Pod szybą

Presja fotografii cyfrowej z jednej i kombajnów wielofunkcyjnych z drugiej strony miały sprawić, że skanery płaskie znikną ze sceny. Zamiast tego powstaje wiele nowych rozwiązań i modeli wysokiej klasy.


Presja fotografii cyfrowej z jednej i kombajnów wielofunkcyjnych z drugiej strony miały sprawić, że skanery płaskie znikną ze sceny. Zamiast tego powstaje wiele nowych rozwiązań i modeli wysokiej klasy.

Epson V350 niczym skaner bębnowy ma transporter do filmów.

Epson V350 niczym skaner bębnowy ma transporter do filmów.

To niezwykłe ożywienie nie obejmuje całego profilu produkcyjnego skanerów. Już kilka lat temu doszło do podziału wśród tych urządzeń na przeznaczone do dokumentów i do skanowania fotografii. Pierwsza specjalność nie wymaga ani wysokiej rozdzielczości, ani czułości. Nie ma już powodów do technicznego rozwijania tej grupy skanerów. Za to mają one zapewnioną przyszłość w roli części urządzeń wielofunkcyjnych, których sprzedaż ostatnio szybko rośnie.

W odwrotnej sytuacji rynkowej znajdują się skanery płaskie do zdjęć. W istocie rzeczy obsługują one tylko analogową część fotografii. I chociaż z dawnych czasów pozostało jeszcze wiele zdjęć do zeskanowania, to nowe powstają prawie wyłącznie w technice cyfrowej. Na tej podstawie przepowiada się schyłek tej gałęzi urządzeń, chociaż sam produkt jest jeszcze daleki od doskonałości.

Łabędzi śpiew

Ocena końcowa

Ocena końcowa

Opłacalność

Opłacalność

Złośliwi twierdzą, że projektanci skanerów szykując się do odejścia, czyszczą swoje szuflady z pomysłów gromadzonych tam przez lata. Jednak wprowadzić je w życie mogą nieliczni. Rzeczywiście, innowacyjne modele wypuszcza na rynek tylko kilku producentów: Canon, Epson czy HP, którzy są znani nie tylko z utrzymywania wielkich laboratoriów i współpracy naukowej, ale także z szerokiego asortymentu wyrobów, w tym szybko rosnącej produkcji urządzeń wielofunkcyjnych. Dzięki temu jedna gałąź skanerów może finansować rozwój drugiej.

Do czego to wszystko zmierza? Najbardziej prawdopodobne jest przejęcie obsługi filmów przez skanery płaskie. Tradycyjnie ten rodzaj materiałów był zarezerwowany dla skanerów bębnowych. Wymagał ekstremalnej rozdzielczości i czułości, a takie warunki łatwiej było zrealizować w urządzeniach mniejszych. Te ograniczenia techniczne są dziś przezwyciężane.

Najbardziej zwracającą uwagę cechą nowych modeli jest przejście z fizycznej rozdzielczości 3200 do 4800 dpi. Odpowiada ona 30 megapikselom uzyskanym z klatki 24x36 mm. Ta liczba punktów pozwala już na spore powiększenia, bez obawy o kompromitację można dojść do formatu A4. Przynajmniej teoretycznie, bo problem nie kończy się na rozdzielczości elementu światłoczułego. Należy także poprawić precyzję ruchu ramienia skanera, a to jest dużo trudniejsze.

Filmowa wersja Digital ICE.

Filmowa wersja Digital ICE.

Skanowanie filmu wymaga także odpowiedniej czułości. Powinna być wystarczająco duża do zarejestrowania wszystkich szczegółów znajdujących się na oryginale, szczególnie w jego ciemniejszych fragmentach. Do skanowania najlepszych wydruków z atramentówek czułość musi przewyższać 2 D, klasycznych fotografii - 2,5 D, negatywów - 3 D, a przezroczy 4 D. Te liczby oznaczają gęstość optyczną. Z danych technicznych wynika, że jedno urządzenie osiągnęło już najwyższy poziom możliwości w tym zakresie, a kilka - wystarczający do skanowania filmów negatywowych.

Praca z materiałami przezroczystymi wymaga od skanera płaskiego innej aranżacji źródeł światła. Zwykle elementy światłoczułe pozostają na ramieniu urządzenia, a w pokrywce montuje się drugą lampę. Z tym faktem wiąże się problem jednorodnego oświetlenia. Jeśli jest nieruchome - klatki filmu muszą być ułożone dokładnie pod lampą. Wtedy ich liczba jest ograniczona, zwykle do sześciu. Wszystkie elementy światłoczułe można wykorzystać dopiero przy lampie ruchomej. W takich skanerach jednorazowo zmieści się nawet do 30 klatek małoobrazkowych. Na dodatek unika się szkodliwych refleksów, więc skany z takich urządzeń powinny być także wyższej jakości. Niestety, ruchoma lampa w pokrywce nie jest tanim wynalazkiem. Takim rozwiązaniem w miniaturowej wersji może pochwalić się Canon w modelu LiDE 600F.

Digital ICE

Ze skanerów bębnowych pochodzi także technologia usuwania śladów rys i kurzu. W płaskich doczekała się swojego odpowiednika, a nawet dwóch, dla każdego z możliwych rodzajów oświetlenia. Ich wspólną cechą jest końcowy etap, w którym ślady po uszkodzonych miejscach zostają usunięte i zastąpione przez ekstrapolację sąsiednich obszarów. To dość proste zadanie, trudniejsze jest znalezienie defektów. Najtańsze i najmniej efektywne jest rozwiązanie programowe, a prawdziwie skuteczne - tylko sprzętowe. Są dwie jego wersje. Materiały przezroczyste oświetla się promieniowaniem podczerwonym, ślizgającym się po powierzchni filmu. Rozprasza się ono na cząsteczkach kurzu. Te "odblaski" przechodzą przez filtr przepuszczający tylko IR i są rejestrowane jak białe światło.

Wersja Digital ICE do materiałów nieprzezroczystych powstała dużo później. Zakłada się, że drobinki kurzu czy rysy albo wystają ponad powierzchnię, albo chowają się pod nią. Wystarczy znaleźć obszary wypukłe lub wklęsłe, które różnią się od płaskich tym, że oświetlone z boku pozostawiają cień. W praktyce w ramieniu skanera montuje się drugą jarzeniówkę. Reszta jest już prosta, chociaż skanowanie z włączonym wyszukiwaniem defektów trwa wielokrotnie dłużej. Z tego powodu urządzenia gotowe do ich sprzętowego usuwania mają także opcję programową.

Więcej żółci

Digital ICE do papieru.

Digital ICE do papieru.

Interesujące rozwiązanie zostało zastosowane w skanerach HP. Chodzi o problem ze światłem lampy z zimną katodą, które choć białe, nie zawiera wszystkich składowych w jednakowych ilościach. Pomimo uwzględnienia tego faktu w kalibracji, nie udaje się do końca zlikwidować nierówności między nimi. Zdarza się, że światło o pewnej długości fali nawet odbite prawie w całości może być za słabe, żeby je zarejestrować z zadowalającą dokładnością. Rozwiązaniem byłoby przedłużenie ekspozycji, czyli zwolnienie tempa skanowania, ale wtedy grozi efekt odwrotny, oślepienia elementu światłoczułego tam, gdzie lampa świeci bardziej efektywnie. I tak źle, i tak niedobrze.

Ten stan rzeczy HP chce poprawić za pomocą drugiej lampy, która świeci silniej w tych częściach widma, gdzie pierwsza robi to za słabo. Zmienia się jedynie źródło światła, receptory CCD przykryte filtrami przepuszczającymi R, G i B pozostają te same. Skanowanie jest dwuprzebiegowe, z włączoną jedną i obiema lampami. Nowe składowe umownie nazywa się pomarańczową, żółtą i turkusową. Każdą z nich zapisuje się na 16 bitach, więc razem mamy ich 96 do opisu koloru każdego piksela.