Microsoft nie taki zły

W rozprawie apelacyjnej w antymonopolowym procesie przeciwko Microsoft, jak na razie przewagę uzyskali prawnicy giganta z Redmond.

Wczoraj rozpoczęły się kolejne przesłuchania stron w procesie antymonopolowym wytoczonym firmie Microsoft przez amerykański Departament Sprawiedliwości. W czasie dwudniowych wystąpień przed Sądem Apelacyjnym zarówno przedstawiciele pozwanego jak i strony rządowej mają możliwość przedstawienia swoich argumentów dotyczących zasadności oskarżeń o stosowanie przez firmę praktyk monopolistycznych.

Podczas pierwszego dnia przesłuchań szczególnie bacznie przyglądano się kwestii postawy Microsoft wobec konkurencyjnej firmy Netscape. Richard Urowsky, przedstawiciel giganta z Redmond powiedział, iż Microsoft nigdy nie stosował nieuczciwych praktyk wobec swojego konkurenta, i nigdy w żaden sposób nie ograniczał rynkowej dystrybucji Netscape. "Zarzut" odnośnie oferowania przeglądarki Internet Explorer wraz z systemem operacyjnym, prawnik Microsoft argumentował chęcią podniesienia atrakcyjności systemu Windows w oczach użytkowników, co nie może być uznane za działania niezgodne z prawem. Urowsky przypomniał sędziom, iż w samym roku 1998, z Internetu pobrano blisko 60 milionów kopii przeglądarki Netscape Navigator.

Ku pewnemu zaskoczeniu strony rządowej, część składu sędziowskiego była przychylna argumentom firmy Microsoft, a niektórzy z nich otwarcie podważali zasadność przynajmniej części oskarżeń na których opierał się wyrok skazujący wydany przez sąd niższej instancji. Fakt ten nie oznacza automatycznego rozwiązania sprawy po myśli Microsoft. W dalszej części posiedzenia Sąd Apelacyjny dokładnie rozważy zasadność wyroku wydanego przez Thomasa Penfielda Jacksona oraz związanych z nim następstw dla firmy Microsoft.