Rozłam w środowisku open source

Olbrzymia większość oprogramowania open source - w tym np. Firefox - rozpowszechniana jest na licencji GPL2. Wersja trzecia (GPL3) jest gorąco dyskutowana mniej więcej od roku, ale Torvaldsowi, twórcy Linuksa, ciągle się nie podoba.

Licencja to jeden z najważniejszych składników aplikacji - informuje, które sposoby użytkowania programu są dopuszczalne, a które absolutnie nie wchodzą w grę.

W środowisku open source największą popularność zdobyła licencja GNU GPL w wersji drugiej (GPL2, GPLv2). Nie chodzi w niej - wbrew przekonaniu niektórych użytkowników - o to, ile gotowy program ma kosztować, ale o nałożenie na programistę obowiązku bezpłatnego udostępnienia kodów źródłowych.

GPL2 na emeryturę

Niestety, GPL2 ma już 15 lat i nie przystaje do realiów XXI wieku, z wszechobecnymi prawami patentowymi i technologią DRM (Digital Rights Management). Free Software Foundation postanowiła zatem przygotować nową wersję licencji - GPL3 - która obejmie te zagadnienia.

W pierwszym publicznie dostępnym szkicu GPL3 pojawił się całkowity zakaz łączenia aplikacji open source z DRM. FSF bowiem bardzo aktywnie promuje wszelkie społeczne akcje przeciw ograniczeniom, które narzucają producenci oprogramowania.

W drugim szkicu restrykcje nieco złagodzono. Twórca Linuksa Linus Torvalds uważa jednak, że są to tylko stylistyczne poprawki. Jego zdaniem, zagubiono zupełnie pozytywny aspekt GPL - możliwość dzielenia się kodem. Zamiast niego pojawiły się zapisy dla "ekstremistów" i "maniaków czyniących ze swej pracy obiekt kultu".

To spory cios dla FSF. Zdaniem przedstawicieli fundacji, takie poprawki są niezbędne, by idea stojąca za oprogramowaniem open source nie została zniszczona przez korporacje żerujące na projektach o otwartym kodzie źródłowym.

Niewykluczone więc, że w ciągu następnych kilku miesięcy pojawi się kolejny, trzeci szkic licencji GPL3.