Po czarnym poniedziałku

Poranna sesja giełdowa w Londynie rozpoczęła się dobrze. Bez paniki.

Wczorajszy dzień był drugim najgorszym dla europejskich inwestorów od czasu "czarnego poniedziałku" w październiku 1987 r. Indeks FTSE 100 spadł bardzo silnie i zatrzymał się poniżej psychologicznej granicy 4000 punktów. Jest to w sumie 15 proc. strata w ciągu sześciu kolejnych sesji. Paryski indeks CAC 40 spadł w poniedziałek o 5,4 proc, a niemiecki DAX o 5proc.

Analitycy londyńscy przypisują poniedziałkowe załamanie dwóm przyczynom: plotce o przymusowej wyprzedaży papierów przez duże kompanie ubezpieczeniowe, które ponoć w ten sposób ratują swoją płynność oraz upadkowi giełdy amerykańskiej.

Poranek wtorkowy w Londynie dodaje otuchy. W ciągu pierwszych 15 minut sesji indeks FTSE Eurotop 300 podniósł się o 1,9 proc., a indeks DJ Euro Stoxx 50 wzrósł o 2.3 proc. Nastroje poprawiają się, zwłaszcza po tym, jak do obrony rynku ruszyły wielkie europejskie korporacje, ogłaszając swoje doskonałe wyniki. Prym wśród optymistów wiedzie Philips, który przewiduje w tym roku zyski, po ubiegłorocznych ciężkich stratach. Tuż przed południem dołączył do niego DaimlerChrysler.

Inwestorzy oczekują z niejakim sceptycyzmem dzisiejszego wystąpienia Alana Greenspana, szefa amerykańskich rezerw federalnych. Sceptycyzm wypływa z dwóch źródeł, z których pierwszym jest znudzenie, a nawet irytacja, gdy stale powtarza, że gospodarka USA jest silna, a produktywność przedsiębiorstw wzrasta. Drugi powód sceptycyzmu to pytanie: skoro jest rzekomo taka silna, to czy Fundusz Rezerw Federalnych zareaguje wreszcie na widoczne gołym okiem skutki kryzysu zaufania?