Polski rynek telekomunikacyjny odstrasza inwestorów

Jak wynika z raportu europejskiej organizacji zrzeszającej alternatywnych operatorów (European Competitive Telecommunications Association), polski rynek telekomunikacyjny jest najgorszy ze wszystkich państw Unii Europejskiej. Głównym powodem jest brak odpowiednich przepisów, niska konkurencja i ograniczone możliwości regulatora rynku. Według rzecznika UKE, to wskazówka dla zagranicznych inwestorów, aby omijali Polskę szerokim łukiem.

W badaniu organizacji ECTA, Polska znalazła się na ostatnim miejscu wśród państw należących do Unii Europejskiej. Jak wynika z raportu, główną przyczyną jest brak odpowiednich przepisów pozwalających Urzędowi Komunikacji Elektronicznej na skuteczną regulację rynku.

"Osobiście odbieram raport jako ocenę reguł gry i wskazówkę dla inwestorów. A co on dokładnie mówi: regulator nie ma odpowiednich uprawnień, o rynku decyduje monopolista, a przepisy dla inwestorów są bardzo zawiłe. Nic dziwnego, że w naszych przetargach biorą udział wyłącznie lokalni gracze. Jeszcze nikt poza operatorem Play nie zainteresował się inwestowaniem w polski rynek telekomunikacyjny. Ale to nie powinno nikogo dziwić. Nikt poważny nie będzie wchodził na rynek gdzie choćby w trakcie budowy masztu radiowego w każdej chwili ktoś może to oprotestować" - mówi Jacek Strzałkowski, rzecznik prasowy Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Jak podaje Gazeta Wyborcza w analizie brano pod uwagę takie czynniki jak: ilość zapisów unijnych przeniesionych do polskiego prawa, pozycję i uprawnienia regulatora, usługi hurtowe dostępne na rynku lub udział operatorów alternatywnych w rynku. Poza tym raport szczególnie podkreślił niektóre sytuacje, które nie powinny mieć miejsca na rynku. To dotyczy m.in. czasu oczekiwania na przeniesienie numeru. W Polsce na taką decyzję można poczekać nawet do 45 dni, gdy w Niemczech trwa to zaledwie jeden dzień.

W rankingu można było zdobyć 485 punktów. Polska uzyskała jedynie 180. Pierwsze miejsce zajęła Wielka Brytania z 372 punktami.

"Jak pokazują przykłady z innych państwa, im mocniejsze narzędzia kontrolujące rynek telekomunikacyjny tym wyższa i zdrowsza konkurencja. Tylko u nas główny operator dyskutuje z decyzjami, jakie nakłada na niego regulator. Wciąż brakuje nam uprawnień. Do dzisiaj opieramy się na ustawie o rynku telekomunikacyjnym z 2004 roku, a przecież od tamtego czasu wiele się zmieniło. Jednak większe uprawnienia dla UKE to pomoc dla abonentów np. w przypadku szybkiego rozpatrywania skarg. Obecnie abonament zgłasza reklamację do operatora, jeżeli jej nie przyjmie, można sprawę skierować do sądu. Rola UKE sprowadza się wyłącznie do mediacji. Dlatego już dawno przygotowaliśmy projekt zmiany przepisów, który wciąż leży w Ministerstwie Infrastruktury" - dodaje Jacek Strzałkowski.