MP3: odwrotu nie ma!


Zresztą nie ma się czemu dziwić. Żeby mieć fanów, trzeba nie tylko dobrze grać, ale też umieć w odpowiedni sposób do nich dotrzeć. Ogromny wybór rodzajów i gatunków muzycznych sprawia, że pozyskanie odbiorcy jest dość trudne i wymaga sporego wysiłku. Tomasz Woźniak (WP) podkreśla, że w momencie gdy zespół udostępnia do ściągnięcia cały pojedynczy utwór w formacie MP3, zyskuje potężną rzeszę zwolenników. "Jeżeli oprócz tego damy użytkownikowi możliwość kupna płyty online, np. jak przy promocji nowego singla grupy Blenders, to i zespół będzie zadowolony (bo sprzedaje z powodzeniem płytę w wersji CD), i sam słuchacz, gdyż wie, że zespół/wykonawca liczy się ze swoimi odbiorcami i stara się stworzyć swoisty dialog z każdym z nich". Zdaniem Tomasza Woźniaka MP3 nie jest bojkotowany przez artystów. Wykonawcy tacy jak Kazik, Tymon Tymański, K.A.S.A, Yaro, Blenders, Big Cyc czy inni popierają MP3, bo wiedzą, że MP3 nie jest jednoznaczne z piractwem.

Marzenia o abonamencie

Powstaje jednak pewien problem - jak rozstrzygnąć kwestie opłat dla artystów za udostępnienie ich utworów w sieci. Odrębna sprawa to fakt, że użytkownicy sieci z pewnością nie przyjęliby z radością informacji o jakimkolwiek abonamencie. Zresztą trudno sobie wyobrazić ścisłe przestrzeganie wnoszenia opłat za usługi internetowe. Tomasz Woźniak podkreśla, że dostęp do MP3 Service zawsze był bezpłatny i taki pozostanie. Wirtualna Polska ma jednak zamiar w przyszłym roku uruchomić inną, odrębną usługę, do której dostęp będzie częściowo płatny nie w abonamencie, lecz na zasadzie "chcesz więcej, lepiej, szybciej - zapłać". "Chociaż w przyszłości planujemy wprowadzenie mikroopłat (micropayments) za specyficzne usługi” - mówi Woźniak – „dostęp do zawartości, czyli informacji, interakcji, plików MP3, programów i innych elementów, będzie darmowy".

Stworzenie płatnych, elitarnych serwisów będzie się wiązać z opracowaniem odpowiedniego zabezpieczenia, które uniemożliwiłoby korzystanie z muzyki tym, którzy nie uiścili określonej opłaty. Łamanie praw autorskich w sieci jest nagminne, nie mówiąc już o włamaniach do zabezpieczonych zasobów. Na razie nie stworzono doskonałego zabezpieczenia. "Nie istnieje idealny sposób na zabezpieczenie czegokolwiek, co ma być ogólnodostępne w Internecie” - mówi Paweł Wawrzyniak, programista w Biurze Informatyki Ubezpieczeniowej. „Prędzej czy później każde zabezpieczenie zostanie złamane. Rodzaj i stopień jego skomplikowania trzeba dostosować do konkretnych potrzeb. Mówiąc o zabezpieczeniach, trzeba pamiętać, że mają one zarówno chronić interesy producenta, jak i nie ograniczać prawa nabywców” - konkluduje pracownik BIU. – „Innym aspektem tego zagadnienia jest to, że zawsze będą istnieć ludzie zarabiający spore pieniądze na piractwie, bez względu na to, jakimi środkami chroni się dane medium".

Nie taki diabeł straszny

Pozaprawne, techniczne regulacje z pewnością nie rozwiążą problemu piractwa, gdyż na dłuższą metę okażą się niezbyt skuteczne. Wysokość strat, na jakie narażone są koncerny muzyczne, jest niebotyczna, ale - zaznaczmy - w skali światowej. W Polsce, jak szacuje Piotr Maćkowiak z Sony Music Polska, straty poniesione przez wytwórnie za sprawą darmowego, nie kontrolowanego przepływu plików muzycznych są minimalne. "Prawdziwą plagą na naszym rynku jest zwykłe piractwo, które pochłania kolosalne sumy” - podkreśla dyrektor marketingu wytwórni Sony Music. – „Obecnie stanowi to około 40% całego rynku. Każdego dnia na koronie stadionu X-lecia można zakupić wszystkie topowe tytuły. I to jest prawdziwy problem. MP3 to na razie przysłowiowe ziarnko piasku".

Jednak to ziarnko piasku ma szansę, by stać się prawdziwym kamieniem milowym w tworzeniu nowego rodzaju dystrybucji muzyki. EMI Music jako pierwsza wytwórnia planuje uruchomienie sprzedaży plików muzycznych przez Internet. Krzysztof Kaleta komentuje, że około 20% muzyki dystrybuowanej w 2005 r. zostanie sprzedane jako pliki przez Internet. "Jeśli dostęp do sieci będzie się poszerzał, polepszą się łącza, sprzęt będzie tańszy,to tym samym i medium będzie coraz silniejsze” – zaznacza Piotr Maćkowiak.