"Nauczycielka porno" jednak niewinna

Po blisko czterech latach, ugodą zakończyła się sprawa 41-letniej nauczycielki, której komputer zaczął niespodziewanie wyświetlać reklamy porno podczas lekcji w jednej z amerykańskich szkół.

Komputer sprawił całej klasie niespodziankę, wyświetlając podczas lekcji reklamy porno. Winą za to sąd obarczył Julie Amero, nauczycielkę z Connecticut. Nikt nie pofatygował się o sprawdzenie, czy szkolny komputer zawierał niechciane oprogramowanie.

Julie Amero postawiono w sumie dziewięć zarzutów. W styczniu 2007 roku Amera została uznana za winną czterech zarzutów, za co mogło jej grozić nawet 40 lat więzienia. Oskarżenie wnosząc pozew, nie zwróciło jednak uwagi na zabezpieczenia szkolnych komputerów. Dopiero po upływie czterech lat niedopatrzenie prokuratury stało się przyczyną odrzucenia wyroku.

Jako, że prokuratura zaniedbała sprawdzenia komputera pod względem obecności złośliwego oprogramowania, sędzia ostatecznie odrzucił werdykt. Warto tutaj zaznaczyć, że to właśnie owo złośliwe oprogramowanie, zainstalowane bez wiedzy użytkownika, mogło być odpowiedzialne za wydarzenie. Specjaliści do spraw bezpieczeństwa komputerowego oczywiście natychmiast skrytykowali niewiedzę wykazaną przez ekspertów powołanych przez prokuraturę.

Proces Amero nie był pierwszym, który obnażył ignorancję prokuratury i sądu w tym zakresie. W 2002 roku, 29 letni administrator sieci został oskarżony o nieuprawniony dostęp do serwerów e-mail firmy Tornado i nadużycie uprawnień. Wina pana McDanela polegała na tym, że wysłał on blisko 5600 maili do użytkowników, informując ich o luce w zabezpieczeniach w serwisie Tornado, które pozwalały na nieuprawniony dostęp do prywatnych wiadomości. Prokuratura w końcu przyznała się do błędu, ale stało się to po 16 miesiącach, które McDanel przesiedział w więzieniu.