Pokrętne ścieżki fotografii

Atramentowe drukarki jednofunkcyjne tracą udziały w rynku na rzecz modeli wielofunkcyjnych. W odpowiedzi na tę tendencję powstał nowy gatunek urządzeń - kombajny fotograficzne.


Atramentowe drukarki jednofunkcyjne tracą udziały w rynku na rzecz modeli wielofunkcyjnych. W odpowiedzi na tę tendencję powstał nowy gatunek urządzeń - kombajny fotograficzne.

Do tej pory podział urządzeń do przetwarzania obrazu był całkiem klarowny. Do drukowania i skanowania biurowego lepiej nadawał się kombajn łączący oba te funkcje w jednej obudowie i dodatkowo umożliwiający cyfrowe kopiowanie bez komputera. Do pracy ze zdjęciami przeciwnie. Ten temat wymaga od drukarki, ale przede wszystkim od skanera dużo lepszych parametrów, czego nie mogły zapewnić kombajny, tradycyjnie związane ze specyfiką biurową.

Jaki skaner?

Głowica Cannona MP970

Głowica Cannona MP970

Chodzi o czułość elementów fotooptycznych, które powinny rozróżniać dużo większy zakres intensywności, typowy dla zdjęć analogowych. Jeszcze większe są wymagania w wypadku slajdów i negatywów. Tak duże, że jeszcze niedawno były poza zasięgiem nawet najlepszych skanerów płaskich. Poza nadzwyczajną czułością wymagana jest także bardzo duża rozdzielczość, konieczna do wykonania dużych powiększeń z niewielkich oryginałów. Kiedyś dobra drukarka i dobry skaner, kupowane osobno, były jedynym rozwiązaniem, potem pojawiła się alternatywa w postaci nielicznych urządzeń wielofunkcyjnych z dobrymi skanerami, dzisiaj doszliśmy do ściany z drugiej strony. Autorem dziwoląga jest Canon, który z oferty usunął drukarkę fotograficzną formatu A4, a sześciokolorowy system atramentów z tego urządzenia, po uzupełnieniu o dodatkowy atrament, przeniósł do kombajnu wielofunkcyjnego. W ten sposób zwolennik drukarek tej firmy pozostał bez alternatywy. Chcąc drukować w najwyższej jakości, musi kupić droższy kombajn albo zrezygnować z wymagań i zadowolić się drukarką uniwersalną. Dzisiaj urządzenia wielofunkcyjne przynoszą producentom większe dochody niż tradycyjne konstrukcje. Nic dziwnego, skoro drukarka i skaner w jednej obudowie kosztują więcej niż kupowane oddzielnie. Tutaj są prawdziwe konfitury i między innymi dlatego koneserzy powinni zainteresować się raczej urządzeniami jedno- a nie wielofunkcyjnymi.

Podejrzana nowość

Przekłamywanie kolorów sprawdzamy, analizując skan tablicy Macbetha.

Przekłamywanie kolorów sprawdzamy, analizując skan tablicy Macbetha.

Musimy się przyznać do grzechu tradycjonalizmu. Dotąd w naszych testach nie uwzględnialiśmy kategorii urządzeń wielofunkcyjnych wyspecjalizowanych w druku i skanowaniu fotografii, chociaż próby z tymi nośnikami wchodziły w skład procedury testowej od dawna. Postanowiliśmy to zmienić i uzupełnić przeprowadzany od wielu lat test drukarek fotograficznych o urządzenia wielofunkcyjne. Czynimy to pod naciskiem rynku, chociaż nadal osobom zainteresowanym fotografią będziemy doradzać zakup dwóch urządzeń, skanera i drukarki, zamiast jednego zintegrowanego. Zwłaszcza, że do tej pory nie ma w kombajnach ani ruchomego oświetlenia do skanowania slajdów, ani systemów do sprzętowego wykrywania i usuwania rys oraz innych defektów - pod tym względem daleko im do najlepszych samodzielnych modeli. Mamy więc w kombajnach połączenie najlepszego systemu druku ze skanerem, któremu do ekstraklasy jeszcze wiele brakuje.

Zintegrowanie kilku funkcji w jednej obudowie jeszcze nie oznacza technologicznej rewolucji. Do nowości ostatniego sezonu można zaliczyć konstrukcję dysz piezoelektrycznych Epsona, oryginalną głowicę atramentową w Canonie, bezprzewodowość lansowaną przez Lexmarka i gigantyczny dotykowy wyświetlacz, zamontowany w kombajnie HP, który wreszcie nadaje sens pracy bez komputera, ułatwiając retusz, kadrowanie fotografii i samo sterowanie urządzeniem. Zachodzą także zmiany w ekonomii: pod naciskiem producentów zamienników spadają ceny atramentów oryginalnych, a za nimi koszty drukowania.

Taniej

Wada skanera. Z nieba zniknęły chmury, a z histogramu jego jasna część.

Wada skanera. Z nieba zniknęły chmury, a z histogramu jego jasna część.

Obniżka jest dość znaczna. Jeszcze rok temu czarny tusz do wydrukowania jednej strony kosztował ponad 21, dzisiaj kilkanaście, a nawet 9 groszy, a przecena kolorowego jest jeszcze większa, do 25 groszy. Tusz do wydruku zdjęcia rozmiaru pocztówki kosztuje mniej niż złotówkę. Znawcy powiedzą, że powód to przejście z liczenia stron z pięcioprocentowym pokryciem na normy ISO, ale to nieprawda. Spadek cen jest autentyczny, chociaż niejednakowy u wszystkich producentów. Pionierem był Epson, który wprowadził jednolitą cenę swoich tuszów. Taniej od średniej wypada drukowanie na Lexmarkach z nabojami z serii 3x, Canonie MP970, ale prawdziwą rewolucję w kosztach eksploatacji przeprowadziło HP, przy czym przecena jest bardzo wybiórcza, a zasady niezbyt klarowne. Pisaliśmy już, że HP używa nabojów o bardzo zróżnicowanej ilości atramentu, od kilku do kilkudziesięciu mililitrów w jednym, przy czym większe pojemniki, bardziej ekonomiczne w eksploatacji, często nie pasują do tańszych modeli. Niedawno Hewlett-Packard wprowadził wielopaki i jeszcze większe zbiorniki, ale tylko do nowych i droższych urządzeń. Dzięki temu dysproporcja w ekonomii jeszcze bardziej się pogłębiła. Dziś na sprzęcie tej firmy można wydrukować stronę monochromatyczną za dziewięć groszy, ale także za trzydzieści. Równie duża rozpiętość charakteryzuje koszty w kolorze.

Do tej pory eksploatacja drukarek z nabojami trójkolorowymi połączonymi z głowicami była droższa niż konstrukcji, w których wymieniano tylko pojemnik z tuszem. Miało to dwie przyczyny – po pierwsze, nierówne zużycie atramentów, więc po wyczerpaniu się jednego koloru trzeba było wymienić cały komplet. Po drugie, w bezużytecznym naboju oprócz resztek tuszu zostawała sprawna głowica drukująca. Za to też płacił użytkownik, chyba że odstępował za grosze naboje firmom, które napełniały je ponownie innym tuszem i sprzedawały dużo taniej. Dzisiaj ta reguła obowiązuje już nie tak ściśle. Coraz częściej umiejętność korzystania z aktualnych cenników przydaje się bardziej niż znajomość zasad.

Epson najżywszy

Urządzenie zmniejszające wielkość kropli zadrukuje szybciej bez utraty jakości

Urządzenie zmniejszające wielkość kropli zadrukuje szybciej bez utraty jakości

W technologii drukowania największe zmiany zaszły u Epsona. Dotąd jego sterowniki dokonywały cudów, żeby na dobre zdjęcie nie trzeba było czekać kilkudziesięciu minut. Zamiast szukać rozwiązania w tańszej technologii, Epson wymyślił coś innego. Poprawił sterowanie wyrzucaniem atramentu, dzięki czemu z tej samej dyszy można - w zależności od potrzeb - otrzymywać krople w pięciu rozmiarach (najmniejsza jest 1,5-pikolitrowa). Podobne funkcje są dostępne w technologii termicznej od dawna, ale dzięki osobnym dyszom o różnych średnicach otworów. Pierwszy użył tego sposobu Lexmark, potem Canon, ale właśnie dzięki Epsonowi mamy nową jakość. Kilka dysz termicznych różnej wielkości można zastąpić jedną piezoelektryczną, co przyśpiesza drukowanie, nie pogarszając jakości.

Drugą nowością jest atrament Claria, mikstura pośrednia między tuszem rozpuszczalnikowym a pigmentowym. Różnica w składzie chemicznym jest niewielka, chodzi raczej o rozmiar cząsteczki. Dzięki jej powiększeniu duża część wiązań decydujących o własnościach barwnych została dobrze ukryta wewnątrz molekuły i jest bardziej odporna na wpływ atmosfery czy światła. Większy rozmiar utrudnia też wnikanie w pory papieru gorszej jakości. Trudniej natomiast otrzymać gładką, błyszczącą powierzchnię, z czym nie mają kłopotu barwniki rozpuszczalnikowe. Claria łączy część pozytywnych cech obu rodzajów barwników, w tym dwustuletnią trwałość.