RPG po sowiecku


Spośród wszystkich post-sowieckich gier fabularnych tylko Fatherdale miało rozbudowane opcje dialogowe. W pozostałych przypadkach - Konungu, Heathu czy wydanym niedawno Spells of Gold - ograniczały się zwykle do cierpliwego wysłuchania, co ma do powiedzenia dana postać oraz do wybrania odpowiedzi: Tak lub Nie. Czasami pojawiało się jeszcze: Kontynuuj. Widać twórcy uznali, że więcej jest niepotrzebne, bo przecież niezależnie od tego, jak rozbudowany byłby dialog, gracz albo przyjmie zlecenie, albo nie. Więc po cóż na próżno język strzępić, towarzyszu?

Ciekawym przykładem twórczej niemocy jest wydany niedawno Spells of Gold. Tym razem developerzy postanowili stworzyć handlową grę RPG. Gracz wciela się w kupca - kupuje i sprzedaje towary, a jakby tego jeszcze było mało - udaje listonosza, gdyż przenosi przesyłki z jednego grodu do drugiego. Grafika wygląda podobnie jak w innych produkcyjniakach - oglądasz płaskie plansze i starorosyjską zabudowę. Gra jest tak nudna, że po kilkunastu minutach kursowania pomiędzy miastami, omijania zbójców i doręczania listów, masz dosyć rozgrywki. A po szczegóły odsyłam do recenzji w numerze 05 GameStara.

Zbyt wiele grzybków, czyli wyjątek potwierdza regułę

Do tej pory jedyną grą fabularną, która wyróżniała się z opisywanej tandety, była Evil Islands przygotowana przez Nival Interactive. Gra miała piękną grafikę, ciekawe założenia, a scenariusz, w porównaniu z takimi ułomnymi płodami, jak Konung czy Heath, wyglądał jak wyjęty z oscarowego filmu. Ciekawy był również pomysł na tworzenie własnych przedmiotów i świat, którego mieszkańcy nie znali metalu. Niestety, tytuł ten nie odniósł sukcesu. Być może dlatego że fabuła była liniowa aż do bólu, a do rozgrywki wrzucono zbyt wiele pomysłów. Były w niej zatem motywy RPG, elementy gry taktycznej, a także zwykłej zręcznościówki. Być może ten fakt zadecydował, że gra okazała się niestrawna.

Nie do śmiechu nam

RPG po sowiecku

W drugiej części Konunga poprawiono grafikę i scenariusz.

Twórcy gier fabularnych z byłego ZSRR mają kłopoty z dopracowaniem najważniejszych elementów rozgrywki: wizji świata, fabuły i dialogów. To właśnie dlatego ich gry cRPG są infantylne lub niegrywalne i nie odnoszą sukcesów. Skrytykowałem bez litości postsowieckie produkcyjniaki, wykpiłem ich błędy i niedoróbki, jednak nie oznacza to wcale, abym miał powód do dumy jako gracz. Polskie gry fabularne nie różnią się poziomem od tych made by CCCP. Poza tym nasi wschodni sąsiedzi, chociaż polegli na cRPG, potrafią tworzyć ciekawe strategie i gry akcji, które odnoszą sukcesy. Nasi twórcy zaś do niedawna nie tylko nie stworzyli porywającego cRPG, ale w ogóle żadnej sensownej gry z jakiegokolwiek gatunku. Jedyna polska produkcja fabularna Another War zaskakuje fatalną grafiką, beznadziejnym scenariuszem, ale i grafomańskim bełkotem dialogów. Szkoda że autorzy, wzorem twórców Konunga, w czasie rozmów nie zostawili tylko dwóch opcji dialogowych do wyboru. Gry fabularne to twardy orzech do zgryzienia. Jednak w nadchodzących produkcjach zza wschodniej granicy widać oznaki poprawy. Konung 2 prezentuje się lepiej niż pierwsza część, a fabuła wygląda atrakcyjniej.

Ciekawie zapowiada się Lethal Dreams. Wszystko wskazuje więc na to, że developerzy ze wschodu zdali sobie sprawę z własnych błędów i wkrótce zaczną tworzyć dopracowane gry fabularne.