"Piractwo (nie)dozwolone" - debata nad odcinaniem użytkowników od Internetu

Z piractwem nie wygramy

Bartosz Jędrychowski z firmy TransData (operator serwisu hostingowego SendSpace.pl) zwracał uwagę na problemy w zwalczaniu naruszeń własności intelektualnej. Każdy użytkownik Internetu może przesłać dowolny plik i każdy może taki plik odebrać.

Skala zjawiska jest bardzo duża i będzie bardzo ciężko je zredukować. Internet jest bardzo elastyczny i wciąż ewoluuje. Nawet jeśli znajdą się metody ograniczenia piractwa z wykorzystaniem programów P2P czy stron internetowych, to internauci znajdą inne sposoby. Dlatego też blokowanie programów czy serwisów WWW jest problemem drugorzędnym w porównaniu z budowaniem świadomości prawnej internautów.

Według Wituckiego pytanie o genezę tak dużego przyzwolenia społecznego na piractwo w Polsce pozostaje otwarte - zjawiska tego nie tłumaczy przecież trudna historia kraju i brak długoletniej tradycji poszanowania własności (państwa ościenne, Czechy, Słowacja, kraje nadbałtyckie, także zostały doświadczone przez historię, a mimo to skala piractwa jest tam niższa).

Prawnik zwrócił też uwagę na szafowanie hasłami naruszania konstytucyjnych praw dostępu do dóbr kultury. "Dostęp do dóbr kultury nie ma nic wspólnego z dowolnym wykorzystywaniem Internetu". Kształtowanie świadomości młodych ludzi wydaje się jedynym sposobem na zmianę postrzegania i podejścia do kwestii piractwa, chociaż efektów nie należy się szybko spodziewać.

"Beneficjentami ograniczenia procederu piractwa są nie tylko producenci, ale i państwo, a w konsekwencji wzrostu gospodarczego (w kontekście nowych miejsc pracy, które można by utworzyć dzięki odzyskanym po zmniejszeniu piractwa wpływom) - również obywatele" - tłumaczył rzecznik BSA.

W budowaniu świadomości prawnej wśród młodych ludzi powinny również pomóc media - dodał Wrona.

Wideo: "Zmiana świadomości jest najtrudniejsza" - gen. Andrzej Matejuk, komendant główny policji na rozdaniu Złotych Blach 2009.