Polityka, gry komputerowe i pandy czyli wirtualne pomieszanie z poplątaniem

Świat technologii przestał już dawno być tematem dla wąskiej grupy specjalistów i entuzjastów. Sieci społecznościowe potrafią obalać rządy (przynajmniej wspomagać ich upadki, jak w przypadku arabskiej wiosny), zmiana szaty graficznej Twittera potrafi znaleźć się wśród najważniejszych informacji dnia w amerykańskim serwisie informacyjnym, ale to nie wszystko. Ostatnio politycy sięgnęli po najnowszy arsenał - gry typu MMORPG.

MMORPG to nie super tajna broń trzymana głęboko pod ziemią. Ten akronim oznacza massively multiplayer online role-playing games czyli rodzaj gier przygodowych, w których można grać jednocześnie z wieloma graczami rozsianymi po całym świecie. Segment takich gier rozrasta się w bardzo szybkim tempie. Konrad Sierzputowski z portmmo.com twierdzi wprost, że gry MMORPG to po prostu pierwsze sieci społecznościowe - powstały jeszcze przed Facebookiem czy Naszą Klasą. Od lat mają miliony użytkowników.

Tak samo jak w sieciach społecznościowych w grach tych użytkownicy się poznają, komunikują i utrzymują wirtualne znajomości. Zjawisko to postępuje wraz z cyfryzacją społeczeństwa - dodaje Sierzputowski, który doskonale zna ten rynek. Najpopularniejszą grą tego typu na świecie jest (skracany często do ). World of Warcraft pojawił się na rynku pod koniec 2004 roku, a jego początki sięgają połowy lat 90. XX wieku. Po sukcesach gier Diablo i Starcraft, firma Blizzard postanowiła stworzyć społeczność o wiele bardziej złożoną niż ta dotychczas obsługiwana przez tryb multiplayer na Battle.net. Eksperyment na graczach się udał, w szczytowym momencie popularności WoW przyciągał aż 12 milionów użytkowników. Obecnie w świecie Azeroth, w którym toczy się akcja gry, można się doliczyć ich o 1/4 mniej, ale i tak do gry należy rekord Guinessa pod względem społeczności typu MMORPG.

Gra ostatnio zyskała dość niecodzienny PR. W toczącej się aktualnie kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych partia republikańska zarzuciła kandydatce Demokratów... grę w World of Warcraft. Collen Lachowicz reprezentuje partię demokratyczną 6 listopada 2012 roku stanęła w szranki z urzędującym Republikaninem, Tomem Martinem. Walka tej dwójki pozostała w cieniu pojedynku Baracka Obamy i Mitta Romneya, ale tego samego dnia stan Maine wybierał swoich przedstawicieli do stanowego senatu.

Colleen Lachowicz

Colleen Lachowicz

W tak zwanym dystrykcie 25, jednym z 35 okręgów, na które dzieli się stan Maine, gra komputerowa stała się poważnym narzędziem walki politycznej. Republikanie oskarżyli kandydatkę Demokratów, że prowadzi "dziwaczne podwójne życie" grając postacią ogrzycy właśnie w WoW. Bohaterka wirtualnego świata nazywa się Santiaga, jest dość zaawansowana - ma 85. poziom, specjalność Rogue (jedna z klas postaci) i od pewnego czasu widnieje na specjalnie stworzonej przez lokalny sztab Republikanów stronie zatytułowanej "Colleen’s World" (http://www.colleensworld.com/). Można tam znaleźć cytaty z wiadomości wysyłanych przez Lachowicz do innych graczy, które według jej politycznych przeciwników poddają w wątpliwość jej zdolności do reprezentowania mieszkańców stanu Maine. Nawet jednej z jego dzielnic.

Okazuje się bowiem, że przyznanie się bycia graczem nie jest w dobrym tonie. Mimo iż według danych amerykańskiej agencji Entertainment Software Rating Board (zajmującej się oceną dopuszczalności oprogramowania dla odpowiednich grup wiekowych), są obecne w przeważającej większości gospodarstw domowych w USA (65%). Gra w nie prawie połowa Amerykanów w wieku od 18 do 49 lat (49%), co czwarty starszy (26% graczy powyżej 50. roku życia) i młodszy (25% graczy poniżej 18. roku życia). 40% graczy to kobiety, a cały przemysł szacuje się na około 25 miliardów dolarów. Według analityków z organizacji Christian Science Monitor 183 millionów Amerykanów to gracze.

Te wszystkie dane przytacza Colleen Lachowicz na własnej stronie internetowej. Broni się, że znajduje się w doborowym towarzystwie większości swoich rodaków i że to bardzo dziwny zarzut pod jej adresem. W oficjalnym oświadczeniu dodała, że miłośnikami gier komputerowych są także znani aktorzy jak Jodie Foster, Vin Diesel, Mike Myers i Robin Williams.

World of Warcraft nie zaszkodził Colleen Lachowicz w uzyskaniu miejsca w stanowym senacie, na jej fanpage’u na Facebooku w chwilę po ogłoszeniu wyników wyborów pojawiały się gratulacje od fanów gry z całego świata. Firma Blizzard na pewno nie ma za złe dodatkowego rozgłosu wokół całej sprawy. Społeczność graczy systematycznie spada. Najbardziej aktualne dane z sierpnia bieżącego roku pokazują, że liczba użytkowników cofnęła się do poziomu sprzed 5 lat. Grze nie pomogły też amerykańskie sankcje gospodarcze nałożone ostatnio na Iran. Programiści Blizzard musieli odciąć konta graczy pochodzących z tego państwa, a to z kolei przełożyło się na setki niezadowolonych użytkowników, którzy stracili zainwestowane pieniądze w rozbudowę postaci.

To spora strata, ponieważ rynki na Dalekim Wschodzie i w dalszych częściach Azji rozwijają się w bardzo dynamicznym tempie i potrafią przynosić spore zyski. To właśnie userom z Chin WoW poświęcił najnowszą, czwartą już część poszerzającą dotychczasowy świat Azeroth. Dla wciąż rosnącej społeczności graczy z państwa środka stworzono kontynent zamieszkały przez… pandy. Biało-czarne stworzenia są jak najbardziej z gatunku tych kung-fu. Nazywają się pandaren (czyli dosłownie ludzie-pandy) i mają scementować chiński rynek graczy. Misja jest bardzo poważna, bowiem według najnowszych szacunków połowa z obecnych 9 milionów subskrybentów gry World of Warcraft pochodzi właśnie z Chin. A na świecie w gry typu MMORPG może grać nawet ponad 60 milionów ludzi.