8-procentowy w 2006 roku, a Olympusa 55-procentowy. Do maja 2007 roku liczba sprzedanych korpusów Olympus E-system wzrosła o 26 procent w stosunku do roku ubiegłego.

Cena czyni cuda

Nikon D40X, jedna z najlepszych tanich lustrzanek cyfrowych. Zgodnie z rynkowym trendem, producent zmniejszył wymiary korpusu i zlikwidował dodatkowy wyświetlacz LCD.

Nikon D40X, jedna z najlepszych tanich lustrzanek cyfrowych. Zgodnie z rynkowym trendem, producent zmniejszył wymiary korpusu i zlikwidował dodatkowy wyświetlacz LCD.

Trendy rynkowe nie dziwią - lustrzanki dla wielu zaawansowanych użytkowników są bardziej funkcjonalne niż aparaty kompaktowe i co równie ważne, rejestrują lepszej jakości obraz. Dlaczego akurat teraz nastąpił lustrzankowy boom? Co najmniej z dwóch powodów. Podstawowy i oczywisty to bardzo poważny spadek cen - cyfrowa "puszka" SLR, kosztująca niegdyś majątek, jest obecnie dostępna dla średnio zarabiającego Kowalskiego. Można powiedzieć, że to drugi taki przełom - z poprzednim mieliśmy do czynienia w momencie pojawienia się pierwszych tanich lustrzanek, Canon EOS 300D i Nikon D70. Koszt korpusu SLR spadł wówczas do 5-6 tysięcy złotych, czyli mniej więcej połowy ówczesnej ceny modeli półprofesjonalnych, takich jak Canon EOS 10D i Nikon D100. Dziś z kolei za bardzo przyzwoity aparat, wyposażony w stabilizator obrazu i podstawowy obiektyw, zapłacisz tylko 2-3 tysiące złotych.

Drugi powód boomu to rosnące potrzeby użytkowników aparatów kompaktowych - fotoamatorzy, zadowalający się jeszcze kilka lat temu dobrym kompaktem z 3- lub 4-krotnym zoomem, chcą czegoś więcej. To coś znajdują w lustrzance.

Stabilny korpus, czysta matryca

Początkowo wśród aparatów SLR królowały produkty Canona i Nikona. Obie firmy miały duże osiągnięcia w produkcji małoobrazkowych lustrzanek analogowych - jeszcze do tej pory zawodowi fotografowie korzystający z aparatów małoobrazkowych używają niemal wyłącznie tych dwóch marek. Wydawało się, że konkurencja długo będzie pozostawać w cieniu. Stało się inaczej. Producenci mniej popularnych modeli szybko znaleźli sposób, by móc rywalizować z wielkimi świata SLR. Pierwsza była Minolta - dwa swoje jedyne cyfrowe modele - Dynax 7D i 5D - konstruktorzy z Osaki wyposażyli w system stabilizacji matrycy. To bardzo oryginalne rozwiązanie pozwala niwelować drgania rejestrowanego obrazu bez stosowania dość drogich obiektywów z wbudowanym stabilizatorem (Nikon VR lub Canon IS). To była spora przewaga nad urządzeniami konkurencji. Rozwiązanie Minolty, nazwane Anti-Shake, przejęła (pod inną nazwą) lustrzanka Sony. Podobny stabilizator matrycy pojawił się po pewnym czasie także w aparatach K100D, K10D Pentaksa i w Samsungu GX10.

Także Olympus zaproponował swoim klientom coś ekstra - dostrzegając problem brudzenia się matrycy, opracował filtr ultradźwiękowy uwalniający sensor od drobin kurzu. W marcu tego roku zdecydował się także na zastosowanie stabilizatora obrazu (na razie tylko w swojej najnowszej lustrzance E-510).

Lustrzanka jak kompakt

Samsung GX10, klon wprowadzonego w zeszłym roku Pentaksa K10D. Aparaty różnią się nieznacznie szatą graficzną menu i liczbą poziomów czułości.

Samsung GX10, klon wprowadzonego w zeszłym roku Pentaksa K10D. Aparaty różnią się nieznacznie szatą graficzną menu i liczbą poziomów czułości.

Stabilizacja i ultradźwięki to nie wszystko, czym Olympus kusi potencjalnych nabywców. Firma opracowała bardzo oryginalny system, nazwany Live View, pozwalający na podgląd rejestrowanego obrazu nie tylko na matówce, ale także na monitorze LCD. Po raz pierwszy został zastosowany w aparacie E-330, opisywanym na naszych łamach w ubiegłym roku.

Pięciu nowych graczy

W laboratorium PCWK pojawiło się pięć nietestowanych jeszcze u nas lustrzanek: Canon EOS 30D, Nikony D40 i D40X, Samsung GX10 i Olympus E-410. Dotarł także Pentax K10D, który co prawda testowaliśmy już w ubiegłym roku, ale z bardzo wczesną, niedopracowaną jeszcze wersją firmware'u (0.2), co miało negatywny wpływ na jakość rejestrowanych wówczas zdjęć. Aparat sterowany oprogramowaniem w wersji 1.1 poddaliśmy próbom raz jeszcze. Dla porównania w tabeli umieszczamy także wyniki testów czterech innych modeli, istotnych na rynku tanich lustrzanek (Canon EOS 400D, Nikon D80, Sony Alpha 100 oraz Pentax K100D). Zostały poddane (tak jak aparaty egzaminowane przez nas po raz pierwszy) zmodyfikowanej procedurze testowej (patrz ramka).

Liderem rankingu jest nadal Sony Alpha 100 (opisywany w lecie 2006 roku), obecnie jeden z tańszych SLR. Kolejne miejsca zajmują najnowsze aparaty Nikona oraz bliźniacze Samsung GX10 oraz Pentax K10D. Zaskakująco odległa pozycja przypadła modelowi EOS 30D - zliftingowanej wersji solidnego, ale leciwego 20D.

Testy lustrzanek, które opublikowaliśmy w ubiegłym roku, możesz znaleźć w formacie PDF na naszej płycie. Zamieściliśmy na niej również zdjęcia testowe. Dodaliśmy także zdjęcia wykonane przy wykorzystaniu takich samych obiektywów niezależnego producenta - Sigma 30 mm F1.4.