Policja: Polacy pracują dla rosyjskiej mafii

Policja zatrzymała już ponad sto osób, które nieświadomie prały pieniądze rosyjskiej mafii. Studenci i nauczyciele, licząc na szybki zarobek, według telefonicznych instrukcji przyjmowali zagraniczne przelewy i przekazywali je dalej. Pieniądze w całości pochodziły z kradzieży i przestępstw w Internecie. "Sprawy w takich przypadkach mają zawsze charakter rozwojowy. Od jednej osoby trafiamy do kolejnej. Można powiedzieć, że po nitce do kłębka, aż złapiemy wszystkich" - powiedział PC World podinspektor dr Mariusz Sokołowski, rzecznik prasowy komendanta głównego Policji.

Według ustaleń Gazety Wyborczej, praniem pieniędzy z internetowych przestępstw mogą zajmować się nawet setki osób. Dokładna liczba niestety nie jest znana. Jak podaje policja, słupami zazwyczaj są osoby, które liczą na szybki zarobek, a szczególnie bezrobotni, studenci i nauczyciele.

"Nie są to pierwsze przestępstwa, w których wykorzystuje się tzw. słupy. Z całą pewnością jest ich coraz więcej. Wszystko rozpoczyna się od ogłoszenia o pracę. Najczęściej zgłaszają się do niej osoby zainteresowane szybkim i łatwym zyskiem" - mówi PC World podinspektor dr Mariusz Sokołowski, rzecznik prasowy komendanta głównego Policji.

Chcesz zarobić? Zostań słupem

"Stanowisko kierownicze. Tylko kilka godzin tygodniowo. Nie będziesz potrzebował żadnych wyjątkowych umiejętności" - to jedno z takich ogłoszeń o pracę. Aby ją podjąć, wystarczy komputer z dostępem do sieci. Jak podaje GW takie ogłoszenia rekrutacyjne można znaleźć nawet w oficjalnych uczelnianych biurach karier.

"Trudno podać liczbę osób zaangażowanych w ten proceder. Sprawy w takich przypadkach mają zawsze charakter rozwojowy. Od jednej osoby trafiamy do kolejnej. Można powiedzieć, że po nitce do kłębka, aż złapiemy wszystkich. Sprawdzamy zawartość komputerów, wiadomości, dokonane przelewy i w ten sposób jesteśmy bliżej głównych sprawców" - tłumaczy rzecznik prasowy Mariusz Sokołowski.

Praca słupa jest wyjątkowo prosta. Jego zadaniem jest przyjmowanie na swoje konto przelewów pieniężnych i następnie, zgodnie z telefonicznymi instrukcjami, przekazywanie ich dalej. W zamian za to otrzymuje prowizję w wysokości do 10% od przelewanej kwoty.

Jak wyprać pieniądze?

Przestępcy są dobrze zabezpieczeni przed wymiarem sprawiedliwości. Wszystko wydaje się być dobrze zaplanowane i takie jest w rzeczywistości. Kradzież haseł i kodów do kont bankowych i wyprowadzenie z nich pieniędzy nie stanowi dla nich trudności. Prawdziwą sztuka jest zatrzeć po sobie wszystkie ślady - w tym miejscu pojawia się rola słupa. Pieniądze są przelewane na konto określonej osoby, która następnie je wybiera i wpłaca na wskazane konta, zazwyczaj Western Union.

Internetowi oszuści specjalnie wykorzystują popularny mechanizm Western Union. Jak tłumaczy GW "jest to system przekazywania gotówki z odbiorem do rąk własnych. Pieniądze odbiera się w takich systemach na dowód tożsamości. Transfer jest szybki, wygodny i łatwo pozwala na zachowanie anonimowości odbiorcy (wystarcza sfałszowany dokument)".

Na usługach mafii

"Wykrycie przestępców jest bardzo trudne, ale możliwe. Z pewnością są to osoby bardzo dobrze przygotowane w organizowaniu takich operacji. Jednak każda działalność przestępcza pozostawia nawet najmniejsze ślady. Małymi kroczkami dojdziemy kto za tym stoi" - mówi Mariusz Sokołowski.

Za sprawne i szybkie dokonanie zlecenia, słup otrzymuje prowizję. Chwilę później taka osoba wpada w ręce policji, a śledztwo utyka w martwym punkcie. Policjanci z trudem są w stanie ustalić dalszą drogę gotówki. W efekcie podstawiona osoba słyszy zarzuty, a jej mocodawcy (najczęściej mafiozi z Rosji i Ukrainy) pozostają bezkarni i szukają kolejnych chętnych do pracy.

"Wysokość kary dla osoby słupa zostanie ustalona przez prokuraturę. Na początku trzeba będzie ustalić w jakim zakresie i charakterze występowała taka osoba. Czy była całkowicie nieświadoma. Czy wiedziała lub podejrzewała, że jest to działanie nielegalne, a mimo to dalej w tym uczestniczyła" - dodaje podinspektor.

Ile tracisz z konta?

"Według analityków Symanteca, co piątą ofertę na przestępczych giełdach stanowiły dane otwierające dostęp do kont bankowych (bo nie zawsze ten, kto wykradł dane, sam robi z nich użytek). Kosztowały od dziesięciu do nawet tysiąca dolarów. Na przeciętnym koncie znajdowało się prawie 40 tys. dol. W sumie z rachunków ofiar można było wyprowadzić 1,7 mld dolarów" - podaje Gazeta Wyborcza.

Przedstawiciele Związku Banków Polskich uważają, że z kont Polaków, Niemców, Węgrów i Bułgarów znika miesięcznie blisko kilkadziesiąt milionów euro. Polskie słupy jednak zazwyczaj piorą pieniądze kradzione z kont zagranicznych.

Źródło: Gazeta Wyborcza