Pięć dowodów na wyższość Bad Company 2 nad Modern Warfare 2

"Modern Warfare 2? Sorry, ale po kilku dniach z Bad Company 2 nie mam ochoty tego włączać..." - usłyszałem na Skype od znajomego, kiedy zapytałem go, czy nie chciałby rozegrać kilku rund w tytuł ze stajni Infinity Ward. Skąd ta reakcja? Przedstawiamy 5 powodów dlaczego Bad Company 2 niszczy Modern Warfare 2. Artykuł wyjaśnia wiele wątpliwości.

1. Dedykowane serwery

Kiedy miesiąc przed premierą Modern Warfare 2 twórcy jak gdyby nigdy nic ogłosili, że wersja PC nie będzie miała dedykowanych serwerów, w Internecie zawrzało. Dziesiątki tysięcy potencjalnych graczy podpisywało petycje i żaliło się na forach oraz portalach społecznościowych. Twórcy pozostali jednak niewzruszeni i opublikowali grę bez serwerów dedykowanych.

Decyzja osłabiła społeczność graczy i utrudniła klanowe rozgrywki. Fakt, że jeden losowo wybrany gracz jest hostem w pojedynku czyni pojedynek niesprawiedliwym i podatnym na lagi. Po miesiącach od premiery gracze co prawda przyzwyczaili się do systemu skonstruowanego przez Infinity Ward, ale to wciąż nie to samo, co korzystanie z ulubionych serwerów, gdzie można spotkać swoich znajomych.

Wyższość serwerów dedykowanych nad rozwiązaniem z Modern Warfare 2 można szczególnie odczuć, gdy odświeży się listę hostów w Bad Company 2. Już po kilku dniach znalazłem faworytów z odpowiednimi ustawieniami i adminem dbającym o poziom gry oraz zachowanie uczestników. Dopiero wtedy na powrót wyobraziłem sobie o ile lepszą grą byłby Modern Warfare 2, gdyby Infinity Ward nie chciało oszczędzać na pecetowcach...

2. Atmosfera wojny

Klimat niewielkich map Modern Warfare 2 i sposób punktowania prowokuje graczy do ciągłego biegania i strzelania gdzie popadnie. Tylko killstreaki mogą zachęcić uczestników do oszczędzania swojego życia. Dla większości to zdecydowanie za mało, więc rozgrywka bardziej przypomina Quake’a niż realistyczne pole walki.

Bad Company 2 to zupełnie inna historia. Wielkie mapy, opancerzone pojazdy i śmigłowce, czyhający na ruch wroga snajperzy i świadomość, że każda nasza śmierć ma znaczenie, nie prowokuje do zbytniego wychylania się. Bardzo dobra grafika i fantastyczny dźwięk potęgują uczucie przytłoczenia sytuacją. Nic nie przebije świstu snajperskiego pocisku przelatującego koło głowy gdy staramy się dobiec do kolejnego schronienia i próby znalezienia jego pozycji, szczególnie gdy robimy to pod słońce. Gdy dodać do tego coraz bardziej zniszczone budynki, dziury po ataku moździerzy i ciągłe krzyki i komendy naszych i wrogich jednostek atmosfera wojny staje się bardzo realistyczna.

W Bad Company 2, tak jak na wojnie, nie ma bohaterów. Są tylko żołnierze, którzy niepotrzebnie zginęli.

3. Pojazdy for the win!

Jedną z rzeczy, której najbardziej brakowało mi w trybie wieloosobowym Modern Warfare 2, były pojazdy. Silnik na jakim stworzona została gra, w pełni umożliwiał zastosowanie ich w trybie wieloosobowym - co twórcy udowodnili w trybie kampanii oraz SpecOps. Oczywiście wymagałoby to modyfikacji obecnych map, ale na pewno dodałoby smaczku rozgrywce, tak jak dzieje się to w przypadku Bad Company 2.

Jeden dobrze ustawiony czołg ze wsparciem technicznym w postaci inżyniera potrafi odmienić losy bitwy. Doświadczony pilot umiejętnie unikający pocisków wroga może siać spustoszenie nawet przez cały przebieg rozgrywki. Piekielnie szybkie quady i skutery wodne mogące pomieścić kierowcę i drugiego żołnierza umożliwiają wykonanie efektywnych (i efektownych!) akcji dywersyjnych na tyłach wroga. Transporter opancerzony z pełną czteroosobową załogą jest praktycznie nie do zatrzymania, o ile kierowca będzie pilnował by tył pojazdu nie był zagrożony i by zawsze można się było szybko wycofać w bezpieczne miejsce.

Pojazdy dodają tej grze drugie tyle grywalności. Niektóre mapy są wręcz stworzone dla maszyn bojowych. Ich przedwczesna utrata oznacza wtedy zazwyczaj duże problemy z przesunięciem frontu na swoją korzyść.

4. Destrukcja 2.0

Niszczenie terenu i budynków to kolejny smaczek w Bad Company 2, który powoduje szybsze bicie serca. W grze nie można się schować - tu nie ma standardowego "bezpiecznego miejsca". Ściana budynku, za którą skryliśmy się by przeładować broń, w każdej chwili może zniknąć przez celny strzał z czołgu lub wyrzutni pocisków przeciwpancernych. Drewniane deski płotu nie zapewnią żadnej ochrony nawet przed zwykłym pistoletem. Atak moździerzowy już na zawsze zostawi pamiątkę w postaci lejów na powierzchni, utrudniających poruszanie się pojazdów. Nawet betonowy lub stalowy filar ostrzeliwanego domu w końcu nie wytrzyma obciążeń i zawali się grzebiąc wszystkich żołnierzy, którym nie udało się uciec.

Destrukcja otoczenia nie tylko ożywia bitwę, którą toczymy. Powoduje także, że i tak rozległe mapy mogą za każdym razem wyglądać inaczej. Tylko na samym początku wszystko wygląda tak identycznie. W zależności od rozwoju wydarzeń zupełnie inne miejsca gry mogą być niszczone co powoduje, że nawet po wielokrotnych pobytach na tej samej mapie gracz nigdy nie może poruszać się "na pamięć". Po prostu ulubione miejsca do prowadzenia ostrzału mogą tym razem już nie istnieć.

5. Oscarowy dźwięk

Nie wiem jak Electronic Arts to robi, ale efekty audio w większości ich produkcji są zawsze na najwyższym poziomie. W Bad Company 2 twórcy przeszli jednak samych siebie i stworzyli dźwięk na miarę hollywoodzkiej produkcji.

Odgłosy wystrzałów, biegania w stroju wojskowym, dźwięk uderzającego o siebie wyposażenia podczas biegania i ciężkich pocisków wyrzucanych z luf pojazdów to tylko początek z wielu zalet. Niedaleki wybuch powoduje, że w słuchawkach jedynym dźwiękiem staje się dudnienie i pisk, a padające niedaleko głowy naszego bohatera strzały z broni snajperskiej i krótkiej są aż nieznośnie realistyczne.

Jakby tego było mało twórcy gry stworzyli specjalny tryb dla dźwięku nazwany Taśmy Wojenne. Wymaga on więcej zasobów systemowych, ale jest tego warty! Dźwięk w grze w tym trybie jest po prostu nie do opisania.

Autor: Maciej Kluk

Screeny, redakcja: Dominik Błaszczykiewicz