Multimilioner z wyboru


Dobroczynność z biznesowym zacięciem

Bannatyne słynie też ze swojego zaangażowania w działalność organizacji charytatywnych. Wspiera UNICEF i szkocką organizację Scottish International Relief, z którą prowadził kilka projektów w Rumunii i Kolumbii. W zeszłym roku założył własną fundację Bannatyne Charitable Foundation, którą zasilił na początek kwotą 1 mln funtów. Kiedy w tym roku zapytano go, czy zajmuje się działalnością dobroczynną z poczucia winy, że posiada tyle bogactwa, odparł zdenerwowany, że wcale nie czuje się winny, a jego zaangażowanie to nie "oddawanie tego, co wziął". "Nic od nikogo nie wziąłem - stanowczo zaznaczał - mogę pomóc, więc pomagam".

Jego działalność charytatywna często połączona jest z krzewieniem idei przedsiębiorczości. W 2008 r. Bannatyne realizował projekt pomocy Etiopii, który zakładał zaopatrzenie lokalnej ludności w nasiona i narzędzia oraz nauczenie mieszkańców tego, jak samemu uprawiać warzywa i owoce. Bannatyne był pod wrażeniem zwłaszcza jednej Etiopki, która nie tylko potrafiła w ten sposób wyżywić siebie i rodzinę, ale zarobić, sprzedając nadmiar plonów. To właśnie jej biznesmen wręczył nagrodę przedsiębiorcy roku.

Po godzinach

Z jednym z biznesów Bannatyne’a wiąże się ważny moment w jego życiu osobistym, bo to właśnie dyrektorka jednego z domów seniora założonych przez biznesmena została jego drugą żoną. Bannatyne oświadczył się Joanne McCue na początku 2006, a pod koniec roku z wielką pompą odbył się ślub. Rodzina powiększyła się o dwójkę dzieci i... kilka domów. Ostatnim nabytkiem Bannantyne’ów jest willa na francuskiej Riwierze warta kilka milionów funtów, gdzie biznesmen spędza długie wakacje z dziećmi i oddaje się pisaniu książek. Pierwsza z nich zatytułowana "How to Be Smart with Your Money" (Jak rozważnie zarządzać swoimi pieniędzmi) wydana została w kwietniu tego roku, a kolejna "Wake Up and Change Your Life" (Obudź się i zmień swoje życie) kilka miesięcy później. Z willi z Riwiery biznesmen w cztery godziny potrafi dotrzeć do swojego brytyjskiego domu w Tyneside bądź do mieszkania w centralnej i znanej dzielnicy Londynu - Covent Garden.

Bannatyne jest pewny, że nigdy nie byłby w stanie wydać pieniędzy, które zgromadził. Zresztą mówi, że więcej ich nie potrzebuje, ale skoro podoba mu się to, co robi, to pewnie będzie je wciąż pomnażał.