Okiem predatora

Lato w pełni. Siedzisz wygodnie, słońce praży, notebook grzeje cię w uda, a ty leniwie serfujesz w Internecie. Mija jedna godzina, druga, wreszcie - pora na posiłek, odkładasz laptop i... Niemożliwe, twoje nogi są poparzone!


Lato w pełni. Siedzisz wygodnie, słońce praży, notebook grzeje cię w uda, a ty leniwie serfujesz w Internecie. Mija jedna godzina, druga, wreszcie - pora na posiłek, odkładasz laptop i... Niemożliwe, twoje nogi są poparzone!

Okiem predatora

Autor tekstu w świetle widzialnym i podczerwieni przy pracującym notebooku. Łatwo zauważyć, że ubranie chroni przed ucieczką ciepła, a twarz jest cieplejsza niż grzbiety dłoni.

Kiedy dotkniesz swojego policzka, poczujesz, że jest ciepły, tak samo jak ręka, noga, plecy, czoło. Zachodzące w naszym organizmie procesy przemiany materii i energii powodują wydzielanie się ciepła i ogrzewanie wszystkich komórek ciała. Z lekcji biologii pamiętasz z pewnością, że średnia temperatura człowieka to 36,6 stopni Celsjusza. Jednak, jak wiesz z doświadczenia, niektóre obszary ciała bywają chłodniejsze (np. dłonie czy koniuszek nosa), inne - cieplejsze (np. twarz stanowiąca "chłodnicę" dla mózgu).

Również pracujący notebook wydziela ciepło, które częściowo wydalane jest z tłoczonym przez zakamarki obudowy powietrzem, a częściowo ucieka w postaci promieniowania podczerwonego. To ostatnie łatwo zbadać miernikiem, którym może być termometr, palec czy wreszcie kamera termowizyjna, potrafiąca "zobaczyć" fale spoza zakresu widzialnego i uwiecznić je na kolorowym schemacie.

Sprzęt

Okiem predatora

ThinkPad R50e w świetle widzialnym i w podczerwieni. Uruchomiony "Unreal" spowodował natychmiastowe podgrzanie komputera. Uwagę zwraca elektronika sterująca LCD.

W badaniu wykorzystaliśmy kamerę ThermaCAM P65, potrafiącą robić zdjęcia w rozdzielczości 640x480 pikseli (światło widzialne) i 320x240 (podczerwień). W porównaniu do przeciętnego aparatu cyfrowego czy nawet telefonu komórkowego z aparatem to bardzo mało, jednak jak na kamerę termowizyjną jest sporym osiągnięciem. Cena tego modelu to kilkadziesiąt tysięcy euro; najtańsze urządzenia, kosztujące 10-20 tysięcy złotych, osiągają rozdzielczość 160x120 pikseli, ale wytwarzane przez nie obrazy nie nadają się do druku.

Oprócz kamery w badaniu udział wzięły dwa notebooki autora: IBM ThinkPad R50e (Celeron M 360, 1,6 GHz, 512 MB pamięci RAM) oraz Apple MacBook (Core Duo T2500, 2 GHz, 2 GB pamięci RAM). Ten pierwszy należy do najchłodniejszych laptopów, z jakimi mieliśmy do czynienia. Drugi uważany jest powszechnie za "piecyk", głównie za sprawą dużej liczby wydajnych podzespołów upakowanych w niewielkiej obudowie.

Okiem predatora

Za sprawą pobierającego więcej mocy procesora MacBook rozgrzał się szybciej i mocniej.

Aby mocno obciążyć komputery, włączyliśmy grę "Unreal" w domyślnej rozdzielczości ekranu LCD (IBM R50e - 1024x768, MacBook - 1280x1024), naturalnie ze wspomaganiem sprzętowym. W pierwotnych założeniach planowaliśmy również uruchomienie defragmentacji twardego dysku, uznaliśmy jednak, że miałoby to niewiele wspólnego z realnymi zastosowaniami. Obydwie maszyny stały na stole (płyta wiórowa), średnia temperatura otoczenia wynosiła 20 stopni Celsjusza.

Widok z przodu

Badanie zaczęliśmy od ThinkPada: po 15 minutach zamontowany w nim wentylator pracował na pełnych obrotach. Nad i pod ekranem uwidoczniły się lampy podświetlające ekran LCD, w dodatku na dole matrycy bardzo rozgrzała się elektronika sterująca obrazem. Temperatura obudowy w tym miejscu osiągnęła 30 stopni.

Okiem predatora

Obudowa ma 30 stopni, radiator już parzy. Dotykanie go gołymi rękami podczas pracy komputera nie jest rozsądne.

Interesująco prezentuje się klawiatura: po prawej stronie, gdzie pudło laptopa jest raczej puste (większą jego część zajmuje napęd DVD, w którym nie umieszczaliśmy żadnego nośnika) temperatura jest niewiele wyższa od panującej wokół. Natomiast tam, gdzie zamontowano procesor i chipset z radiatorami, obudowa stała się wyraźnie cieplejsza. Najgorętsze było miejsce, w którym znajduje się wylot powietrza - z wierzchu rozgrzało się do ok. 30 stopni.

Warto zwrócić uwagę na ślad na stole w kształcie płomienia. Wydmuchiwane z komputera powietrze błyskawicznie ogrzało blat do 25-28 stopni. Wiemy już, gdzie nie powinniśmy kłaść lodów ani stawiać szklanki z napojami, jeśli mają pozostać chłodne.

W porównaniu do ThinkPada, MacBook okazał się prawdziwym kaloryferem. Być może, jedną z przyczyn tego stanu rzeczy są wyloty powietrza: Apple musiało wkomponować je w dosyć cienką obudowę, dlatego są znacznie niższe i w dodatku gęściej ożebrowane. Efekt jest zauważalny przy bardzo dużym obciążeniu. W dodatku przy samym procesorze znajdują się raczej niewielkie otwory, co powoduje potrzebę odprowadzenia większej ilości ciepła bezpośrednio przez obudowę.

Okiem predatora

Tył MacBooka. Jabłuszka nie widać, dziwne punkty ciepła - owszem. Nie wszystkie potrafiliśmy zidentyfikować.

Jeśli spojrzysz na zdjęcie, zauważysz, że w MacBooku oprócz świetlówek bardzo wyraźnie zaznaczyło się miejsce, gdzie zamontowano procesor i chipset. W R50e maksymalna temperatura górnej części obudowy wyniosła 32 stopnie, w tym samym czasie MacBook rozgrzał się do 44 stopni. Widać jednak, że firma z Cupertino starała się możliwie najlepiej wyprofilować kanał powietrzny: przegroda zaczynająca się od klawiszy funkcyjnych i biegnąca przez litery QWSDFG kieruje gorące powietrze do otworów wentylacyjnych umieszczonych tuż obok matrycy (a nie z boku, jak w innych notebookach). W skrajnych wypadkach powoduje wypychanie go przez szczeliny w klawiaturze i gniazdkach znajdujących się z boku obudowy.

Okiem predatora

ThinkPad od tyłu. Jego temperatura niewiele różni się od temperatury otoczenia.

Oglądając dokładniej fotografię umieszczoną na płycie, zauważysz w tle coś jeszcze: uruchomiona kamera wideo (Sony DCR-HC47) stojąca na statywie jest wyraźnie cieplejsza od otoczenia. Cieplejszy (granatowy) jest także uchwyt statywu, który autor trzymał w dłoni.

Wnętrze

Ponieważ budowa MacBooka nie pozwala na zerknięcie do jego środka, temperaturę radiatora zbadaliśmy tylko w ThinkPadzie. Szybko okazało się, że choć obudowa ma 30 stopni, radiator na procesorze rozgrzał się już do 40. Z jednej strony, to dobrze, że IBM/Lenovo zdecydowało się na odizolowanie go od obudowy - nie ma niebezpieczeństwa poparzenia. Z drugiej strony, tym większe wyzwanie przed wentylatorem, który musi przetłoczyć przez wnętrze notebooka wystarczającą ilość powietrza do schłodzenia pracującego CPU.