Piractwo - potrzebny przykład "z góry"

Bartłomiej Witucki - prawnik, specjalista z zakresu prawa autorskiego. Rzecznik polskiego oddziału organizacji Business Software Alliance - zrzeszającej czołowych producentów oprogramowania (m. in. Adobe, Apple, Autodesk, AVID, Bentley, Corel, Microsoft, Symantec, UGS). BSA zajmuje się ochroną przysługujących im praw autorskich, promocją legalnego oprogramowania oraz propagowaniem wiedzy na temat wartości własności intelektualnej. Organizacja wspólnie z Fundacją Ochrony Twórczości Audiowizualnej (FOTA) i Związkiem Producentów Audio Video (ZPAV) współtworzy Koalicję Antypiracką, działającą w Polsce od 1998 roku.

Nie twierdzę, że Polacy są nieuczciwi. To byłoby zbytnie uproszczenie, a problem jest bardziej złożony. Satysfakcjonująca odpowiedź wymagałaby poważnej analizy naukowej. Wydaje się jednak, że nie można zaprzeczyć tezie, że taka postawa społeczna jest dziedzictwem historii Polaków i braku tradycji poszanowania własności w ogóle. Zauważmy, że ma ona ledwie niecałe 40 lat, biorąc pod uwagę okres międzywojenny i okres od 1989 roku. O zmianie podejścia do zjawiska kradzieży własności intelektualnej będzie można mówić, kiedy stopa piractwa spadnie poniżej 50%. Obawiam się jednak, że osiągnięcie takiego współczynnika wymaga czasu. Mam nadzieję jednak, że nastąpi to wcześniej niż wtedy, kiedy będą dorosłe dzieci Polaków urodzonych po 1989 roku, czyli w wolnej Polsce.

Czy w związku z powyższym nie sądzi pan, że to właśnie rozwijanie świadomości w społeczeństwie powinno być głównym warunkiem obniżenia stopy piractwa w Polsce, a nie rozwój gospodarczy?

Zgadzam się. Zdecydowanie podnoszenie świadomości społecznej jest najważniejszym zadaniem na drodze zmiany podejścia do kradzieży własności intelektualnej. Ale - tak jak wspomniałem - to jest system naczyń połączonych, zatem rozwój gospodarczy będzie sprzyjał zmianie postaw społecznych. Im wyższa będzie stopa życiowa w Polsce, tym mniejsze piractwo. I to nie tylko w zakresie oprogramowania, ale także muzyki i filmów, ale także podróbek odzieży markowej i kosmetyków. Trudno jednak wymagać od społeczeństwa potępienia dla tego rodzaju praktyk, skoro przedstawiciele elity politycznej nie widzą niczego złego w kupowaniu np. podróbek markowych torebek. Takie podejście kompromituje liderów opinii publicznej. I to smutna konkluzja, bo dla zmiany postaw społecznych konieczny jest pozytywny przykład "z góry". Tymczasem - wracając do tej nieszczęsnej torebki - wzburzenie wywołało nie to, że pani poseł przyznała się do nabycia podróbki, tylko to, że ktoś jej to zarzucił. Ręce opadają...