Piraci na pokładzie DVD


Czy zastanawialiście się, dlaczego pirackie oprogramowanie i gry dystrybutorów zza wschodniej granicy cieszą się takim powodzeniem? Nie chodzi tylko o cenę. W znacznej mierze jest to efekt działań marketingowych. Zdarzało się bowiem, że gry w wersji spolszczonej pojawiały się za sprawą rosyjskich piratów, nawet jeżeli jakakolwiek regionalizacja nie była przewidziana przez legalnego dystrybutora. Polonizacja była nieudolna, wywoływała dreszcze wśród purystów językowych - ale była. Ten sam mechanizm zadziała w przypadku DVD. Dodanie polskich napisów do filmu wymaga przede wszystkim sprzętu nieco bardziej zaawansowanego niż kopiarka CD-ROM-ów, nie stanowi to jednak żadnej przeszkody dla nad podziw dobrze zorganizowanych rosyjskich piratów.

Kiedy powielanie filmów na DVD staje się zbyt kłopotliwe, piraci idą na skróty. Przy użyciu magnetowidu, komputera z kartą wideo, odpowiedniego oprogramowania i napędu DVD-RAM mogą skopiować każdy film VHS na DVD. Tak "spiratowany" film nawet na dysku DVD nie będzie zbytnio odbiegał jakością od tego, co zapewnia format VHS. O tym, że film kupiony na giełdzie czy bazarze, jest wtórnie digitalizowany, przekonamy się dopiero w domu. Co gorsza, piraci raczej nie przyjmują reklamacji.

Skopiowany i zregionalizowany film wędruje do małej fabryczki, gdzie co godzina światło dzienne opuszcza kilkaset krążków DVD. Przygotowane przez grafików okładki drukowane są na papierze tylko nieznacznie ustępującym jakością oryginałowi. Tak przygotowany dysk wędruje w kraciastych torbach handlarzy na "Największy Bazar Nowoczesnej Europy" i dziesiątki mniejszych targowisk.

Można mieć pewność, że obraz piractwa DVD za kilka lat diametralnie się odmieni. Gdy stanieje sprzęt i zwiększy się popularność nowej technologii, nielegalnie kopiowane krążki z cyfrowymi filmami na dobre zapanują na giełdach i w Internecie. Dziś na jednym z bezpłatnych serwisów WWW, obok całej gamy programów i gier na CD można znaleźć DVD "Batman i Robin" i "Marsjanie atakują" za 75 zł czy "Jumanji" za 121 zł, czyli tyle, ile żąda legalny dystrybutor.

Zabezpieczenia

Entuzjaści magnetowidów VHS zapewne zetknęli się z technologią Macrovision. System, pierwotnie zaprojektowany jako zabezpieczenie kaset wideo, teraz znajduje zastosowanie w DVD. Umieszczony na płycie głównej stacjonarnego odtwarzacza układ scalony kontroluje, czy film na DVD może być skonwertowany do postaci analogowej i nagrany na kasetę VHS. Próba kopiowania zabezpieczonych tą metodą dysków daje zamiast czystego obrazu męczące dla oczu migotanie. Chociaż większość wydawanych obecnie płyt DVD wykorzystuje technologię Macrovision, dla piratów nie jest to bariera nie do pokonania. Internet pełen jest bowiem porad, jak bezpiecznie pozbyć się kontrolującego całość układu. Procedura zbliżona jest do odblokowywania odtwarzaczy tak, by można było oglądać filmy ze wszystkich stref.

Użytkownik komputerowego czytnika DVD, który zdecyduje się na usunięcie ze swojego sprzętu zabezpieczeń Macrovision, może poprzestać na rozwiązaniu software'owym. Wiele cracków zdejmujących kodowanie regionalne odbezpiecza też ten rodzaj ochrony filmów. Z kolei usunięcie zabezpieczeń Macrovision z odtwarzacza stacjonarnego wiąże się z drobną modyfikacją sprzętową za pomocą lutownicy, a to już oczywiście pozostaje dla osób choć trochę orientujących się w elektronice.

Cyfrowym odpowiednikiem Macrovision, wymyślonym specjalnie dla DVD, jest system Contents Scramble System (CSS). Metodę tę opracowano na zamówienie Forum DVD. CSS działa na podobnej zasadzie, jak systemy stosowane do kodowania płatnej telewizji - VideoCrypt czy EuroCrypt. Do wykorzystywanych w technologii DVD plików *.vob dodawany jest cyfrowy znak wodny. Tylko licencjonowane odtwarzacze z odpowiednim układem są w stanie odczytać dysk z CSS. Jakiekolwiek kopiowanie z dysku na dysk jest niemożliwe - obraz wideo na zakodowanej płycie jest "poszatkowany". Gdy chcemy obejrzeć film, chip CSS składa wszystko w płynny obraz. Próby "piratowania" tak zabezpieczonego materiału skazane są na niepowodzenie.

Można przypuszczać, że CSS upowszechni się, zanim piraci na dobre przestawią zwrotnicę z CD na DVD, tym bardziej że jak dotąd zabezpieczenie to wciąż stanowi wyzwanie dla hakerów DVD. Oczywiście, i tu rozwiązaniem jest lutownica, choć jest prawdopodobne, że zmodyfikowany tym sposobem sprzęt nie będzie odtwarzał tego co powinien albo nie będzie odtwarzał go w ogóle.

Chińskie krzaczki

Inną przeszkodą dla piratów jest konsekwentna regionalizacja filmów na dyskach DVD. Zakładając nawet, że kodowanie strefowe można łatwo obejść, poważną barierą w rozpowszechnianiu nielegalnych kopii filmów na DVD są wersje językowe. Przodujące w piractwie Chiny zapewne będą w stanie zalać Europę tanimi płytkami DVD - tyle, że nawet w amerykańskim filmie aktorzy będą posługiwali się językiem chińskim, menu zaś umożliwi wybór między napisami w dialekcie kantońskim lub szanghajskim. Filmy w wersji angielskiej czy niemieckiej też zapewne nie będą przebojem na naszym rynku. Pirat musiałby więc ograniczyć się do kopiowania filmów wydawanych w Polsce lub samodzielnie dodawać napisy. Jest to jednak zbyt skomplikowane, jak na możliwości 16-latka.

Cyfrowa chińszczyzna

Poważną barierą w rozpowszechnianiu nielegalnych kopii filmów na DVD są wersje językowe. Przodujące w piractwie Chiny będą zapewne w stanie zalać Europę tanimi płytkami DVD, tyle że nawet w amerykańskim filmie aktorzy będą mówili językiem chińskim, menu zaś umożliwi wybór między napisami w dialekcie kantońskim lub szanghajskim. Studio masteringowe nie kosztuje jednak tak wiele, by jego budowa nie dała się wpisać w piracki biznesplan.

Pole do popisu otwiera się przed zorganizowanymi, umiejącymi działać z rozmachem, piratami ze Wschodu. Rosjanie czy Bułgarzy mogą być jednego pewni - polski rynek już niedługo będzie mógł chłonąć w nieograniczonej liczbie dostarczane zza Bugu pirackie wersje oprogramowania i filmów na DVD. Patrząc z tej perspektywy, opłaci się zainwestować w domowe studio masteringowe i regionalizować kopiowane produkty.