"Piractwo (nie)dozwolone" - debata nad odcinaniem użytkowników od Internetu

Uwaga! Niebezpieczeństwo: P2P

Hieronim Wrona zwrócił uwagę na niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą korzystanie z aplikacji peer to peer. Jego zdaniem jedynie ułamek procenta użytkowników komputerów jest w stanie właściwie zabezpieczyć swój komputer przed zagrożeniami sieciowymi. Oznacza to, że instalując u siebie program P2P udostępniamy zawartość całego komputera, a więc np. numery kart kredytowych i hasła, często przechowywane na dysku - ostrzegał dziennikarz. "Oczywiście za chwilę pojawią się głosy, że można się przed tym zabezpieczyć. Tak, można, tylko trzeba wiedzieć jak. Przeciętny użytkownik, taki jak ja, nie jest w stanie tego zrobić" - przekonywał Wrona.

Dziennikarz podkreślił znaczenie działań edukacyjnych w zwalczaniu naruszeń własności intelektualnej. Jak mówił, młodzież nie ma świadomości, że ściągając muzykę z Internetu dokonywane jest jakiekolwiek wykroczenie czy przestępstwo.

Bartłomiej Witucki, rzecznik Business Software Alliance, w nawiązaniu do wypowiedzi poprzednika wyjaśnił, że nazywanie pobierania plików muzycznych z Sieci przestępstwem jest nieuprawnione, ale trudno je zarazem uznać za legalne, narusza bowiem słuszne interesy twórców. Inaczej rzecz wygląda w wypadku programów komputerowych - uzyskanie w nieuprawniony sposób kopii aplikacji jest traktowane tak samo jak kradzież.

Dozwolony użytek to pojęcie często nadużywane, Bartłomiej Witucki podkreślił bowiem, że zgodnie z zapisem w ustawie prawo autorskie dozwolony użytek własny może istnieć tylko w wypadku istnienia egzemplarza, czyli fizycznego nośnika, na którym zapisany został film czy muzyka. "W mojej ocenie nie można mówić o dozwolonym użytku w kontekście plików cyfrowych".

Pokrzywdzony Skarb Państwa

W dyskusji często podkreślano straty (a raczej - utracone korzyści) Skarbu Państwa, ponoszone w wyniku piractwa. Zdaniem Hieronima Wrony, gdyby trzy resorty: kultury, edukacji oraz spraw wewnętrznych, podjęły wspólne, skoordynowane działania, byłyby w stanie zminimalizować szarą strefę.

Dziennikarz określił kwoty, jakie tracą w wyniku piractwa producenci muzyczni mianem zastraszających.

Jacek Murawski, dyrektor generalny Microsoft Polska, tłumaczył skalę piractwa w Polsce naiwną wiarą, że można coś dostać za darmo. Tymczasem w warunkach gospodarki rynkowej, aby powstała własność intelektualna, muszą zostać poniesione inwestycje, zarówno w świecie muzyki, filmu jak i oprogramowania (w wypadku Microsoftu wydatki te wynoszą 10 mld dolarów rocznie). "To, co się dzieje u nas, to dyskwalifikacja naszej gospodarki w sensie budowy społeczeństwa opartego o wiedzę. Nie chcemy chyba, żeby w przyszłości powstawały w Polsce montownie sprzętu elektronicznego i była to podstawa naszej gospodarki" - przekonywał Murawski.

Dyrektor MS Polska podkreślił konieczność stworzenia właściwych warunków powstawania własności intelektualnej, zgłaszania patentów. Przekonanie, że własność intelektualna jest za darmo, nie sprzyja tym planom, gdyż odstrasza potencjalnych inwestorów. "Może to mieć fatalny wpływ na stan naszej gospodarki, gdy stracimy przewagę taniej siły roboczej."