Mazowieckie: dane prokuratury na pendrive'ie. A pendrive na ulicy

Pewien 40-latek, idąc jedną z ulic podwarszawskiego Komorowa, znalazł na chodniku przenośną pamięć USB. Pendrive'a zabrał ze sobą do domu, osuszył i włożył do portu USB komputera - wtedy okazało się, że w jego posiadaniu znalazło się niecodzienne znalezisko: ponad cztery tysiące dokumentów pochodzących ze śledztw trzech prokuratur, zawierające personalia, informacje o stanie zdrowia i statusie majątkowym osób podejrzanych i oskarżanych o różne przestępstwa. O sprawie informuje serwis gazeta.pl.

Zbiór akt skopiowany na pendrive'a to historia śledztw z lat 2004 - 2007 prowadzonych przez trzy prokuratury: w Pruszkowie, Rzeszowie i Warszawie w różnych sprawach, w tym o spowodowanie wypadku drogowego pod wpływem alkoholu, wyłudzenia, rozboje i oszustwa. Oprócz tak oczywistych danych, jak personalia oskarżonych bądź podejrzewanych o popełnienie czynów zabronionych, są tam m.in. dane o ich stanie majątkowym czy kondycji umysłowej, jak również dokumenty towarzyszące postępowaniu prokuratorskiemu, m.in. wnioski o powołanie biegłych czy o wydanie billingów telefonicznych.

Co gorsza, jedynie część (i to niewielka) plików była zabezpieczona hasłem. Znalazca zaniósł cenny nośnik do redakcji Gazety Wyborczej. Jej dziennikarze ustalili, że zapisany tam zbiór akt uporządkowano w foldery "oznaczone imionami prokuratorów" - świadczą o tym nagłówki lub podpisy pod dokumentami - m.in. "dominik" czy "edyta". Na pendrive'ie znalazły się także dokumenty ilustrujące przebieg karier zaangażowanych w śledztwa prokuratorów (mowa o ocenach, jakim poddawani są początkujący w tym fachu - asesorzy).

Z nieoficjalnych informacji, uzyskanych przez radio TOK FM wynika, że właścicielem nośnika jest pewien prokurator z prokuratury rejonowej w Pruszkowie. Miał on już złożyć doniesienie o kradzieży klucza - gdyż jego zdaniem sprzęt został mu skradziony, a nie zgubiony przez niego.