Muiltiplayer bez single - dzieło bez błysku?

Muiltiplayer bez single - dzieło bez błysku?

W Counter-Strike, nikt nie zaprząta sobie myśli pochodzeniem konfliktu.

Najbardziej popularnym przykładem gier bez fabuły, posiadających jednak świetny multiplayer, jest prawdopodobnie Counter-Strike. Nie mówię, że CS nie jest wart paru godzin spędzonych na grze w niego. Zdarzało się, że sam nie mogłem się od niego oderwać przez dłuższy czas. Bądźmy jednak szczerzy: kto z grających kiedykolwiek zastanawiał się co stanie się z bohaterem, którym gra? Albo dlaczego jedna ekipa jest z drugą w konflikcie? Czy wiedza dlaczego terroryści chcą podłożyć bombę pod punkt A czy B zmieniłaby grę w jakiś znaczący sposób? Nie, ale dałaby graczom bardziej przekonujący powód do opowiedzenia się po jednej ze stron i udzielenia pomocy w podkładaniu bomby, bądź też zapobieżeniu temu.

Teraz, by wszystko było jasne: nie wierzę, że każdy shooter potrzebuje kampanii single player czy jakiegokolwiek bardziej wymagającego powodu niż "strzelanie do drugiego gościa". Nie jest też tak, że w jakiś sposób aktywnie myślę o konflikcie pomiędzy UNSC a Covenant, kiedy gram w Slayer. Jednak wiedza, że taki konflikt istnieje jak również skąd pochodzi imożliwia mi w pewnym sensie dużo pełniejsze odczuwanie gry. W taki subtelny, jednak ważny sposób, uzupełnia całokształt obrazu.

Muiltiplayer bez single - dzieło bez błysku?

Jerry Seinfeld - amerykański komik - zastosował kiedyś podobne porównanie do boksu. Powiedział, że nie widzi sensu, by dwóch gości okładało się pięściami na ringu, zupełnie bez powodu. Wymyślił więc, by nadać więcej sensu temu sportowi: zawodnicy powinni jeździć dookoła ringu samochodami, aż do momentu kiedy zdarzy im się stłuczka. Wtedy będą mieli powód do nienawiści. Może nie jest to stuprocentowy przykład, jednak zasada pozostaje zachowana: po prostu posiadanie powodu dlaczego jedna strona usiłuje pozbawić życia drugą, może zmienić normalne doświadczenia z gry w całkowicie nadzwyczajne.

Wydaje się, że jest to jeszcze ważniejsze w przypadku gier online, gdzie nie widać przeciwko komu walczysz. Każdy w jakiś sposób odgrywa swojego bohatera i nie poznasz tak naprawdę swojego przeciwnika, dopóki nie będziesz znał fabuły gry. To ona wyjaśni Ci dlaczego powinieneś zabić tego żołnierza/ potwora / obcego / kogokolwiek i dlaczego on chce odstrzelić Ciebie. A tego typu informacje spływają właśnie z kampanii trybu single player.

Możesz zatem klasyfikować tryb offline gry, jako "nudny" czy też "zbędny" na własną szkodę. Nie tylko zlekceważysz pracę deweloperów, którzy poświęcili setki godzin na "wykucie" historii właśnie dla Ciebie. Co więcej, sam okradniesz się z możliwości posiadania informacji, które pozwolą Ci zastanowić się chwilkę nad losem cyfrowych wojowników. Najlepiej będzie zatem poświęcić nieco czasu na odkrycie gry i jej wszechświata. Dopiero potem wskoczyć w multiplayer - wspomoże to znacząco odczucia płynące z grania w trybie dla wielu graczy.

Autor: Tae K. Kim

Tłumaczenie: Maciej Merkułowski