Rosyjska cybermilicja znów atakuje w Sieci

Od 18 stycznia br. dwaj najwięksi dostawcy usług internetowych w Kirgistanie (jedna z byłych republik radzieckich) borykają się z masowymi, utrzymującymi się atakami DDoS - donosi firma SecureWorks. Ataki te odcięły od Sieci większą część kraju i ograniczyły możliwości komunikacyjne personelu znajdującej się tam amerykańskiej bazy powietrznej.

Ataki typu DDoS (ang. distributed denial-of-service) polegają na zalaniu serwera ogromną liczbą zapytań, co w praktyce uniemożliwia do nich dostęp. Don Jackson z firmy SecureWorks uważa, że za atakami kryje się ta sama grupa rosyjskich hakerów, którzy, zebrawszy się na modłę ochotniczej milicji w sierpniu 2008 r., przypuścili podobne ataki na Gruzję (w czasie trwania konfliktu gruzińsko-rosyjskiego o Osetię Płd.)

Wynikać ma to z zebranych przez spółkę danych o ruchu internetowym (m.in. z analizy adresów IP, pochodzących z tej samej sieci, co adresy łączone z atakami na infrastrukturę gruzińską pół roku temu). Brak niezbitych dowodów na to, aby były one inspirowane przez Rosjan. Dla Jacksona nie ma to znaczenia - cyberataki nie wiążą się z żadnym ryzykiem dla rosyjskich władz.

Pozostaje pytanie, z jakich powodów Kirgistan padł ofiarą cyberataku. Serwis Computerworld.com wspomina o negocjacjach pomiędzy władzami tego państwa a Rosją dotyczących ewentualnych inwestycji Moskwy. Rosja wyrażała opinię, że warunkiem koniecznym do udzielenia pożyczki 300 mln. USD i wyłożenia dalszych 1,7 mld. dolarów na inwestycje w przemysł energetyczny jest usunięcie amerykańskiej bazy z terenu Kirgistanu.

Odcięcie od Internetu dotknie przede wszystkim użytkowników sprzeciwiających się obecnym władzom Kirgistanu. Oprócz tego, D. Jacksona niepokoi również tempo, w jakim następują ataki. O ile w wypadku sieciowych ofensyw hakerów w Gruzji i Estonii w 2007 r. można było zaobserwować stopniowe ich nasilanie, to kulminacja obecnych ataków następuje w ciągu godzin, a nie - dni czy tygodni.

Atak internetowy coraz częściej towarzyszy konfliktom zbrojnym - Sieć staje się kolejną płaszczyzną konfrontacji sprzecznych interesów. Ostatnio mieliśmy tego dowód w czasie izraelskiej ofensywy w Strefie Gazy - reakcją Palestyńczyków i ich zwolenników były ataki na izraelskie portale internetowe.

Zdaniem FBI cyberataki są prawie tak samo groźne jak broń masowego rażenia.