Niezbędnik posiadacza Pocket PC: wardriving, Total Commander za darmo i dużo, dużo więcej

Komputerki PDA (Portable Digital Assistant) to niemal idealni towarzysze podróży i zabawy. Są lekkie, dużo lżejsze niż standardowe notebooki - ważą do 300 gramów. To prawda, że mają mniejsze ekrany i pracują w niskich rozdzielczościach - najczęściej 320x240, niekiedy 240x240, bardzo rzadko 640x480. To prawda, że kosztują nierzadko niewiele mniej niż "prawdziwe" komputery przenośne. Ale trzeba im przyznać, że mają w sobie to "coś": przydadzą się podczas wardrivingu, uprzyjemnią bardzo długą podróż, pozwolą na błyskawiczne odpisanie na e-maile. Oczywiście o ile tylko nie zapomnimy o wyposażeniu ich w odpowiednie narzędzia...

Pocket PC to, zgodnie z nazwą - wymyśloną zresztą przez Microsoft - kieszonkowy komputer napędzany systemem Windows CE. Kiedy urządzenia tego typu pojawiały się na rynku, w kręgach zwolenników PDA pojawiło się nawet stwierdzenie, że o ile o urządzeniach Palm mówi się zwykle o tym, co przede wszystkim potrafią one zrobić, o tyle w Pocket PC opowiada się raczej o tym, czego zrobić jeszcze nie potrafią w porównaniu do standardowych stacji roboczych.

Nic dziwnego. Windows CE jest odgałęzieniem linii NT4/2000/XP i jego pierwsze wersje nie dość, że były bardzo niedopracowane, to miały olbrzymie wymagania sprzętowe - procesor taktowany zegarem kilkudziesięciu megaherców i kilka megabajtów pamięci to było absolutne minimum. Posiadacze Palmów kpili z nich, Microsoft jednak uważnie obserwował konkurencję i błyskawicznie robił postępy. System giganta z Redmond miał olbrzymie wymagania sprzętowe - dziś wymaga zwykle przynajmniej kilkunastu megabajtów pamięci i procesora 200-400 MHz - jednak to właśnie dzięki niemu PDA stały się nie tylko ulepszonymi terminarzami, ale służą też jako maszyny do oglądania filmów, słuchania muzyki, robienia zdjęć czy... rozmawiania za pomocą Skype.

Zdjęcie Giewontu zrobione aparatem wbudowanym w Pocket PC - bez rewelacji, ale i bez poważnych uchybień

Zdjęcie Giewontu zrobione aparatem wbudowanym w Pocket PC - bez rewelacji, ale i bez poważnych uchybień

Dość jednak peanów - czas pokaże, czy Windows Mobile/CE ugnie się pod naporem Linuksa, czy może zniknie z rynku ze względu na niski popyt na PDA. Przejdźmy do naciekawszego, tj. do oprogramowania.

Coś dla wardrivera

Kiedy jeździliśmy po Warszawie z notebookiem i kartą Wi-Fi, narzekaliśmy na plączące się kable i niespodziewane awarie sprzętu (patrz artykuł: "Wardriving dla każdego"). Nasz dysk twardy ucierpiał wtedy podczas szybkiego przejazdu po wertepach, a GPS gubił czasem sygnał. Gdybyśmy już wtedy zdecydowali się na Pocket PC, moglibyśmy nie tylko obniżyć koszty wycieczki - PDA można ukryć w plecaku, co jest raczej niewykonalne z włączonym komputerem - ale też przestać martwić się o wariujący kursor myszki i wypinające się kable.

Z pomocą przyszedłby nam miniStumbler, klon NetStumblera. Jego funkcjonalność jest niemal identyczna, jak w przypadku starszego brata, a pracuje się z nim chyba nawet odrobinę wygodniej. O ile tylko nasz Pocket PC ma chipset Prism lub Atheros, co ostatnio, niestety, coraz rzadziej się zdarza.